Archive for Sierpień, 2013

wrześniowa KUCHNIA

k1

Zapraszam serdecznie do nowego numeru miesięcznika KUCHNIA! Tym razem miałam przyjemność przygotować wrześniową, jesienną okładkę i sześć ciast z jesiennymi owocami. Obyło się bez większych przygód, chociaż, trzeba to otwarcie powiedzieć, nie jestem mistrzem cukiernictwa. Jeden placek wymagał co prawda powtórnego pieczenia, bo ciągle nie byłam usatysfakcjonowana jego wyglądem, ale ostatecznie udało się. Muszę przyznać, że ciasta, które we wrześnowym numerze proponuje KUCHNIA, są dosyć pracochłonne, ale warto znaleźć chwilę, zaszyć się w kuchni i trochę przy nich poczarować – efekty są zniewalające i nawet nie umiałabym powidzieć, który z wypieków smakował mi najbardziej!

k2 k3

Poniżej tradycyjnie prezentuję parę zdjęć (moich ulubionych), które nie znalazły się w gazecie.

k6 k4 k5 k8 k9


pierwsza zupa dyniowa tej jesieni

dynia2

W zeszłym tygodniu wybrałam się na Kleparz. Było pięknie, żółto-pomarańczowo i grzybowo. Zakupiłam pierwszą tej jesieni dynię, by ugotować pierwszą tej jesieni zupę. Czekam zawsze z ustęsknieniem na ten smak, który w moim wydaniu jest bardzo czosnkowy i jeszcze bardziej kojący. Lubię też dodać nieco papryki i kleks kwaśnej śmietany. Tym razem podkręcaczem była chorwacka sól lawendowa z ziołami.

Kiedy przychodzi jesień, chcę żeby wszystko było miękkie i puchowe. I w kratkę. Taka jest moja jesień. Nie chcę agresywnych krawędzi i jaskrawych kolorów.

dynia1 dynia3


zupa wielowarzywna

groszek6

Z powodu wspomnianej już pokiereszowanej nogi nie bardzo mogę ostatnimi czasy stać przy kuchni, nad czym ubolewam. Zawsze gdy wracam z wakacji, podczas których zwykle żywię się restauracyjnym lub barowym żarciem, mam ochotę znów pomieszać we własnych garach. Bywa, że do garów biorę się opieszale, bo jednak to duży komfort, kiedy danie wjeżdża na stół i to bez absolutnie żadnego mojego wysiłku. Do dobrego szybko można się przyzwyczaić. Lubię też ten wakacyjny niejako przymus jedzenia na zewnątrz z innego powodu. Mój sposób gotowania czasem mnie nudzi. Mam swój ulubiony zestaw przypraw i przez to, że trudno mi z niego zrezygnować, robię się dla siebie samej dość przewidywalna. W restauracji zawsze towarzyszy mi ten dreszcz emocji i nadzieja na skosztowanie nowych smaków. Nie jestem zbyt wybredna, lub po prostu stawiam na dania, co do których mam przypuszczenia, że będą mi smakować, więc zwykle jestem usatysfakcjonowana. Jednak powrót do własnej kuchni, to przeyżycie prawie metafizyczne;) Znów ściskać w dłoni rączkę znajomej patelni – czy jest coś piękniejszego?;)

Noga pokiereszowana, ale zebrałam się w sobie i wyszłam na naprawdę małe zakupy (co okazało się nie być zbyt dobrym pomysłem). Jednak com nabyła, nabyłam:D Trochę letnich, pięknych warzyw, z których przygotowałam zupę oraz groszek cukrowy, który wcięłam cały na surowo, jak za dawnych lat na działce moich Dziadków. Obawiałam się czy mój ogólnie wydelikacony organajzm nie będzie miał problemu z przyswojeniem jego, nie ukrywajmy, dośc sporej ilości, ale obeszło się bez sensacji:)

Ps. Zamiast dwukrotnego użycia czosnku, sugerowałabym oczywiście zastosowanie soczewicy;) Mój błąd!

