Archive for Marzec, 2011

paluchy (do piwa:)) i już za chwilę Prima Aprilis:)

W ramach kontynuacji akcji ratowania drożdży, upiekłam przekąskowe paluchy z aromatycznymi dodatkami. Niby nadadzą się jako dodatek do czerwonego barszczu, ale ja tam jestem zwolenniczką spożywania takich w towarzystwie piwa;)

Paluchy są prima aprilisowe, ale bez żadnego figla:)

Składniki (ilość orientacyjna):

– 25 g drożdży liofilizowanych

– 200 g pełnoziarnistej mąki pszennej

– ok. pół szklanki mleka

– łyżeczka cukru

– łyżka oliwy

– dodatki: łyżeczka soli + kryształki soli morskiej do posypania, 2 łyżki prażonej cebulki, łyżeczka czarnuszki, odrobina rozmarynu, małe opakowanie tartego parmezanu (do wyboru, lub tak, jak u mnie: wszystko naraz:D )

Drożdże rozpuściłam z cukrem w odrobinie mleka. Do ‚zaczynu’ dodałam mąkę, oliwę, sól i resztę mleka. Wyrobiłam ciasto. Wmieszałam do niego dodatki w postaci tartego parmezanu, prażonej cebulki, czarnuszki i rozmarynu. Całość odstawiłam na 30 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie z ciasta uformowałam paluchy, posypałam je kryształkami soli morskiej i piekłam przez ok. 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C.

Reklamy

drożdżowe pierożki i placuszki z czerwoną cebulą

Bardzo lubię robić w domu pizzę. Bo jest szybko i mogę na nią wrzucić wszytko, na co mam ochotę. Ale zawsze po zrobieniu pizzy zostaje mi przeszło połowa kostki drożdży. Zwykle poleżakują nieco w lodówce aż do momentu gdy zaczną przekształcać się w inny rodzaj grzybów, a wtedy, to już trochę lękam się ich używać… Być może niesłusznie;)

Tym razem, aby ustrzec drożdże przed autodestrukcją (w końcu grzyb, to grzyb), postanowiłam użyć ich do zrobienia pysznych placuszków i pieczonych pierożków z czerwoną cebulą i boczkiem. Co najciekawsze, każdy, kto próbował mojego wypieku niemal dawał sobie po dobroci uciąć dowolną kończynę celem udowodnienia swojej pewności, iż w skład farszu wchodzą pieczarki. Ja natomiast mogę się przysiąc, że ani jedna się tam nie zaplątała! Stąd morał dla tych, którzy nie wiedzą skąd się biorą pieczarki: otóż z połączenia czerwonej cebuli i boczku ;D

Składniki (na ok. 10 pierożków i 10 placuszków – zależnie od wielkości):

Pełnoziarniste ciasto drożdżowe:

– ok. 300 g mąki z pełnego przemiału

– ok. 25 g drożdży liofilizowanych

– łyżeczka cukru

– łyżeczka soli

– łyżka oliwy

– łyżka prażonej cebulki

– mleko (tyle, ile będzie potrzeba, by utworzyło się cisto)

Farsz:

– 200 g boczku (wędzonego)

– 400 g czerwonej cebuli

– 100 g startego ostrego żółtego sera (u mnie Emmentaler)

– przyprawy: czarny pieprz, sól, szczypta cukru trzcinowego, tymianek

Drożdże zmieszałam z cukrem i odrobiną mleka. Do mieszanki wsypałam mąkę, sól i dodałam oliwę oraz tyle mleka, by udało mi się zarobić ciasto.Pod koniec ‚wmieszałam’ do ciasta prażoną cebulkę. Ciasto wyrobiłam i odstawiłam na chwilę do wyrośnięcia.

Boczek i cebulę drobno pokroiłam i udusiłam na teflonowej patelni bez dodatkowego tłuszczu, za to z dodatkiem przypraw i cukru.

