Archive for Sierpień, 2012

ciasto serowe z rozmarynem i cytryną

Ciasto to jest eksperymentem a jednocześnie jednym ze sposobów mającym na celu zagospodarowanie góry sera przywiezionego z naszej Stróży. Jedna jego część poszła na prawdziwy, ogromny sernik, kolejna na 80 ruskich, a reszta została przetworzona właśnie w to ciasto. Smaki przedziwne się tu łączą, ale o dziwo, ze skutkiem pozytywnym. Nie dość, że ser, to jeszcze budyń waniliowy, rozmaryn i cytryna. A na dobitkę mój ukochany dżemik z czarnej porzeczki, którego mam cały zapas:)

Pomysł świtał mi w głowie, ale mimo to zasięgnęłam języka w internecie i wsparłam się na tym przepisie.

ciasto serowe z budyniem, rozmarynem i cytryną

60 dag sera białego (nigdy nie mielę, bo lubię te grudki:))
2 jajka (oddzielnie żółtka i białka)
1/2 szklanki cukru
1/3 szklanki rozpuszczonego masła
2 torebki budyniu waniliowego
1/2 szklanki mleka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z połowy cytryny
gałązka rozmaryn

Żółtka oddzieliłam od białek. Białka ubiłam na sztywną pianę, a żółtka ubiłam z cukrem.

Do żółtek z cukrem dodałam ser, rozpuszczone i wystudzone masło, mleko, proszek do pieczenia, proszek budyniowy, sok z cytryny, rozdrobniony rozmaryn. Wszystko zmiksowałam. W razie gdyby masa była zbyt gęsta, należy zwiększyć ilość mleka, natomiast gdyby okazała się zbyt rzadka, można dodać nieco mąki, jednak trzeba pamiętać, że ciasto nieco stwardnieje.

Masę przełożyłam do natłuszczonej tortownicy i piekłam ok. 45 minut w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180°C.


Płock 2012

Miniony weekend spędziłam w Płocku, razem z moją kapelą Code Under, gdzie występowaliśmy w ramach festiwalu Rockowe Ogródki. To był mój pierwszy raz w Płocku i to, co ciśnie mi się na usta, jako komentarz, to określenie tego miasta mianem kontrastowego. Prześliczny rynek i kamienice nie są zadbane i nawet nie ma żadnych widocznych znaków świadczących o nadchodzących remontach. Jednak ten stan rzeczy i tak nie odbiera temu miejscu uroku. Miałam wrażenie, że Płock jest jakby zawieszony w czasoprzestrzeni pomiędzy rzeczywistością, a nierzeczywistością i im dłużej tam byłam, tym bardziej wkręcałam się w ten specyficzny klimat.

Sam koncert natomiast był wyjątkowo przyjemny, zwłaszcza dzięki płockiej Publice:)

A na koniec ja, „szalejąca” na scenie z moją kapelką:)


babeczki z owocami

Z popuchniętymi kostkami przerabiam jak szalona zbiory przywiezione niedawno z naszej Stróży. Aż się nie chce wierzyć w tę obfitość patrząc na uginający się pod ciężarem łowocu sad. Cały tragizm sytuacji polega na tym, że w naszej rodzinie nie ma komu zjadać tych wszystkich dżemów, konfitur i innych szeroko pojętych przetworów. Nie mogę pozbyć się z pamięci obrazu wywalonych na śmieci powideł śliwkowych mojej własnej produkcji, którą to w pocie czoła uskuteczniałam nie dalej jak trzy sezony temu. Większość owoców musimy zjadać na bieżąco, jeśli nie chcemy by podzieliły los nieszczęsnych węgierek;) Więc był już kompot jabłkowy z cynamonem i goździkami, była szarlotka, były racuszki i parę placków z owocami. Były też muffinki. Z borówkami i śliwkami:)

babeczki z owocami

1 szklanka mąki pszennej
pół szklanki mąki kasztanowej
3/4 szklanki miodu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
ok. pół szklanki oleju rzepakowego
ok. 200 g jogurtu naturalnego
2 jajka
owoce (u mnie borówki i śliwki węgierki)

W dużej misce zmieszałam oba rodzaje mąki i proszek do pieczenia. Dodałam jogurt, jajka, olej, miód. Składniki wymieszałam, aż się połączyły.

Dodałam owoce (ilość po uważaniu, ale nie za dużo, żeby babeczki nie nawilgły zanadto)

Przełożyłam masę do silikonowej foremki muffinkowej i piekłam ok. 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C.


wczesnojesienna Stróża 2012

Wczoraj odbyła się nasza tradycyjna już, doroczna impreza rodzinna, tym razem połączona z urodzinami mej Mateczki.

Bardzo lubię nasze spotkania przepełnione muzyką i zapachem ogniska, w gronie najbliższych.


zupa cebulowa z tymiankiem

Po deszczowym, burym poranku zaczyna wyzierać słońce, a ja przygotowałam zupę cebulową. Taką do gryzienia, klasyczną. Jakimś cudem wstrzymałam się od blendowania. Dodałam natkę pietruszki, tymianek i co tam jeszcze miałam na stanie. Lubię takie mieszanki tego, co się ma pod ręką. Towarzyszy mi wtedy wrażenie, że ze wszystkiego (lub raczej z niczego) można zrobić ‚coś’. Kiedy dysponuję cebulą, wiem, że głód nam nie zajrzy w oczy. Jest to bodaj główny składnik wszystkiego, co jemy, jak się tak głębiej zastanowić. Kiedyś, jak nie czułam woli by wyjść z domu i zaopatrzyć nas w cokolwiek na obiad, przygotowałam naleśniki (z mąki i wody;)) z farszem z karmelizowanej cebuli. I były wyborne, więc można;) Chwała cebuli!

