Archive for Marzec, 2010

zupa porowa

Dzisiejszą bohaterką jest kolejna zupa krem – porowa. Po prostu UWIELBIAM zupy krem! Aż żal mi nieraz jeść zupę jeśli nie została uprzednio zmiksowana;) Przepis, standardowo, mało wymagający. A oto główne składniki:

– 40 dkg pora (Allium porrum;))

– połowa czerwonej cebuli (lub też zwykłej, oczywiście;))

– jeden ziemniak

– dużo czosnku (wiadomo;))

– kostka bulionowa, odrobina oliwy lub masła, 250 ml mleka, przyprawy (biały pieprz, pieprz ziołowy, sól czosnkowa)

– dla okrasy: nieco szczypiorku, prażona cebula i grzanki lub groszek ptysiowy

Sposób postępowania zgodny z moją „tradycją”: Umyte warzywa należy drobno pokroić i udusić na niewielkiej ilości tłuszczu. Następnie trzeba zalać je mlekiem i wodą (żeby płyn przykrył jarzyny), ugotować do miękkości, dodać kostkę bulionową i przyprawy a na koniec potraktować blenderem:D Na wielki finał aż się prosi, żeby tknąć trochę życia do tej rachitycznej w kolorze, ale przepysznej polewki. Ja przybrałam ją wiechciami szczypiorkowymi, cebulką i grzankami:) Wygląda mi to nader staropolsko:D


włocławek 2 i nowa zdobycz

Oto i nowe „włocławkowe” kolczyki:

A to mój przeboski i przecudowny haftowany na atłasie pas łowicki wynaleziony w galerii pakamera.pl. Odkąd do mnie przybył nie potrafię przestać się nim zachwycać:) Ma się rozumieć, pierwsze co zrobiłam, to zaciągnęłam sobie przypadkowo jedną nitkę, która teraz trochę wyłazi, no ale cóż…nazwijmy, że oznaczyłam, że to mój;)

Nie ma wyjścia, muszę się nauczyć haftu ludowego! Mam wspaniałą książkę opisującą zdobienia stroju ludowego i hafty polskie autorstwa Elżbiety Piskorz-Branekovej (od Rodzicieli:) drugą mam od Małżonka, o polskich strojach ludowych:)) i powzięłam zamiar zgłębienia jej do tego stopnia by opanować techniki haftu! Muszę się również uśmiechnąć do moich dwóch Babć, które takie hafty już wykonywały jak mnie jeszcze na świecie nie było…Tradycja nie upadnie;) Nie ma wyjścia!


grill na „świeżym powietrzu”;)

Cudna dziś była w Krakowie pogoda:) Dlatego urządziliśmy grill. Co prawda w kuchni;), ale zielona „trawka” na naszym balkonie idealnie imitowała łączkę… Nie planowałam fotografować moich wyczynów kulinarnych, ale Mężu stwierdził: „wyglądasz tak słowiańsko, że zrobię ci zdjęcie na balkonie, z patelnią”;) I tak też się stało…

Mój outfit to: ludowa bluzka Vernissage (sh) – – lejbiczek Ann Christine (prezent) – – jeansy Yessica

A szaszłyki składały się z: kiełbasiory (toruńskiej), papryki czerwonej, pieczarek i cebuli. Zapodane zostały z pieczonymi ziemniaczkami z masłem czosnkowym:)


nuty

Komplet nutowy, na zamówienie, dla jednej z Siorek:)

Obecnie pracuję nad ludową, świąteczną „kolekcją” kolczyków, które rozdam z okazji Wielkanocy paru rodzinnym-fankom moich wyrobów:) Kocham Wielkanoc.

P.S. A tę przecudną rameczkę okalającą fotkę zmajstrował dla mnie mój Men:*


Lavandula angustifolia

Lawendowa łopatka kuchenna. Jeden z pierwszych wykonanych przeze mnie przedmiotów decoupage’owych. A konkretnie, to drugi;)

Mimo że zupełnie nieprofesjonalnie wykonana, to jednak znalazła właściciela:)


warzywa i owoce (5 razy dziennie;))

Stare, „zabytkowe” kolce, już lekko wyeksploatowane i sterane…Wyjątkowo lubię te kolory, a warzywa i owoce są bardzo zdrowe. Zwłaszcza pięć porcji dziennie:)


esy floresy

Jak w tytule: na jednych kolczykach esy, na drugich floresy:)


hippie

Dość duża średnica, pewien rodzaj masywności i szał barw każe mi kojarzyć te kolczyki z „czasami wolnej miłości”;)

Bardzo lubię styl hipisowski i tę naturalność oraz wolność z nim związaną. I kocham spodnie-dzwony. Obecnie „choruję” na takie naprawdę szeeerokie. I na taki kożuszek, jaki miała w „Misiu” Krystyna Podleska jako niezapomniana Aleksandra Kozeł:) Rychło wczas się ocknęłam, bo na barani kożuch, to już chyba mimo wszystko trochę za ciepło;) Ale następnej zimy nie odpuszę!


