Archive for Kwiecień, 2010

w parku czyli lejbiczków nigdy dość

Ładna pogoda skłoniła mnie do wywleczenia z szafy prześlicznego lejbiczka. Kupiłam go już dawno temu, głównie ze względu na wyhaftowany kwiatowy motyw, ale nie miałam pomysłu jak go nosić, bo oględnie mówiąc, jest na mnie dużo za duży;) Z pomocą przyszedł tzw. „opinacz” (nazwa Gregorowa;)), czyli również nieco na mnie za obszerny, ale wspaniały, elastyczny lejbiczek (prezent od Szwagierki:)), który przyklepał poły spodniego lejbiczka;) Lejbiczków nigdy dość! I jeszcze cudowna ekologiczna torba z łowickimi kurakami:)

ciuchory: bluzka Hennes (ciuchownia) — sztruksy Nicole (ciuchownia) — szaliczek Marengo — lejbiczek z haftem Lysgaard — lejbiczek-opinacz Ann Christine — ludowa torba Krakus

P.S. Mimo mojego mocnego przeziębienia, wybraliśmy się wczoraj z Gregorem, Chrobotkiem i Robertem nad Zalew w Hucie, a spacer uwieńczyliśmy wizytą w klimatycznym lokalu „U Leszka” nieopodal;) A dziś w szerokim składzie, mianowicie: Chrobotek, ja, Brat, Mama i Babcia uderzyliśmy na kino by obejrzeć „Ondine” – było romantycznie i baśniowo:)


cykoria po belgijsku

Nareszcie, dzisiejszy obiad miał i prezencję i wyborny smak:) Ale okazuje się, iż porcji składającej się z dwóch sztuk cykorii nie dałby rady chyba żarłok. Myśmy nie dali rady nawet po jednej sztuce – niby samo zielsko a tak daje do wiwatu;) A teraz skład (dla dwóch pasibrzuchów):

– 4 podgotowane (5-7 minut) w osolonej i zakwaszonej sokiem z cytryny wodzie i odcedzone cykorie

– 4 plastry szynki o dużej średnicy i 4 duże plastry sera ementalera

– sos beszamelowy (2 łyżki masła i 2 łyżki mąki wymieszane i zrumienione, 400 ml mleka, sól lub kostka bulionowa, gałka muszkatołowa, biały pieprz gotowane razem aż mikstura zgęstnieje)

W żaroodpornym naczyniu ułożyłam owinięte w szynkę i ser cykorie, zalałam sosem beszamelowym i zapiekałam 30 minut w piekarniku w temperaturze 180 st. Podałam ze zwykłymi ziemniaczkami, chociaż w przepisie zalecali z pieczywem;)

A zamiast się faszerować Gripexem wypiłam (naturalnie wraz z Gregorem) zdrowotne niepasteryzowane piwo Kasztelan. Niestety ciepławe, żeby się mojemu gardełku nie przysłużyło negatywnie, ale i tak wspaniałe:)


niezbyt piękne marchewki

Niestety, tym razem się wybitnie nie popisałam jeśli idzie o walory estetyczne mojej eksperymentalnej potrawy, wyglądem zbliżonej do poćwiartowanych ludzkich członków. No ale, jak wszystkie dania mojej produkcji, była nieludzko pyszna;), zwłaszcza jak na jedzonko, którego kluczową część stanowi marchewka, a która nie należy do moich najulubieńszych warzyw, tym bardziej w tak końskiej dawce;) Jednak owinięta sowicie polędwicą sopocką zyskała nowy wymiar smaku:) Przepis zaczerpnięty został z kulinarnego dodatku do „Pani domu”, który ofiarowała mi Matula:) A oto ramowy skład dla dwóch osób:

– 15 dkg kaszki kuskus wymieszanej z bulionem grzybowym, jednym surowym jajkiem, 10-cioma dkg utartego żółtego sera (lub topionego), 5-cioma łyżkami śmietany 30%, podsmażonym czosnkiem i cebulą, ziołami prowansalskimi, solą i pieprzem

– 4 (najlepiej młode) obrane i lekko podgotowane marchewki owinięte plasterkami polędwicy sopockiej i wędzonego sera żółtego

W posmarowanym masłem naczyniu żaroodpornym umieściłam kuskus, a na nim ułożyłam marchewki (całość można jeszcze dodatkowo polać z wierzchu stopionym masłem z dodatkiem natki pietruszki) i zapiekałam 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 st.