Ciasto bardzo cienko rozwałkowałam i wykrawałam z niego koła. Na każde koło nałożyłam po łyżce farszu i posypałam serem żółtym. Część kół została kołami, a część została zlepiona w pierożki. Piekłam je przez 20 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 st. C. (z termoobiegiem). Zarówno pierożki jak i placuszki pełniły rolę ‚pasztecików’, dodatku do czerwonego barszczu:) Ale z piwkiem też by smakowały zapewne niezgorzej;)

P.S. A dziś akurat urodziny Babci G. – wszystkiego urodzinowego dla niej:)


omlet francuski z wędzonym pstrągiem i awokado

Ostatnio ciągle wcinam jajca, pod każdą postacią;) Może podświadomie robię sobie już zaprawę przed Wielkanocą?;)

Składniki (dla 1 osoby):

– 2 jajka (od szczęśliwych kurek:))

– 4 łyżki mleka

– łyżeczka masła

– przyprawy: sól, czarny pieprz, płatki chilli, czosnek niedźwiedzi

– dodatki: pół awokado, 100 g wędzonego pstrąga, łyżka kwaśnej śmietany, kawałek pomidora

Jajka roztrzepałam z mlekiem i dodałam przyprawy. Na rozgrzanej patelni rozpuściłam masło i przelałam na nią masę jajeczną. Smażyłam aż jajka się ścięły, wtedy przełożyłam omlet na drugą stronę i jeszcze chwilę smażyłam. Na gotowym omlecie położyłam kawałki wędzonego pstrąga, cząstki awokado, nieco kwaśnej śmietany i plaster pomidora.


świętoPatrykowa herbatka z prądem

Dzień św. Patryka, to i ‚napój bogów’ trzeba spożyć, ale to wieczorem:) Teraz na rozgrzewkę będzie lekko alkoholowa herbatka z jeżynami w brandy, których słoiczek dostałam swego czasu w prezencie od Brata i Bratowej Gregora.

A kubeczek, to mój ukochany ‚Lingener Teepott’, który przywiozłam sobie właśnie z niemieckiego miasteczka Lingen, nieopodal Kolonii już 11 lat temu… Jak ten czas leci…

Składniki:

– łyżka czarnej herbaty

– łyżka suszonych owoców

– łyżeczka soku z cytryny (lub grubaśny plaster cytryny)

– łyżeczka ‚czegoś mocniejszego’ (u mnie jeżyny w brandy)

– przyprawy: cukier (trzcinowy) lub miód, po odrobinie czarnego pieprzu i cynamonu (przyprawy do pierników)

P.S. I jeszcze WSZYSTKIEGO IMIENINOWEGO dla mojego Łoćca:)

P.P.S. Dzień św. Patryka, a nasz Paddy (Patrick) Kelly taką niespodziewankę zrychtował:) Jupi:)


piekielna zupa paprykowa

Niedawno przypomniała mi się świetna zupa krem, którą podała nam kiedyś znajoma, Gocha. W oryginalnym przepisie w skład wchodziła praktycznie tylko papryka, ale ja postanowiłam podrasować nieco moją zupę i… odrobinę przedobrzyłam… stąd przydomek ‚piekielna’;) Na szczęście przepadam za dobrze pikantnymi potrawami a Gregor również nie wyrzekł złego słowa, więc eksperyment zaliczam do udanych:)

Składniki (dla 4 osób):

– ok. 500 g czerwonej papryki

– 2 czerwone cebule

– 1 biała cebula

– 4 (lub więcej) ząbków czosnku

– 2 pomidory

– 1 papryczka chilli (lub chilli w płatkach)

– 300 ml bulionu warzywnego

– 200 ml mleka (2,5% tłuszczu)

– łyżeczka oliwy z oliwek

– przyprawy: sól, czerwony pieprz, świeża (lub suszona) bazylia

Poszatkowaną cebulę i zmiażdżony czosnek zeszkliłam na odrobinie oliwy. Paprykę, chilli i pomidory pokroiłam w kostkę, dorzuciłam do cebuli. Zalałam bulionem i gotowałam do miękkości warzyw. Pod koniec gotowania zupę doprawiłam i zblendowałam a następnie dodałam mleko i przybrałam świeżą bazylią

P.S. W ostatnią niedzielę mieliśmy przyjemność wziąć udział w wernisażu mojej Babci G. Wraz z innymi Twórcami, prezentowała swoje haftowane obrazy (sama posiadam dwa dzieła Babci:)). Oprócz wystawy, można było podziwiać również występy estradowe różnych wykonawców (od rocka przez piosenkę cygańską do flamenco). Przedstawiam moją Babcię G. na tle jej wyszywanek:

P.P.S. A mojemu drogiemu Gregorowi składam życzenia WSZYSTKIEGO IMIENINOWEGO z okazji imienin:)


cannelloni ze szpinakiem

Pamiętam jak pierwszy raz jadłam cannelloni. To było końcem lat ’80 u ciotki we Wrocławiu. Wtedy to było naprawdę ‚coś’! Wszyscy z ciekawością zaglądaliśmy do środka rulonów, żeby dowiedzieć się, co jest nadzieniem tego niezwykłego makaronu;) Było nim mięso!

A u mnie tym razem wersja jarska, ze szpinakiem i sosem pomidorowym.

Składniki (dla 2 osób):

Sos pomidorowy:

– puszka pomidorów pelati

– jedna biała cebula

– 4 (lub więcej) ząbki czosnku

– łyżeczka oliwy

– przyprawy: sól, czarny pieprz, parę listków bazylii lub łyżeczka suszonej

Na odrobinie oliwy poddusiłam poszatkowaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodałam pomidory pelati i przyprawy. Gotowałam przez chwilę by smaki się wymieszały, a następnie zblendowałam na głaski sos.

Cannelloni:

– ok. 200 g makaronu cannelloni

– 200 g szpinaku (może być mrożony)

– 3 łyżki mleka lub słodkiej śmietanki

– 50 g sera feta

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– łyżeczka oliwy

– beszamel (łyżka masła, łyżka mąki, gałka muszkatołowa, sól i mleko gotowane razem i często mieszane do uzyskania gładkiego sosu)

– 2 garści startego żółtego sera do posypania

– przyprawy: sól, pieprz, chilli

Makaron lekko podgotowałam (ok. 3 min., bo nie ufam pieczeniu surowego;)). Szpinak (mrożony) poddusiłam na odrobinie oliwy z dodatkiem przeciśniętego przez praskę czosnku, śmietanki, przypraw i pokruszonej fety. Rurki makaronowe nadziałam gotowym farszem i ułożyłam w natłuszczonym żaroodpornym naczyniu warstwami przedzielanymi beszamelem. Wierzch cannelloni polałam sosem pomidorowym i posypałam żółtym serem. Zapiekałam 20 min. w piekarniku nagrzanym do 180 st. C z termoobiegiem.


pączki ‚właściwe’, wyrób własny;)

Moje pierwsze pąąączkiii:) Chyba się udały, bo są prawie;) okrągłe, puszyste i miękkie. Cieszyłam się obserwując jak ładnie rosną, z zaciekawieniem patrzyłam jak błyskawicznie rumienią się w gorącym oleju (tu pragnę zaznaczyć, że o dziwo, nie odniosłam podczas przygotowań żadnych obrażeń! To się nie zdarza!) I przyznam się, że byłam z siebie jakby zadowolona gdy skosztowałam pierwszy kęs, a on był naprawdę smaczny:) Do wczoraj bowiem żyłam w przekonaniu, że aby usmażyć pączki, trzeba posiąść wiedzę tajemną i że sztuka ta udaje się tylko wybrańcom. Dodatkowo wrodzony pesymizm utwierdzał mnie w i tak już dużej pewności, że nie podołam. Ale jednak, dało się!:)

Zrobiłam malutkie pączuchy, bo o takich zamarzyłam. A nadzieniem jest budyń śmietankowy – o takim zamarzył Gregor:)

Nie chcąc mnożyć bytów ponad potrzebę, powiem tylko, że moje pączki powstały na podstawie tego przepisu z Kwestii Smaku, z tym zastrzeżeniem, że dałam więcej drożdży (bo akurat miałam więcej) i nadziałam je wspomnianym już budyniem śmietankowym:)

Wcześniej pytałam o przepis moją Babcię G., bo pamiętam z dzieciństwa, że dawniej smażyła pączki i okazało się, że jej receptura była bardzo zbliżona do zalinkowanej powyżej. Ale proporcji Babcia nie potrafiła sobie przypomnieć. Dlatego zaufałam temu przepisowi i był to właściwy ruch:)