Archive for Maj, 2012

dni węgrzyna i ck wino

W ubiegły weekend na krakowskim Małym Rynku po raz czwarty odbywały się Dni Węgrzyna i CK Wino. Niezmiennie cieszą mnie takie imprezy i, jak dla mnie, mogłyby trwać cały rok.

Na jarmarcznych straganach można było nacieszyć oczy towarami lub też nabyć wina, sery, kiełbasy i inne przysmaki rodem z terenów Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Była i ceramika, i biżuteria, i wyroby z drewna, a także miody, słodycze i naturalne kosmetyki. Spacer pomiędzy stoiskami umilała kupującym i zwiedzającym muzyka, od folkowej po rockową.

W piątkowy wieczór, kiedy przyszłam na jarmark z mym Bratem Antonim, nie mieliśmy niestety czasu na dokładne zapoznanie się z ofertą wszystkich budek. Był szybki rekonesans i szybkie nacieszenie się atmosferą kolorowych kramów i wieczornego Krakowa.

W sobotę drugie podejście. Tym razem małżeńsko. Przybyliśmy na Mały Rynek po obiedzie (doprawdy, nie wiem co nas z tym obiadem opętało!) i rodzinnym deserze, nie pokosztowaliśmy więc kozich serów i węgierskich kiszonek. Nie zjedliśmy również langosza ani nie napiliśmy się wina. Natomiast na wynos wzięliśmy kiełbasę, kabanosy i zapas tokajia, który z lubością wykorzystuję do szprycera.


szparagi z szynką parmeńską

Jeśli idzie o szparagi, nie uznaję wydziwiania. Tylko klasyka! Najlepsze po prostu z masłem i bułką tartą. Albo z parmezanem. Albo z jajkiem. Albo z szynką parmeńską. Dziś to ostatnie połączenie właśnie. Trudno nazwać przepisem białe szparagi owinięte plastrem suszonej, słodkawej szynki… Ale z młodymi, posypanymi koperkiem ziemniaczkami i szklanką zimnego kefiru nie mają sobie równych!

Gdyby ktoś kiedyś postawił mnie pod ścianą i zmusił do wytypowania mojego ulubionego smaku ever, byłyby to bez wątpienia szparagi (najlepiej białe) ex aequo z fasolką szparagową, którą uwielbiam równie mocno:)


resztkowa zupa szparagowa

Nie mogę sobie wybaczyć mojego marnotrawstwa i ignorancji! Dotąd zawsze wywalałam końcówki szparagów będąc prawie pewną, że jest to niejadalne drewno. Ostatnio jednak doznałam iluminacji. Nawiedziła mnie myśl, że może one wcale nie muszą być bezużyteczne i nadałyby się na ten przykład do jakiegoś wywaru, do jakiejś zupy…  Jakież było moje zdziwienie, kiedy penetrując czeluście internetu w rozpaczliwym poszukiwaniu potwierdzenia mojej hipotezy, natrafiłam na to, czego się w rezultacie spodziewałam: zup z wykorzystaniem szparagowych resztek. Bezzwłocznie postanowiłam spróbować swych sił na tym dziewiczym dla mnie gruncie i tak oto jest! Pyszna, delikatna, z wyraźnym szparagowym posmakiem: resztkowa zupa szparagowa:)

resztkowa zupa szparagowa

końcówki z dwóch pęczków białych szparagów
(ponoć mogą też być obierki)
1 duża cebula
3 (lub więcej;)) ząbki czosnku
500 ml bulionu warzywnego
2 łyżki gęstej śmietany
1 łyżeczka masła
sól & pieprz, odrobina cukru

Pokroiłam drobno cebulę i poddusiłam ją na maśle.

Dodałam pokrojone w kawałki końcówki szparagów, rozgnieciony czosnek i zalałam bulionem. Gotowałam pod przykryciem do (względnej) miękkości. Przyprawiłam i zblendowałam.

Następnie przecedziłam zupę dokładnie przez sitko, by pozbyć się twardych włókien. Zaprawiłam zupę śmietaną, chociaż jeśli ktoś woli bardziej kremową konsystencję, można dodać do zupy zasmażkę.


suflet z białymi szparagami i kalarepką

Przygnieciona obowiązkami, głównie naukowymi, żywiłam się ostatnimi czasy prawie wyłącznie wiedzą… Czasem też zadziwiająco smacznymi frytkami z uczelnianego bufetu i szybkimi daniami typu spaghetti bolognese. Małżonek raczony był zrazami ze słoika i 13 (słownie trzynastoma) mielonymi, które usmażyłam mu w przypływie obaw czy aby głód mu w oczy nie zajrzy podczas mojej kuchennej absencji.