Wczoraj, z okazji naszej rocznicy, odwiedziła nas moja kuzynka Ola z Rodzinką a jutro Rodzeństwo Gregora ma przybyć (obiecałam zupę cebulową:)) A ja akurat zaniemogłam – odczuwam niemałe dolegliwości ze strony górnych dróg oddechowych, ale żywię nadzieję, że Gripex zadziała na czas i się do reszty nie rozłożę;)


pierwsza rocznica ślubu:)

No tak, ro(c)k temu odbyła się ta ostra impreza zwana naszym weselem, poprzedzona przeżyciami duchowymi podczas ceremonii ślubnej:) Gregor spadł z klęcznika i zadławił się opłatkiem a ja nie zdążyłam nawet zwilżyć ust winem mszalnym, bo ksiądź tak szybko mi kielich wydarł;) Było świetnie:)

Zdjęcia – Klaudia Bednarz


wigilia rocznicy

Nie do wiary, ale to już jutro:) Jutro stuknie rok odkąd jestem szczęśliwą małżoną:)

Dziś z powodu spotkania biznesowego Gregora i ładnej pogody ruszyliśmy na spacer po Rynku. Kupiliśmy parę ślicznych ludowych rzeczy i spożyliśmy wyborny obiad u „Babci Maliny” (Gregor makaron z mięsiwem i sosem iście pomidorowym a ja pierogi ze szpinakiem, serem i cebulką:))

Po południu zaszczycili nas swą wizytą Rodzice, Brat i Babcia, żeby uczcić z nami rocznicę (Teściowie, jak wiadomo nawiedzili nas wczoraj, podarowali nam superowy i matowy zestaw sztućców:)). Dostaliśmy znów dużo wspaniałych prezentosów, przeeleganckich słodyczy (min. czekoladę z fiołkami:)), kwiatów, nawet śliczny tort jabłkowy ze świeczką Mama przyrychtowała:) Ja natomiast podałam pizzę, tak, jak obiecałam:)

outfit: bluzka Hennes (ciuchownia) — koszulka „gorsetowa” Clockhouse — sztruksy Nicole (ciuchownia) — marynarka Voice Of Europe (ciuchownia)  –pas łowicki — korale ludowe — broszka łowicka — martensy — torba C&A


tilapia i faszerowane ziemniaczki

Dziś odwiedzili nas moi Teściowie. Teść ma problemy wątrobowe, dlatego też postanowiłam przyrządzić coś delikatnego i lekkostrawnego na obiad. Była wielowarzywna zupa krem (wiadomo;)) i rzeczona tilapia z dodatkiem faszerowanych ziemniaczków:)

Oto składniki (na 4 porcje):

– 8 średnich ziemniaków

–  jedna marchew

–  jedna papryka

– jedna cebula

– parę ząbków czosnku

– parę pomidorków koktajlowych

– przyprawy (u nas: sól czosnkowa, biały pieprz, ostra papryka, bazylia, pieprz ziołowy i „przyprawa do ziemniaków”)

– 250 ml jogurtu naturalnego doprawionego ząbkiem czosnku, białym pieprzem i papryką (w ramach sosu do ziemniaczków)

– 4 filety z tilapii doprawione „przyprawą do ryb” i imbirem

Obrane i owinięte w folię ziemniaczki siedziały 50 min. w piekarniku. A obok nich, zapakowana w rękaw kucharski, dusiła się reszta jarzyn pokrojonych w słupki (tylko pomidorki w całości). Gotowe ziemniaki wydrążyłam i nafaszerowałam warzywami a następnie pokropiłam sosem jogurtowym. Stanowiły one pyszny dodatek do pieczonej w folii tilapii:)

W oryginalnym przepisie ziemniaczki były nadziane głównie kiełbaską, ale względy piątkowe (ponoć dziś dyspenza jest i tak) oraz zdrowotne przeważyły na rzecz wegetariańskiej wersji;)

A jutro przybędą moi Rodzice – zapodam pizzę:)


wiosenne babuszki

Motyw znany i lubiany;) Matrioszki znów ozdobiły moje kolczyki. A do prezentacji zawisły na prześlicznych wiosennych tulipanach od Mamy:)

A jutro wybieramy się na „parapetówę” do nowego, nowohuckiego lokum Chrobotka:) W zeszły piątek pomagaliśmy Chrobotkowi spersonalizować nowy pokój przemalowując ściany na turkusowo:)