dzień Świętego Patryka

I imieniny mojego Taty – WSZYSTKIEGO IMIENINOWEGO🙂

Zawsze świętuję ten wspaniały dzień (z wiadomych względów…;)), w tym roku nie było inaczej! Razem z Gregorem, Dumnymi i Bladym oraz koleżanką Basią zakotwiczyliśmy w jednym (a nawet w dwóch;)) z krakowskich piwnych lokali i wychyliliśmy w przemiłej atmosferze nieco złotego (a kto wolał, to ciemnego) „napoju bogów”:)


wieszak nr 2

Wieszak, ale nie na ubrania. Może na kuchenne ściereczki?:)


kwiaty polskie

Lubię zimę, ale tęsknię już za wiosną i ciepłymi promykami. I za tym wiosennym zapachem:) Tak na zachętę dla wiosny ponownie kwiatowe motywy;)


marinistyczno-nautycznie

Chciałabym jechać znów nad morze. Kocham morze, chociaż, jak już wiadomo, ja z „tekstylnych”;) Nie pływam, nie nurkuję. Tylko rozkoszuję oczy i duszę naszym polskim, zimnym wybrzeżem. Nigdy nie zapomnę jak miałam 12 lat i pierwszy raz pojechałam nad morze. Koniec sierpnia ’96, puste plaże (Juraty… hehe, nie, to nie była Jurata;)) byłam zachwycona i wiem, że to banał, ale ja tam czułam jakąś magię (może to ten jod?;)). Często wracam wspomnieniami do tamtych chwil, ale równie często wracam do kaszubskich, nadmorskich stron. Teraz już nie z Rodzicami, ale z Menem:)

Na to konto dziś „seria marinistyczna”. Bardzo, ale to bardzo lubię takie klimaty, które kojarzą mi się z nadmorskimi portami. „Stateczki” popłynęły już do nowej właścicielki, a „rybki” zostaną na wieki w moich zbiorach, bo to pierwsze kolczyki, które zrobiłam:D  Technika wykonania pozostawia bardzo wiele do  życzenia, ale jestem zbyt sentymentalna żeby ich nie lubić i nie nosić. Na zeszłorocznych trójmiejskich wakacjach dumnie w nich paradowałam;)


brydż sportowy

Nigdy w niego nie grałam, w ogóle nie mam szczęścia w kartach. Ale taki tytuł mi się podoba:)

I WSZYSTKIEGO IMIENINOWEGO Z OKAZJI IMIENIN dla mego drogiego Gregora:)


kwiecie/”włocławek”

Kwiecie. Ale nie, nie martwcie się, tym razem nie o ludycznej proweniencji;) Ten jeden raz dam trochę odsapnąć od folkloru…;)

Dziś zatem kolczyki wyglądające jak rodem z porcelanowego „Włocławka” (pamiętacie „Włocławek? U mojej Babci w kuchni do teraz można dojrzeć elementy tego wzornictwa:)), z nieodłącznym kwiatowym motywem barwy kobaltu (pomysł zerżnęłam od Chrobotka, przyznaję się bez bicia!).

A drugie, oplecione bluszczem, oby nie tym trującym (właścicielka się na szczęście nie uskarża;))!

P.S. Ciąg dalszy „Kolekcji Włocławkowej” nastąpi:)


dzikie kolory

Przeziębiłam się i siedzę taka skapcaniała, zapapyziała w pidżamie cały dzień. Cokolwiek dziś przedsięwziełam, to w znacznej mierze spaprałam. Ale mimo wszystkich przeciwności losu udało mi się zrobić pranie, ugotować obiad i dokończyć projekt na zajęcia – nie tak źle:)

Taka szaruga dziś (przynajmniej u mnie), więc dla przeciwwagi – barwne kolce:)

P.S. Wieczorem na „chorobowe pocieszenie” mam zaplanowane oglądanie czaderskiego serialu „W świecie Jane Austen” (prześliczne stroje:)) a potem wraz z moim Menem przeniosę się w trochę mHoczniejszy klimat i obejrzymy stary klasyk – „Wywiad z wampirem” (stroje!:)).


wsi spokojna (część II)

Dalsza część wiejskiej kolekcji:)


wsi spokojna wsi wesoła – za Kochanowskim (część I)

Kolejny powrót wyrobów inspirowanych wiejskimi klimatami. Pamiętam, jak tworzyłam je późnym latem, a przez okno widziałam łany zboża, chabry i maki, mimo że było to w środku miasta…

Większość z kolczyków już znalazła nowych właścicieli. Na ten przykład, „wiązanka z niebieską kokardką” (którą omyłkowo zamontowałam do góry nogami;)) zdobiła uszy mojej kochanej kuzynki Oli gdy debiutowała ze swym zespołem Country Land na deskach festiwalowej sceny we Wieliczce:)

P.S. Hołdując „wspaniałemu socjalistycznemu zwyczajowi” – życzę wszystkim Kobietom wszystkiego dniokobietowego:)

P.P.S. Dziś idę do Opery z moim Menem, Rodzicami i Bratem:) Strasznie się na to cieszę:)

ciąg dalszy nastąpi;)

P.P.P.S. A oto smakowity żelkowy bukiet, który dostałam z wiadomej okazji od mojego Brata:)


na elegancko

Jeśli idzie o biżuterię, to lubię albo na folkowo albo na elegancko! Te dwa „style kolczykowe” są mi najbliższe. Ostatnio było ludycznie, to dziś arystokratycznie;) Że decoupage na drewnie, to już chyba nie muszę dodawać…

P.S. Wczoraj byłam z Bratem na filmie „Wilkołak” i strasznie się bałam, powaga!


matrioszki

Dwie duże na baardzo dużych drewienkach (wielkości podstawek pod kubek z herbatą) i dwie małe – na małych drewienkach:) Naturalnie decoupage!

