Posts tagged “zupa krem

zupa selerowa curry

selerowa2

Cóż mogę napisać o selerze? Lubię jego wygląd. Jak mu się bliżej przyglądnąć, jest niesamowicie kosmiczny i niebywale fotogeniczny. Tak, za to go lubię. No i za smak, taki nieoczywisty i, hm, korzenny. Najlepszy i najbardziej aromatyczny po upieczeniu i dodaniu doń sosu czosnkowego. Dziś natomiast zrobiłam z niego nieco orientalną zupę, bo „chodziła” za mną już od dobrych paru dni. Kokos i zielona pasta curry sprawdziły się idealnie jako dopełnienie selerowej nuty.

A jutro jem największego ponoć sznycla w moim życiu;)

selerowa3

Pokrojony seler, cebulę i czosnek ugotowałam do miękkości w bulionie. Dodałam zieloną pastę curry, sok z połowy cytryny, mleko kokosowe i resztę przypraw i jeszcze raz zagotowałam. Zblendowałam zupę, a na końcu pokropiłam ją olejem sezamowym.

selerowa1

selerowa4

Reklamy

krem marchwiowo-paprykowy

karoten1

Miałam w planach zaprezentować dość niezłą w smaku zapiekankę ziemniaczaną z mielonym mięsem i beszamelem, ale tak paskudnie rozpadły mi się ziemniaki, że to aż woła o pomstę do nieba! No jak można? Tak przy niedzieli? Została jeszcze jedna porcja, więc może zrobię do niej jutro jakieś podejście fotograficzne, ale nie spodziewam się cudów. Ważne, że była zjadliwa:)

Dziś więc znowu zupa, znowu krem i znowu pomarańczowy. Sama się zaczynam o siebie bać!

Udało mi się wykroić dziś parę godzin i udać się pod naszą krakowską Halę Targową, gdzie w każdą niedzielę odbywa się sprzedaż staroci. Uwielbiam to miejsce, zwłaszcza, że wiele z mego „więzienno-eleganckiego” osprzętu pochodzi właśnie stamtąd. Tym razem udało mi się upolować parę okazów, ale nieludzkie zimno dość szybko mnie przegnało, zwłaszcza, że z tyłu głowy już majaczyła mi myśl o czekającej w domu gorącej zupie!

karoten2

karoten3


zupa z batata

zupa z batata1

Znowu zupa, nie inaczej;) W rezultacie całą zimę ‚jadę’ na zupach. Zmiksowanych, wiadomo. Mało kto spodziewa się po mnie innych. Mój wrażliwy żołądek również bardzo entuzjastycznie przyjmuje gęste zupy, więc tym chętniej go nimi raczę, a on odwdzięcza mi się zmniejszoną ilością boleści.

Ze sfery osobistej pragnę donieść, iż cudem zduszony zeszłotygodniowy katar uderzył ze zdwojoną siłą wczoraj wieczór, więc niniejszym zasiliłam grono przeziębionych.

zupa z batata

500 ml bulionu warzywnego
2 spore bataty
1 cebula
200 ml mleka kokosowego
nieco pokruszonego sera feta
2 łyżki kaparów
łyżka oliwy
sól, czerwony pieprz, płatki chili, natka pietruszki, curry

Na niewielkiej ilości oliwy podsmażyłam pokrojoną w piórka cebulę i przyprawy. Zalałam bulionem, dorzuciłam obrane i pokrojone w kostkę bataty. Gotowałam aż zmiękły. Dodałam mleko kokosowe. Zupę zblendowałam, posypałam pokruszonym serem feta, posiekaną natką pietruszki i kaparami.

zupa z batatów2


krem ze skorzonery, ziemniaków i czosnku

Wiadomo, mam słabość do kremowych, gęstych zup. A zwłaszcza do zimowych, białych. Żeby jeszcze coś w nich pływało (coś smacznego, ma się rozumieć:)), jest idealnie. Tak przedstawia się geneza mojej zupy. Znów sprawa banalnie prosta, a przyjemna i kojąca w najwyższym stopniu. Nie mogłam się wczoraj powstrzymać od wyjadania jej prosto z garnka. A kiedy wieczorem, siedząc w moim ulubionym kącie, pod kocem, delektowałam się resztką, byłam prawie w raju.

Dziś natomiast porzucam wszelkie obowiązki i kiedy tylko skończę pisać, zarzucam marynarkę (moją ulubioną, w szkocką kratę;)) i wyruszam pławić się w jesieni. W Krakowie dziś bosko i rozdzierająco, dlatego z rozkoszą dam jesieni wyrwać sobie zarówno serce jak i trzewia w akcie melancholii:D

krem ze skorzonery, ziemniaków i czosnku

pęczek skorzonery
3 małe ziemniaki
3 (lub więcej;)) ząbki czosnku
2 łyżki kwaśnej śmietany
ok. 500 ml bulionu (zależnie od preferowanej gęstości zupy)
sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa, parę kropel oleju sezamowego

Obraną skorzonerę i ziemniaki pokroiłam na kawałki. Ugotowałam do miękkości w bulionie. Dodałam pokrojony drobno czosnek i śmietanę. Zblendowałam na gładką masę i doprawiłam. Na koniec pokropiłam oleje sezamowym.


