Archive for Marzec, 2013

zupa z zielonego groszku

groszkowa2

Przez cały, podkreślam – cały, tydzień jedliśmy z G. żurek. Z różnych powodów, ale naprawdę cały tydzień. Jutro i pojutrze zjemy go również w gronie rodzinnym, jak nakazuje tradycja… Dlatego dziś, żeby chociaż na chwilę odetchnąć przygotowałam postną zupę z zielonego groszku. Bardzo ją lubię, bo zawiera czosnek i cebulę, a to zwykle mi wystarcza.

Upiekłam dziś również z Rodzicielem odpowiednią porcję naszych knyszy z nadzieniem grzybowym posypanych kminkiem i czarnuszką, wydrapałam jedno jajko i pomagałam przy produkcji kajmaku zaprawionego spirytem. Mam bazie, mam bukszpan i mam mazurek. Jestem w pełnej gotowości do Świąt:)

groszkowa3

groszkowa1

Reklamy

kwietniowa KUCHNIA i ja

gaz3

W najnowszym numerze KUCHNI znalazło się pięć moich zdjęć obrazujących przepisy na wieprzowinę. Tym razem sesja przebiegała bez większych przeciwności, wyłączając brak dwóch golonek przednich w moim sklepie mięsnym – ostatecznie zastąpionych jednym przednim i jednym tylnym. Nie byłam świadoma, że może to być taki kawał mięsa, zważywszy, że z golonką ani czynnie, ani biernie nie miałam jak dotąd styczności, a raczej na jej widok odwracałam wzrok. Jednak ugotowana w piwie imbirowym i upieczona w marynacie z dżemu pomarańczowego nawet mnie, golonkowego sceptyka, zachwyciła!

Reszta mięsiw też była smaczna. Zwłaszcza soczysty pieczony boczek z zieloną salsą – prawdziwy przysmak!

gaz1

gaz2

A tu jeszcze dwa (moje ulubione) zdjęcia z sesji, które nie znalazły się w magazynie:

gaz4

gaz5


przeziębieniowe serca korzenne

serca korzenne

Dogorywam w domostwie mierząc się z gorączką, a tu mój Gregor Wspaniały znienacka przynosi mi serca korzenne! A trzeba wiedzieć, że to nie bez kozery. Moja szalona miłość do nich przypadła na początek studiów, a była to miłość obezwładniająca i przysłaniająca świat. Przez parę dobrych miesięcy żyłam nimi i to nie jest przesada. Trzy razy dziennie musiałam spożyć odpowiednią ich dawkę w ilości 3 x 10 dkg i mogłam funkcjonować. Nie musiałam natomiast jeść niczego innego. No oprócz toruńskich katarzynek bez polewy;)

Z czasem miłość nieco osłabła. Na szczęście, bo nie wiem ile bym tak pociągnęła;) Parę lat ich nie jadłam, ale wczoraj oczy mi rozbłysły i już po pierwszym kęsie wiedziałam, że stara miłość nie rdzewieje. Jednak!


owsianka z kiwi i kokosem

owsianka-kiwi1

Od czasu sobotniego koncertu ciągle jeszcze unoszę się dziesięć centymetrów nad ziemią… A mówiąc konkretnie – nad łóżkiem, na którym zalegam. Jechałam do Katowic zachorzała, a, jak się potem miało okazać, zdzieranie gardła przez ponad dwie godziny totalnej euforii i uczczenie Dnia Świętego Patryka łykiem złotego płynu nie przysłużyło się zaleczeniu nieżytu górnych dróg oddechowych. Ale… już nieraz zdarłam dla NIEGO gardło i nie zawaham się zrobić tego ponownie, jeśli nadarzy się okazja.

Siedząc przez ostatnich parę dni w domu, postanowiłam podjąć starania mające docelowo zacieśnić moje więzi z owsianką. Po paru bardziej lub mniej udanych podejściach daleko nam jeszcze do miłości, ale pracujemy nad tym;)

Wersja, która jak dotąd najbardziej mi odpowiada to owsianka z dodatkiem uprażonych na suchej patelni wiórków kokosowych i z karmelizowanym w brązowym cukrze i odrobinie masła kiwi. Ten kwas jest dla mnie wręcz niezbędny do przełamania mdłej owsianki – wtedy staje się faktycznie zjadliwa. Chciałabym jednak zastrzec, że jeszcze wstrzymam się z wyrokowaniem i ocenianiem smaku owsianki – w czasie choroby nie ufam moim kubkom smakowym, więc nieodzowna będzie powtórka, kiedy, daj Boże, ozdrowieję:)

