Archive for Sierpień, 2011

Warszawa 2011

Może niepoprawnie brzmi to w ustach krakuski, ale naprawdę lubię Warszawę i odżegnuję się od rzekomego konfliktu ideowego na linii Kraków-Warszawa. Oczywiście w Krakowie jest moje serce (co coraz mocniej uświadamia mi Brat;)), jednak zgiełk stolicy wypełniający uszy, szerokie ulice i nowoczesne wieżowce cieszące oczy również potrafią zauroczyć:)

Wybraliśmy się w trójkę, Gregor, Brat i ja. Wszystko było migiem, bo i czasu nie mieliśmy zbyt wiele, ale co mieliśmy zobaczyć, odfajkowaliśmy:) Mimo niesamowicie wietrznej pogody bawiliśmy się wyśmienicie, jeśli mogę wypowiedzieć się również w imieniu Pozostałych Członów Wycieczki;)

Stołowaliśmy się w restauracji ‚Portretowa’. Chłopaki jadły placki ziemniaczane iście ‚po węgiersku’, a ja delektowałam się wybornymi wręcz pierogami z leśnymi grzybami i kapustą:)


łososiowe taglioline z sosem serowym, brokułami i migdałami

Ehhh… ja już myślami jestem nad morzem. Ale czeka mnie jeszcze przed tym wyjazd do Warszawy, na myśl o którym równie intensywnie się cieszę, tym bardziej, że wybieram się tam z Gregorem i Bratem Antkiem:)

Tymczasem coraz bardziej szalejące gałęzie za oknem chyba zwiastują ulewę, a ja zajadam makaron z gęstym sosem, na który pomysł podrzucił mi stary, dobry Knorr. Fix Knorr;)

Składniki (dla 2, 3 osób):

– ok. 300 g makaronu (u mnie łososiowe taglioline)

– 250 g gęstej śmietany 18% tłuszczu

– po ok. 100 g utartych lub rozdrobnionych serów: mozarella, lazur, bursztyn, ementaler

– 4 brokułowe różyczki

– 2 szalotki

– ok. 100 ml wody

– 2 łyżeczki płatków migdałowych

– łyżeczka oleju rzepakowego

– przyprawy: sól, kolorowy pieprz, czosnek granulowany, suszona natka pietruszki

Makaron ugotowałam al dente w dużej ilości osolonej wody.

Na niewielkiej ilości oleju podsmażyłam posiekaną szalotkę. Ugotowałam i rozdrobniłam różyczki brokułowe.

Śmietanę zmieszałam z wodą i startymi serami, zagotowałam aż sery się rozpuściły i powstał sos. Dodałam szalotkę, brokuły i przyprawy.

Makaron polałam sosem i posypałam płatkami migdałowymi oraz suszoną natką pietruszki.


langoszki

Lángos / lángoš już od dłuższego czasu chodził mi po głowie. Taki zrobiony w domu, ma się rozumieć. Poszperałam w czeluściach internetu i przystąpiłam do działania. Nawet nie będę przytaczać oryginalnego przepisu, który posłużył mi za inspirację, gdyż było ich bardzo dużo i bardzo zbliżonych. A sprawa jest wyjątkowo prosta i ekspresowa. I w dodatku czosnkowa;)

Na pierwszy raz zrobiłam niestandardowe, małe. Ale świetne jako przekąską do piwa… Chyba, bo przez wzgląd na sierpień nie sprawdziłam tego połączenia organoleptycznie za pomocą zmysłu smaku;)

Składniki:

– 2 ugotowane ziemniaki

– 30 g drożdży

– łyżeczka cukru

– łyżeczka soli

– 300 g mąki pszennej

– mleko lub woda (w ilości takiej, by ciasto było zwarte, ale nie za twarde)

– 3 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– olej do smażenia

Drożdże rozpuściłam z cukrem w niewielkiej ilości mleka. Dodałam mąkę, sól i rozgniecione ziemniaki oraz mleko. Zarobiłam ciasto i odstawiłam je w ciepłe miejsce na pół godziny.

Z ciasta formowałam małe kulki, rozpłaszczałam je na cienkie placki i smażyłam z dwóch stron na złoty kolor na rozgrzanym, dosyć wysokim oleju. Każdy langosz odsączałam z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.