groszek7

groszek5 groszek3 groszek1


łosoś z posypką chlebowo-boczkową i rukolą z grejpfrutem

łoś5

Dziś przedstawiam drugi przepis, który niedawno przygotowywałam na potrzeby magazynu Czas Wina. Pieczony łosoś jest jedną z moich ulubionych ryb (oprócz flądry, która jest moim niekwestionowanym numerem jeden), a przygotowany w ten sposób, z przysmażonymi z boczkiem okruszkami chleba i kwaśną sałatką jest obłędny. Mało jest rzeczy, które odważyłabym się określić tym mianem, ale nie w tym wypadku. A robię ten przysmak bardzo często, gdyż nie wymaga żadnego poświęcenia. Ani wysiłku, ani czasu.

łoś1

A ja nawet nie wiem, co się w Krakowie dzieje, czy liście lecą i czy czuć coraz więcej jesiennych nut w powietrzu, bo wciąż (nomen omen) przechodzę rekonwalescencję  po totalnej rozwałce nogi. Bardzo Wszystkim dziękuję za życzenia płynące w jej (tzn. mej nogi) kierunku:) Dziś spróbuję się wreszcie wyłonić z pieczary i przedreptać do baru;)

łoś4

Pieczony łosoś z posypką chlebowo-boczkową i rukolą z czerwonym grejpfrutem
(
2 porcje)

 150 g świeżego łososia (filet)
70 g wędzonego boczku
2 kromki pszennego pieczywa
sól, świeżo mielony czarny pieprz

 Sałata

100 g rukoli
1 czerwony grejpfrut

 Sos

3 łyżki oliwy
1 łyżka soku z limonki
skórka otarta z limonki
1 łyżeczka musztardy miodowej
sól, czarny pieprz

 

Mięso łososia bez skóry dzielimy na dwa kawałki. Skrapiamy je paroma kroplami soku z grejpfruta, obtaczamy w świeżo zmielonym pieprzu i soli. Rybę wkładamy do naczynia żaroodpornego (można również zrobić papiloty z folii aluminiowej) i pieczemy przez 7-10 minut – w zależności od grubości filetów – w piekarniku z włączoną funkcją grillowania rozgrzanym do 180°C.

W tym czasie wrzucamy na rozgrzaną patelnię pokrojony w kostkę boczek, a kiedy wytopi się z niego tłuszcz, dodajemy porwane na drobne kawałki pieczywo (bez skórki) i przysmażamy razem, aż chleb i boczek się zrumienią, po czym posypujemy nimi upieczonego łososia.

Grejpfruta obieramy ze skórki oraz albedo i kroimy w plastry, które układamy na obfitej ilości rukoli, a następnie całość skrapiamy emulsją przygotowaną z oliwy zmieszanej z sokiem oraz skórką z limonki, łyżeczką musztardy miodowej, solą i czarnym pieprzem.

łoś2 łoś3


Łódź 2013

łódź9

Wiele osób od lat odradzało mi wycieczkę do Łodzi, jako miejsca mało atrakcyjnego i mocno zdewastowanego. I faktycznie, zniechęcili mnie na tyle sutecznie, że dość długo zajęło, nim ruszyłam w tamtym kierunku. Przyglądnąwszy się jednak uprzednio zdjęciom Łodzi w internetach już wiedziałam, że raczej nie podzielę opinii odradzaczy. Uwielbiam polskie miasta, ich różnorodność i chechy wspólne. W każdym staram się odnaleźć coś, co będę później pamiętać. Przypuszczałam, że Łódź zachwyci mnie swym industrialnym charakterem i zrobiła to, oj zrobiła! Mam zdecydowaną słabość do starych, odrapanych murów, ale naturalnie doceniam również piękno zabytkowych kamienic, w które najbardziej reprezentacyjna ulica Piotrkowska również obfituje. Trafiliśmy akurat na czas jej przebudowy, co utrudniało eksplorowanie niektórych zakamarków, ale mnie chyba nic nie jest w stanie zniechęcić do tego miasta i zupełnie nie rozumiem tych, którzy nie znajdują tam niczego ciekawego:)

łódź1

Wraz z moją niezawodną Ekipą zatrzymaliśmy się w prześlicznym apartamencie na ostatniej kondygnacji siedmiopiętrowego budynku, z którego mieliśmy niezapomniany widok na nocną, sierpniową Łódź.

