Archive for Maj, 2010

łowickie żółcienie

Już są ‚zaklepane’:)

A na dzisiejszy obiad jadłam, pierwszy raz w tym roku, moją ukochaną ŻÓŁTĄ FASOLKĘ SZPARAGOWĄ! Jakbym miała jej 10 kg, to bym zjadła 10 kg – tak ją uwielbiam:D


wszystko po krakowsku:)

Oto decoupage’owa łopatka kuchenna z motywem nader jesiennym, ale co tam, w krakowskim otoczeniu;)

Wczoraj nawiedzili nas Rodzice i Antek:) Podałam moją nową ulubioną imprezową przegryzkę: pierogi szwedzkie:D


krem cukiniowy bleskurychle czyli ‚w oka mżdeti’;)

Cukinia (Cucurbita pepo, chyba;)) nie należała nigdy do moich ulubionych warzyw. Jednak jakiś czas temu podjęłam twardą inicjatywę dawania drugich szans potrawom, których nie pokochałam miłością żywą i gorejącą od pierwszego wejrzenia. Dziś właśnie padło na cukinię i w postaci zupy-krem (tak, tak, dałam jej fory;)) podbiła moje podniebienie:)

Z tak niesamowicie prostą w przygotowaniu i pyszną zupą nie miałam chyba jeszcze nigdy do czynienia. Oto składniki:

– jedna cukinia

– jedna  cebula

– 5 ząbków czosnku

– kostka bulionowa, biały pieprz, czosnek granulowany, odrobina wody, odrobina oleju rzepakowego

Pokrojoną cebulę i cukinię poddusiłam na oleju. Następnie zalałam bulionem, dodałam czosnek oraz przyprawy i gotowałam około 15 minut. Na koniec potraktowałam całość blenderem. W wersji wiosennej grzanki zastąpiła prażona cebulka, a garnirunek stanowiła suszona marchew z papryką:)


Dzień Matki

WSZYSTKIM MATKOM, a szczególnie naszym dwóm Mamom, ŻYCZĘ WSZYSTKIEGO DNIOMATKOWEGO:)

A poniżej wspominki… Mój pierwszy, decoupage’owy przedmiot: drewniany lawendowy widelec kuchenny, który nieporadnie wykonałam rok temu i ofiarowałam Matuli z dniomatkowej okazji;)

Tym razem prezenty dla naszych kochanych Mam są kupne, ale też z serca:)


łowicki serwetnik i podkładki pod kubki

Na fali wykorzystywania potencjału serwetek od Kuzynki Olury, powstał ten komplecik, który, jak tylko porządnie wyschnie, przyozdobi nasz stół, gdyż bardzo, ale to bardzo mi się podoba:D

Muszę kiedyś sfotografować wszystkie nasze ludowe ozdoby (bo jest ich trochę) – na wieczną pamiątkę:)


lejbiczek na zielone świątki

Taki oto wspaniały lejbiczek nabyłam oststnio w ciuchowni przy ulicy św. Filipa, gdy przeglądałam wieszaki wraz z mym Matczyskiem:) Odprułam tylko kieszonki na przodzie, po których zostały cztery czarne placki, ale w moim wypadku to nie novum, bo większość ubrań mam, dziwnym trafem, nieodwracalnie ubabranych;) Przypomina mi on trochę moją suknię ślubną;)

lejbiczek Atmosphere (ciuchownia) — bluzka RC Collection (ciuchownia)

fotki by Grzegorz Bratek


pieróg szwedzki

Po niedawnej rozmowie z Chrobotkiem bardzo zapragnęłam zrobić sama pieróg szwedzki, taki jak z ulicy Długiej:) Wczoraj, z okazji piątku przygotowałam więc na obiad pierogi szwedzkie po mojemu. Przyznam się, że efekt przeszedł moje smakowe oczekiwania. A oto bajecznie proste składniki:

– ciasto drożdżowe (takie jak na pizzę)

– 0,5 kg pieczarek

– 2 duże białe cebule

– czarnuszka (Nigella sativa) do posypania

– oliwa do smażenia, przyprawy

Farsz do mojego pieroga przygotowałam z drobno posiekanych i podduszonych pieczarek i cebuli. Bardzo cienko rozwałkowałam ciasto drożdżowe, na środku ułożyłam przestygnięty farsz, całość zwinęłam w rulon i przecięłam na dwie części. A na koniec najważniejsze: posmarowane oliwą części pieroga posypałam obficie czarnuszką, bo głównie o nią tu chodzi:) To ona nadaje tego wyjątkowego aromatu, więc nie żałowałam tych nasionek. Piekłam moje pierogi około 20-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C. Wspaniała rzecz:)