A dzisiejsza data kojarzy mi się tak mocno z powrotami znad morza. Jako dziecko jeździłam z Rodzicami i Bratem co roku nad Bałtyk, 14. kończył się zwykle nasz turnus. Dawniej połowa sierpnia oznaczała stopniowe znikanie budek z pamiątkami i wyludnianie się naszego nadmorskiego Ostrowa. Teraz jest nieco inaczej, sezon turystyczny jakoś się wydłużył. Ale pamiętam, że wyjątkowo lubiłam widok miasteczka wpadającego w powolny letarg, który trwać miał do hucznego rozpoczęcia następnego sezonu. Znów plaża wypełniała się nostalgią, a zawsze przy tym musiał wiać sztormowy wiatr.

zupa cebulowa z tymiankiem

2 duże cebule
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
500 ml bulionu warzywnego
1 łyżeczka masła
3 łyżki serka mascarpone
grzanki z chleba
sól & czarny pieprz, tymianek, natka pietruszki

Obraną i pokrojoną w piórka cebulę podsmażyłam na niewielkiej ilości masła. Dodałam posiekany czosnek i przyprawy.

Zalałam bulionem i gotowałam, aż smaki się ‚przegryzły’.

Zagęściłam serkiem mascarpone, wmieszawszy go trzepaczką do zupy.

Podałam z chlebowymi grzankami.


pieczone udka kurczakowe z warzywami korzeniowymi

Zaczynam coraz bardziej radować się pogodą. To wręcz nieprawdopodobne, jak pogoda wpływa na wszystko. A zaczyna być coraz cudowniejsza. Od wczoraj mamy w Krakowie sztormowy klimat. Szłam wczoraj na zakupy i raz po raz silny podmuch wiatru rozganiał chmury, spoza których wyzierało słońce. Po chwili znów robiło się ciemno i chłodno. Nie ma dla mnie chyba wspanialszej aury. Choć trochę tej hanzy czuć, której na co dzień raczej nie widać;) Dziś deszcz, a ja wczoraj wyjęłam moją jesienną ‚carską szubę’ (mam takie na każdą porę roku;)) i nawet w domowych ‚małych przeróbkach krawieckich’ dokonałam paru przeszyć, których od zeszłego roku wymagała, by wrócić do pełnej świetności. Dlatego zaraz chętnie się w nią przyodzieję, owinę szyję cienkim szalikiem i ruszę w miasto. Idziemy na pierogi:)

A tu nasza przedwczorajsza wieczerza. Już zupełnie późnojesienna. Karmelizowane warzywa i rumiane kurze udka. Jedna z najlepszych rzeczy na świecie.

pieczone udka kurczakowe z warzywami korzeniowymi

4 udka z kurczaka
4 marchewki
4 pietruszki
2 pasternaki
3 cebule
8 małych ziemniaków
główka (lub więcej;)) czosnku
natka pietruszki
1 łyżka oleju słonecznikowego
1 łyżeczka startej skórki z cytryny
sól & czarny pieprz, rozmaryn, słodka papryka

Ziemniaki gotowałam w skórce przez 10 minut. Odcedziłam i przestudziłam.

Udka natarłam przyprawami i podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju. Przełożyłam do naczynia żaroodpornego.

Marchewkę, pietruszkę, pasternak, ziemniaki, obraną, pokrojoną w ćwiartki cebulę również podsmażyłam i również przełożyłam do naczynia żaroodpornego, razem z kurczakiem.

Doprawiłam, dołożyłam czosnek podzielony na ząbki i natkę pietruszki. Piekłam w piekarniku początkowo w zamkniętym naczyniu, a następnie bez przykrycia pod grillem przez około godzinę – ale to zależy od preferencji:)


zupa z cukinii i kukurydzy

Nareszcie wieczór po aktywnym dniu. Marzę teraz o chłodnym piwie z cytryną, ale sierpień nie pozwala;) Zadowalam się więc wodą z cytryną i bąbelkami i talerzem pysznej zupy.

Mówcie co chcecie, ale ja utrzymuję, że u mnie jest już jesień. Świadczą o tym długie cienie i miliony latających żółtych liści. Dziś, żeby dobić się sentymentalnie, przez cztery godziny katowałam się kasetami wideo z mojej młodości i czasów, kiedy mój Brat był maleńkim dzieckiem. To mój doroczny rytuał i potrzeba mi sprzyjającej aury. Mało co wyciska mi z oczu tyle łez, co te migające obrazki zawierające moją przeszłość. Nie chce się wierzyć, że od wtedy minęło już szesnaście lat. Tyle przecież się zmieniło, a mnie tak trudno to zauważyć. Z każdym rokiem dziwię się coraz bardziej i coraz głębiej zapisują się w mojej pamięci wspomnienia. Część pewnie pamiętam sama, ale nie odróżniam już tych odzyskanych dzięki starym nagraniom. Kocham ten stan!

zupa z cukinii i kukurydzy

duża cukinia
duża kukurydza
2 duże cebule
4 (lub więcej;)) ząbki czosnku
ok. 600 ml bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy (u mnie truflowa)
2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
sól, czerwony pieprz, suszona natka pietruszki, ocet balsamiczny

Cebulę pokroiłam drobno i poddusiłam na rozgrzanej oliwie.

Podgotowałam krótko kukurydzę i odcięłam jej ziarna. Cukinię pokroiłam w małe kawałki. Dorzuciłam do cebuli, podsmażyłam i zalałam bulionem warzywnym. Dodałam przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. Gotowałam do miękkości. Zlendowałam na gładki krem.

Podałam z gęstym jogurtem naturalnym, paroma kroplami oliwy truflowej, octu balsamicznego, rozgniecionym czerwonym pieprzem i suszoną natką pietruszki.