Ale teraz już wróciłam do swego kuchennego zacisza. Z radością biorę zakupową torbę pod pachę i eksploruję stragany z warzywami ciesząc się coraz to nowymi wiosennymi okazami. Był już rabarbar i botwinka, a teraz przyszła pora na świeżą kalarepkę i nasze szparagi. Gdyby tylko czas mi pozwolił, najchętniej nie odstępowałabym na krok pieca i oddała się w całości przerabianiu tych wszystkich warzywnych pyszności, które niesie ze sobą wiosna:)

Kalarepki nie jadłam chyba z 10 lat! Ale dobrze pamiętam ją z dzieciństwa, kiedy rosła na działce mojego Dziadka. Obierał ją zawsze i kroił na małe kawałki. Smakowała mi wtedy masłem:) Teraz, kiedy już jestem duża, postanowiłam dodać ją do delikatnego i puszystego sufletu szparagowego.

suflet z białymi szparagami i kalarepką
(dla 4 osób)

6 białych szparagów
1 kalarepka
2 duże jajka
2 łyżki gęstej śmietany
100 g utartego sera żółtego (u mnie ementaler)
posiekany szczypiorek
sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa, cukier
tłuszcz do wysmarowania foremek

Obrane szparagi i kalarepkę pokroiłam na kawałki i podgotowałam z dodatkiem odrobiny cukru i soli na pół miękko.

Oddzieliłam białka od żółtek. Białka ubiłam na pianę, a żółtko wymieszałam ze śmietaną, serem, szczypiorkiem i przyprawami. Następnie delikatnie wmieszałam do masy żółtkowej pianę z białek.

Foremki posmarowałam tłuszczem, napełniłam je odcedzoną kalarepką i szparagami i zalałam masą jajeczną, posypawszy po wierzchu odrobiną sera żółtego.

Suflety piekłam przez ok. 30 minut (czas należy dostosować do wielkości foremek) w piekarniku nagrzanym do 180°C.


burgery kalafiorowe

Coraz słoneczniej i upalniej. Ładnie i kolorowo. A dla mnie oznacza to wychodzenie z domu dopiero pod wieczór. Wysokie temperatury potwornie mnie męczą. Zdecydowanie wolę podziwiać piękno wiosennej przyrody z wnętrza chłodnego pokoju lub zacienionego balkonu. Ale lubię ten widok i lubię słońce – byle tylko nie padało bezpośrednio na mnie.

Warzywa już zupełnie zdominowały moją kuchnię. A spacer po Kleparzu przyprawia mnie o szybsze bicie serca na widok  świeżych kalafiorów i szparagów. Cóż, nie da się ukryć, że nastaje błogi czas dla podniebień wszystkich warzywolubnych. Każdego roku wyczekiwany z niesłabnącym napięciem;) Każdego roku to samo, a nadal cieszy, jak coś zupełnie nowego, wręcz niespodziewanego. Tak jak radość połączona z niedowierzaniem z tego, że wreszcie dzień jest dłuższy.

burgery kalafiorowe

spory kalafior
2 ziemniaki
jajko
2 łyżki gęstego jogurtu (typu bałkańskiego)
pęczek natki pietruszki
bułka tarta do obtoczenia
łyżeczka oleju rzepakowego
sól & czarny pieprz

Kalafior i ziemniaki ugotowałam w osolonej wodzie.

Kalafior rozdrobniłam, ziemniaki rozgniotłam na purée. Wymieszałam razem, dodałam posiekaną natkę pietruszki, jajko jogurt i przyprawy. Jeśli masa okazałaby się za luźna, można dodać do niej nieco bułki tartej. Z masy formowałam niewielkie kotleciki, obtoczyłam w bułce tartej i smażyłam na złoty kolor na niewielkiej ilości oleju.

U nas były z warzywnym kuskusem i gęstym jogurtem.


deser arbuzowy à la eton mess

Inspirację widać na pierwszy rzut oka – bałagan jest;) Ale dużo lżejszy, zdrowszy i mniej słodki. Co nie znaczy, że mam jakąś awersję do oryginału, wręcz przeciwnie – wersja z college’u w Eton jest idealna. Ale nadszedł czas, by pójść o krok dalej i wypróbować inne składniki do przygotowania tego klasycznego deseru. I tak: truskawki zostały zamienione na kuleczki arbuzowe, bita śmietana na gęsty grecki jogurt, a bezy zastąpiły śliwkowe otręby. Jak dla mnie – opcja warta powtórzenia:)

deser arbuzowy à la eton mess
(proporcje wedle uznania)

kuleczki wydrążone z arbuza
gęsty jogurt (typu greckiego lub inny bardzo kremowy)
cukier puder
otręby pszenne granulowane (u mnie śliwkowe)
płatki migdałowe

Jogurt wymieszałam z cukrem pudrem, częścią granulatu otrębowego i płatków migdałowych, zostawiając nieco do posypania wierzchu. Wmieszałam również do jogurtu kawałki arbuza. Nałożyłam do miseczek mieszankę jogurtową, na niej umieściłam kuleczki arbuzowe, a wierzch posypałam resztą otrębów i płatków migdałowych.


majówka – Stróża 2012

Tradycyjnie jeden majówkowy dzień spędziliśmy w Stróży. Nawet nie będę pisać, co się działo, bo działo się to, co zwykle dzieje się w Stróży, gdy tam jedziemy;) Powtórka z rozrywki, ale ja właśnie lubię tę powtarzalność i lubię wracać w znajome miejsca i czuć się, jakby czas się zatrzymał.