krem podgrzybkowy

Jestem tak monotematyczna, jak już się na coś uprę, że aż samą mnie to na poły bawi, na poły dziwi. Jak grzyby, to codziennie przez 2 tygodnie, pod każdą postacią, aż do obrzydzenia (eeee, to chyba niemożliwe:)). Jak zupa, to ciągle tylko te kremy i kremy i nic, w co można by wbić ząb nie ma prawa pływać w talerzu. A teraz to jak nie dynia, to właśnie grzyby i orzechy do wszystkiego! Cóż ta jesień robi z człowiekiem?:)

Dziś znów krótki przepis, na zupę, którą każdy zna, ale jakoś zapragnęłam, żeby znalazła się tutaj wśród innych jesiennych przysmaków, które wyglądają nader zimowo:) Trzy składniki na krzyż, ale jaką mają moc!

krem podgrzybkowy

30 dkg podgrzybków
2 cebule
500 ml bulionu warzywnego
1 łyżeczka masła
sól & pieprz, suszony tymianek

Cebulę obrałam, pokroiłam w drobną kostkę i zeszkliłam na maśle.

Oczyszczone grzyby pokroiłam w paski, dorzuciłam do cebuli, zalałam bulionem i ugotowałam do miękkości.

Doprawiłam i zmiksowałam zupę na gładki krem.


zupa dyniowa

Spędziłam weekend w Warszawie, a w drodze powrotnej przeglądałam w myślach lodówkę dumając czym pożywimy się po powrocie późnym wieczorem. Czekała na mnie torebka podgrzybków i śliczna dynia od Mamy, wiedziałam, że to z nich w pierwszej kolejności zrobię użytek.

Zawsze strasznie wydziwiam z zupą dyniową. Często mieszam dynię z innymi warzywami, doprawiam na sposób orientalny, sypię bez umiaru cynamonu i dolewam litry mleczka kokosowego. Ale dziś miałam ochotę posmakować wreszcie dyni w pełnej kasie jej mdłego oblicza. Zapewne to właśnie musiał być powód, dla którego zdecydowałam się dodać do zupy główkę czosnku;)

Co roku stresuje mnie ogromnie ewentualność nieskorzystania z dyni do wiwatu. Wkraczam co tydzień na Kleparz i niczym  robot zaniepokojonym okiem taksuję stragany, by przekonać się czy czasem nie widać oznak kończącego się sezonu. Ale na szczęście jeszcze trochę.

Co roku mam wobec dyni ogromne plany, które jednak zwykle palą na panewce w obliczu powalającego dla mnie smaku zupy dyniowej. Kolejne dynie i kolejne zupy. I tak na okrągło! Ale tym razem zainspirował mnie poważnie przepis z bloga W Sezonie i zdołałam na tyle sporo dyni poświęcić na wypełnienie uszek, że zmuszona byłam zamrozić je na zaś – ale o tym innym razem:)

zwykła dyniówka – moja ulubiona

1 niewielka dynia
3 cebule
główka (lub ile kto woli;)) czosnku
ok. 750 ml bulionu warzywnego
łyżeczka oleju rzepakowego
parę gałązek tymianku (tak, ostatnio oszalałam na jego punkcie)
sól & pieprz

Obraną cebulę pokroiłam w kostkę i poddusiłam na rozgrzanym oleju rzepakowym.

Obrałam dynię, usunęłam z niej pestki, miąższ pokroiłam w kawałki i dodałam do cebuli.

Zalałam bulionem, dodałam pokrojony drobno czosnek i ugotowałam do miękkości.

Zblendowałam zupę, doprawiłam i posypałam tymiankiem.


zupa z cukinii i kukurydzy

Nareszcie wieczór po aktywnym dniu. Marzę teraz o chłodnym piwie z cytryną, ale sierpień nie pozwala;) Zadowalam się więc wodą z cytryną i bąbelkami i talerzem pysznej zupy.

Mówcie co chcecie, ale ja utrzymuję, że u mnie jest już jesień. Świadczą o tym długie cienie i miliony latających żółtych liści. Dziś, żeby dobić się sentymentalnie, przez cztery godziny katowałam się kasetami wideo z mojej młodości i czasów, kiedy mój Brat był maleńkim dzieckiem. To mój doroczny rytuał i potrzeba mi sprzyjającej aury. Mało co wyciska mi z oczu tyle łez, co te migające obrazki zawierające moją przeszłość. Nie chce się wierzyć, że od wtedy minęło już szesnaście lat. Tyle przecież się zmieniło, a mnie tak trudno to zauważyć. Z każdym rokiem dziwię się coraz bardziej i coraz głębiej zapisują się w mojej pamięci wspomnienia. Część pewnie pamiętam sama, ale nie odróżniam już tych odzyskanych dzięki starym nagraniom. Kocham ten stan!

zupa z cukinii i kukurydzy

duża cukinia
duża kukurydza
2 duże cebule
4 (lub więcej;)) ząbki czosnku
ok. 600 ml bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy (u mnie truflowa)
2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
sól, czerwony pieprz, suszona natka pietruszki, ocet balsamiczny

Cebulę pokroiłam drobno i poddusiłam na rozgrzanej oliwie.

Podgotowałam krótko kukurydzę i odcięłam jej ziarna. Cukinię pokroiłam w małe kawałki. Dorzuciłam do cebuli, podsmażyłam i zalałam bulionem warzywnym. Dodałam przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. Gotowałam do miękkości. Zlendowałam na gładki krem.

Podałam z gęstym jogurtem naturalnym, paroma kroplami oliwy truflowej, octu balsamicznego, rozgniecionym czerwonym pieprzem i suszoną natką pietruszki.