owsianka-kiwi2

owsianka-kiwi3


pasta jajeczna

pasta jajeczna1

Wieki jej nie robiłam, a przecież w moim domu była taka popularna! Zwyle zanim się ją zrobiło, ubywało połowy, bo trzeba było przecież sprawdzić, czy już dobrze doprawiona, czy składniki się już idealnie połączyły. A sprawdzało się zwykle na tyle zapamiętale, że na chleb niewiele zostawało. Kiedyś jajka nie znajdowały się w obszarze moich kulinarnych zainteresowań, ale jednak, jak w większości podobnych przypadków, nadszedł ten dzień, kiedy jajka stały się nagle pyszne i nieodzowne. I to w każdej możliwej postaci (wyłączając surowe – to dla mnie nadal ekstremum). Tak o tym ostatnio rozmyślałam, a rozmyślania owe doprowadziły mnie do ukręcenia sobie na śniadanie tej najprostszej w świecie pasty z jajek. Rodzinna, ortodoksyjna wersja zaleca użycie poszatkowanej cebuli, jednak mój żołądek źle ją znosi w postaci nieobrobionej, dlatego postanowiłam oszczędzić mu stresu i podmienić zdradziecki na surowo składnik (który skądinąd uwielbiam!) na łatwiej przyswajalny przez me trzewia szczypiorek.

A już jutro wyruszam na weekend do Katowic. Jadę na koncert! Samego Paddy’ego Kelly:D Obawiam się (a jest to obawa granicząca z pewnością), że zedrę gardło doszczętnie, a moi przedszkolni uczniowie przez najbliższy tydzień nie uświadczą dźwięku mego głosu, więc wszelkie nowe piosenki o wiośnie będą musiały ulec odroczeniu;)

pasta jajeczna2

pasta jajeczna3


ciasto marchewkowe z lukrem cytrynowym

ciasto marchewkowe1

Moja Rodzicielka jest nauczycielką. Od ponad trzech dekad z siłą tura dzielnie stawia czoło szarżującym grupom siedmio-, ośmio- i dziewięciolatków. A co więcej, utrzymuje, że sprawia jej to radość! Mam nadzieję, że ja również okażę się być namaszczona na porządnego pedagoga, ale sprawdzam to dopiero od dwóch lat, więc jeszcze trudno orzekać;) A wspominam o tym nie bez przyczyny. Dzieci w szkole dostają codziennie po już przygotowanej do spożycia porcji marchewki. Dzieci jakie są każdy widzi i niestety duża część z nich ani myśli o przyjęciu dawki karotenu. Marchewki więc zostają, a memu Matczysku serce krwawi. Dlatego od pewnego czasu, chcąc ratować je przed pewnym zatraceniem, znosi je do domu. A że w domu nikt za marchewką nie przepada, korzeń ten trafia w moje ręce. A ja przetwarzam go w litry zupy marchewkowej. Ostatnio jednak natrafiłam na zachęcający przepis z bloga Pauliny Kolondry i postanowiłam niezwłocznie mój marchewkowy przydział przeznaczyć na ciasto marchewkowe. Doprawdy, nie wiem czemu jest takie pyszne, ale fakty mówią same za siebie. Zniknęło prawie tak szybko, jak się pojawiło, a do zniknięcia walnie przyczyniłam się ja sama, we własnej osobie!

Przepis podaję za Pauliną, z moimi niewielkimi modyfikacjami

ciasto marchewkowe3

ciasto marchewkowe z lukrem cytrynowym

4 jajka
półtorej szklanki cukru
(u mnie 3 części brązowego i jedna część wanilinowego, gdyż ostatnio weszłam w posiadanie sporej ilości, którą potrzebowałam spożytkować)
2 szklanki ubitej, startej marchwii
2 szklanki mąki
3/4 kostki masła (u mnie 150 ml oleju, ponieważ wolę w ciastach dodatek tłuszczu roślinnego)
4 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżeczki cynamonu
sok z jednej cytryny

lukier cytrynowy

sok z jednej małej cytryny
cukier puder
(u mnie jedna szklanka, ale ilość należy dostosować do tego, jaką chcemy uzyskać konsystencję. Ja lubię rzadki lukier, który swobodnie spływa po bokach ciasta zanim zastygnie. Jeśli ktoś woli gęstszy, należy zwiększyć ilość cukru)

Jajka ubiłam z cukrem, dodałam marchew, olej, sok z cytryny i wszystkie suche składniki. Dokładnie wymieszałam. Tortownicę natłuściłam i obsypałam bułką tartą, a następnie przełożyłam do niej ciasto. Piekłam 35-40 minut w piekarniku nagrzanym do 200°C.

Cukier utarłam z sokiem z cytryny na gładką masę i gdy ciasto nieco przestygło, rozprowadziłam lukier na jego powierzchi pozwalając mu spłynąć po brzegach.

ciasto marchewkowe2


kiszka ziemniaczana

kicha

Kiszka ziemniaczana już kiedyś tu występowała, więc nie jest to jej debiut. Wyznaję szczerze, jak na spowiedzi, że nie znam dokładnie jej składu, ale po analizie organoleptycznej można uznać, że to po prostu zmielone ziemniaki ze skwarkami, może kawałkami kiełbasy? I z przyprawami. Czy to wszystko? Trudno orzec. Pewne jest natomiast, że jest to rzecz wyśmienita. U mnie właśnie dziś na obiad.

A u nas znów chłodno. Ale chłodno tak akurat na moją ukochaną czerwoną ramoneskę w szkocką kratę, więc co do aury – jestem wniebowzięta!

kiszka2