Ząbki czosnku przecisnęłam przez praskę, dodałam soli i odrobinę wody. Powstałą zawiesiną nasączałam jeszcze ciepłe placki:)

 


szron arbuzowy

Nie da się ukryć, że pogoda nieprzerwanie wzbudza emocje, zwłaszcza latem, kiedy chyba większość urlopowiczów oczekuje słońca i upału. Nie wiem jak tam w innych rejonach Polski kształtuje się sytuacja, ale pogoda krakowska raczej mało kogo satysfakcjonuje (no chyba, że takich zimnolubnych, jak ja;)). Z drugiej strony, Krakowa nie można nazwać miastem typowo wypoczynkowym i różnorakie inne atrakcje rekompensują z pewnością braki aurowe;) No ale nie o tym chciałam, bo jako dla lokalnego patrioty są to dla mnie rzeczy oczywiste! Chciałam o arbuzowym szronie, dlatego takie pogodowe nawiązanie;) U mnie na termometrze dziś 12 st., więc nie zdziwię się, jak szron będę mieć nie tylko arbuzowy, ale także taki na szybie… Buahaha, żart myślę, że przedni, więc na nim poprzestanę i przejdę do moich ‚lodów’:)

Składniki:

– ok. 300 g odpestkowanego miąższu arbuza

– ok. 200 ml maślanki truskawkowej

– ok. 100 ml ubitej śmietanki 30%

– ok. 3 łyżki cukru pudru

– parę kropel esencji waniliowej (lub aromatu)

– szczypta cynamonu i kardamonu

Miąższ arbuza zblendowałam i zmiksowałam razem z cukrem pudrem, esencją waniliową i maślanką. Dodałam przyprawy i delikatnie zmieszałam z ubitą śmietanką. Mieszankę przelałam do plastikowej formy i wstawiłam na parę godzin do zamrażalnika mieszając co 15 minut widelcem, tak aby finalnie powstał szron.

Podawałam z bitą śmietaną i czekoladowo-orzechowymi chrupkami:)


krem dyniowy na orientalną nutę

Po upalnym dniu w Krakowie znów leje. Słysząc szumiący za oknem deszcz i dobiegający z zewnątrz chłód, mimo późnej pory dość poważnie rozważam odgrzanie sobie resztki mojej gęstej, intensywnie pomarańczowej zupy dyniowej.

Jej smak bez wahania określę jako wciągający. Może to brzmieć z mojej strony zarozumiale, kiedy tak raz po raz i bez mrugnięcia okiem wychwalam swoje potrawy, ale ja po prostu nie jestem wybredna;) Odpowiedni miks przypraw i w zasadzie wszystko (tak, tak, oprócz paru około-cynaderkowych produktów;)) jest dla mnie zjadliwe.  A zwłaszcza, gdy te przyprawy są korzenne! W kremie dyniowym właśnie takie się znalazły, dlatego też ośmieliłam się ochrzcić go orientalnym przydomkiem;)

Rodzinka dziś powróciła z hiszpańskich wojaży i wśród różnych róznistych pamiątek (np. cudnego elfika od Brata:)) znalazło się również mnóstwo przypraw i produktów spożywczych – będę miała używanie:):)

Składniki:

– 300 g miąższu dyni

– 2 cebule

– 2 szalotki

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– ok. 100 ml świeżego soku z kokosa (nie musi być, ale bardzo dobrze robi zupie:) Zamiast niego można użyć mleczka kokosowego z puszki)

– ok. 100 g miąższu kokosa lub wiórków kokosowych

– pół strączka żółtej papryczki chilli

– 400 ml bulionu warzywnego

– olej (u mnie aromatyzowany pomarańczą i cynamonem)

– przyprawy: sól, kolorowy pieprz, pieprz ziołowy, curry, cynamon, gałka muszkatołowa, imbir, sól czosnkowa, czerwona papryka, suszona pietruszka

W sporym garnku rozgrzałam olej i dodałam do niego przyprawy. Następnie dorzuciłam pokrojone w drobną kostkę cebule, szalotki, czosnek i ostrą paprykę. Zalałam sokiem z kokosa i chwilę dusiłam.

Do aromatycznej bazy dodałam pokrojoną w kostkę dynię i kokos. Całość zalałam bulionem warzywnym i gotowałam, aż dynia zmiękła.

Zupę zblendowałam na gładki krem i podałam posypaną grzankami i wiórkami kokosowymi.