łódź10

Mimo bardzo ograniczonego czasu, udało nam się dotrzeć do wielu interesujących miejsc, zwiedzić kilka muzeów (polecam zwłaszcza „Dętkę” – przemarsz kanałem pod Placem Wolności zdecydowanie zapisze się w mojej pamięci:)) i, jak zwykle, oddać hazardowi podczas wieczornego odpoczynku w barze.

łódź5 łódź4 łódź3 łódź7 łódź11 łódź8 łódź2 łódź12 łódź6


francuskie tartaletki z jesiennym nadzieniem

tartaletki1

Wróciłam. Trochę przedwcześnie, a to z powodu pokireszowango palca u stopy, rumienia na łydce i niesprzyjającego rozkładu jazdy;) Tym więc sposobem obecnie leżakuję, chłodzę nogę, przeglądam zdjęcia i zamierzam zabrać się wreszcie za zaległości.

Zarówno wyjazd do Łodzi, jak i do Budapesztu, chociaż krótkie, były bardzo udane i obfitowały w wesołe przygody, ale poświęcę im osobne posty. Dziś natomiast przedstawiam z bliska i ze szczegółami francuskie tartaletki, które niedawno przygotowywałam dla magazynu Czas Wina. Nie wiem co prawda, czy można nazwać je tartaletkami – wszystkie tartaletki, z jakimi miałam do czynienia do tej pory były okrągłe. W każdym razie moje, są bardzo chrupiące i jeszcze bardziej jesienne:)

tartaletki2

tartaletki z ciasta francuskiego z jabłkiem i serem camembert (8 sztuk)

 1 opakowanie ciasta francuskiego
1 duże twarde jabłko (np. gloster)
250 g sera camembert
2 duże cebule
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżeczka octu balsamicznego
2 łyżki oliwy
sól, młotkowany czarny pieprz

 

Cebulę kroimy w piórka i wrzucamy na patelnię z niewielką ilością rozgrzanej oliwy. Pozwalamy jej się podsmażyć, a następnie dusimy przez 10 minut na małym ogniu, dodając cukier trzcinowy, ocet balsamiczny, sól oraz czarny pieprz. Odstawiamy, aby nieco przestygła.

Z jabłka usuwamy gniazdo nasienne, kroimy je w plastry, a każdy plaster na mniejsze części.

W zależności od tego, w jakiej formie mamy ciasto, wałkujemy je cienko, lub po prostu rozwijamy rulon, a następnie dzielimy je na osiem równych prostokątów.

Na wszystkich prostokątach rozkładamy równą ilość duszonej cebuli, następnie kawałki jabłka oraz kawałki sera camembert, pamiętając by brzegi ciasta zostały puste, co pozwoli im wyrosnąć i ładnie się rozwarstwić.

Prostokąty ciasta francuskiego wraz z nadzieniem umieszczamy na blasze wyłożonej papierem  pergaminowym i pieczemy przez 15-20 minut w piekarniku rozgrzanym do 200°C, aż ser się stopi, a brzegi ciasta rozwarstwią się i zezłocą.

Gotowe poduszeczki skrapiamy oliwą, solimy i posypujemy młotkowanym pieprzem. Podajemy z dużą ilością rukoli.

tartaletki3 tartaletki4 tartaletki5


Miasto Kobiet w sierpniu

miasto1

W najnowszym numerze magazynu Miasto Kobiet coś małego ode mnie:) Znany już co prawda koktajl ananasowy, ale mimo to serdecznie zapraszam do czasopisma:)

Ps. A jutro rano wyruszam na podbój Łodzi:)