Oczywiście intensywnie różowe policzki są nieodzowne:) Myślę, że na uwagę zasługuje zwłaszcza druga „stylizacja”;)


zima wraca ???

W Krakowie wróciła…To może i jesień wróći?;) Te przemyślenia sprawiły, że uznałam, iż oto nastała znakomita pora na zamieszczenie tu dwóch propozycji z mojej „jesiennej kolekcji„;) Kolejny raz kolczyki o zabarwieniu rustykalnym (to się nigdy nie skończy;)), decoupage na drewnie.

Żołędzie już „poszły do ludzi”, mam nadzieję, że dobrze się noszą.

P.S. Dostałam dziś od jednej z Siorek cudowny, blisko 20-letni sukienko-płaszczyk w kolorze pudrowego różu. Jest na mnie za duży, ale i tak pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Jak tylko krakowskie śniegi stopnieją i wygrzebię się z domostwa, sfotografuję się w plenerze i zaprezentuję „nową” zdobycz:)


łolaboga, znowu badyle ;)

Moja żywa i gorejąca miłość do kwiatów niczym z ludowej chusty wciąż kwitnie (szkoda, że kwiaty się nie odwzajemniają i jeszcze nie kwitną) i nie ma widoków na to by miała wygasnąć;) Prezentowane poniżej dwa egzemplarze kolczyków nawiązują do mego niepohamowanego uczucia względem ludowych motywów. Obydwie pary wykonałam techniką decoupage, ma się rozumieć;) Na „biszkoptowych” drewienkach.


pizza i brokuły, ale nie razem ;)

Kolejna dawka smakołyków:) Publikuję na prośbę moich wiernych czytelników;)

W pierwszej kolejności wystąpi zupa-krem (znowuuu;). Mam jakąś manię;)) z brokułów (Brassica cretica subsp. botrytis (L.) O. Schwartz). Znów bardzo delikatna i bardzo pyszna. Przyrychtowałam ją z okazji zeszłotygodniowych odwiedzin Dumnych i Bladych. Jedna Dumna i Blada nie toleruje selera, kiwi, ryb (i wielu innych – za to czekoladę toleruje w dużych ilościach;)), a drugą kole w ząbki mięsko, cebula, jajko, majonez i masło. W desperacji wykoncypowałam więc, że może chociaż krem brokułowy nikomu nie wyjdzie na niekorzyść. I szczęśliwie, nie pomyliłam się:)

zupa brokułowa

Przepis, jak wszystkie moje „wyroby”, jest prosty jak drut:)

Składniki:

brokuł                                                                                                                                                                                                                                                      por                                                                                                                                                                                                                                                                 ziemniak                                                                                                                                                                                                                                                                                       dużo czosnku, standardowo                                                                                                                                                                                                                 250 ml mleka lub serek topiony, bulion z kostki, przyprawy, groszek ptysiowy lub grzanki

Umyte i pokrojone warzywa ugotowałam do miękkości w niewielkiej ilości bulionu. Dodałam mleko i przyprawy oraz czosnek. Zblendowałam (yeah!) i wydałam 4 porcje z grzankami. Tym razem bez garnirunku, bo głodomory tłukły łyżkami w stół na znak zniecierpliwienia:)

Druga propozycja to pizza, a raczej na nią ciasto, bo dodatki jakie kto lubi. U mnie nieodzowne jest coś mięsnego lub wędlinowego. A najchętniej jedno z drugim:D

Przepis na to boskie ciasto był dotąd pilnie strzeżony, ale postanowiłam przerwać zmowę milczenia;) Pochodzi on od Siorek (czyli sióstr bliźniaczek mojego Taty), a idzie tak:

Składniki:

30 dkg mąki (ja daję zwykle tortową)    

1 łyżeczka cukru

2 dkg drożdży (liofilizowanych)  

1 łyżeczka soli

2 łyżki oliwy

woda (gazowana)

Drożdże trzeba wymieszać z cukrem i odrobiną wody, a następnie połączyć z resztą składników. Wodę należy tak dozować, żeby masa nie była ani zbyt rzadka ani zbyt gęsta. Nie należy ciasta wyrabiać zbyt długo. Można je od razu piec (bez czekania aż „wyrośnie”) z ulubionymi składnikami w temperaturze 180 st. C około 15-20 minut. A oto i moje dzieło, krzywo pokrojone, ale walory smakowe jak najbardziej:)

pizza z boczkiem, kiełbasą i cebulą

ta sama pizza w bardziej artystycznym ujęciu;)