P.S. Wczoraj odwiedziliśmy bardzo przyjazny krakowski lokal Czarcia Jama przy Mogilskiej. Zapewne z racji usytuowania restauracji przy dość ruchliwej, jeśli idzie o samochody i tramwaje, jednak niezbyt obfitej w sklepy i co za tym idzie rzadko uczęszczanej przez spacerowiczów ulicy, byliśmy jedynymi gośćmi (nie licząc wpadających co jakiś czas osób zamawiających obiad na wynos), ale nie miało to znaczącego wpływu na miłą atmosferę w jakiej przyszło nam spożywać nasz weekendowy obiad;) Ja zamówiłam rybę w cieście, a Gregor rumsztyk z jajkiem. Obie potrawy były godne polecenia, a porcje – jak przysłowiowemu chłopu do kosy! Zupie gulaszowej, która była w zestawie i ten rzeczony chłop by chyba nie dał rady;)

Lokal ustrojony jest na sposób góralsko-ludowy, znany i może nawet (w naszych małopolskich szerokościach geograficznych) oklepany, niemniej jakże miły mojemu sjercu i byłabym rada znaleźć się tam jeszcze raz, najlepiej jesienią, zająć miejsce przy kominku i napić się grzanego piwa:)


letnia tortilla z orientalnym kurczakiem

Niby nic specjalnego, po prostu szybka i lekka przekąska na lato:) Ale za to pyszna i dająca wiele możliwości. Szybka zwłaszcza, gdy korzysta się z gotowych tortillowych placków, tak jak ja. A pyszna, gdy napcha się do nich świeżych warzyw i aromatycznego, dobrze doprawionego kurczaka. Czasem lubię, tak na szybkiego, owinąć te dobra plackiem, polać sosem jogurtowym i po prostu spałaszować:)

A na Małym Rynku w Krakowie znów kramy:) ‚Żywnościowe’;) Pierogi, przysmaki węgierskie, słowackie, wędliny, sery, wina! Uwielbiam takie atrakcje i marzyłabym o tym, by tego typu stragany nie znikały z ulic i rynków przez cały rok! Widziałam na własne oczy przyrządzanie lángosa / lángoša i mam zamiar spróbować we własnej kuchni:)

A teraz tortilla:)

Składniki: (dla 2 głodnych osób na obiad, lub 4 w ramach przekąski)

– 4 placki tortillowe

– 300 g filetów z kurczaka

– 8 pomidorków koktailowych

– 4 rzodkiewki

– parę liści sałaty lodowej

– 4 łyżki ugotowanych ziaren kukurydzy

– mały jogurt naturalny + łyżeczka majonezu + przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku + sól, pieprz, słodka papryka do przygotowania sosu

– łyżka oleju (u mnie aromatyzowany pomarańczą i cynamonem)

– przyprawy (do kurczaka): sól, pieprz, mieszanka do kurczaka, za’atar, sproszkowana trawa cytrynowa, słodka papryka, tymianek, cynamon

Mięso pokroiłam drobno i podsmażyłam na oleju, na który wcześniej wsypałam przyprawy.

Tortillowe placki podgrzałam, posmarowałam sosem jogurtowym, dodałam pokrojone warzywa i mięso. Zawinęłam zgodnie z poradami zamieszczonymi na opakowaniu:)


koreczki arbuzowe

Sezon arbuzowy trwa:) Wszystko co arbuzowe, ogórkowe, melonowe, to jak najbardziej mój smak. A najbardziej zapach! Jedne z moich ulubionych perfum, to chyba najbardziej znany zapach od Davidoff’a – Cool Water, przez niektórych przezywany ‚ogórkiem’;)

Arbuz najchętniej spożywam po prostu – wgryzając się w jego miąższ lub też pod postacią wydrążonych i schłodzonych kuleczek. Właśnie takie kuleczki postanowiłam połączyć z resztą sera bałkańskiego, który wykorzystywałam wcześniej jako dodatek do zupy cukiniowej. Miks taki jest, nie ukrywajmy, dość specyficzny (zauważyłam, że w odniesieniu do kuchni, słowo ‚specyficzny’ często ma zabarwienie pejoratywne. Ale tym razem nie to miałam na myśli;)), ale wszystkim tym, którym nieobce i nieprzykre są mariaże smaków słodkich i wytrawnych powinien przypaść do gustu:)

Składniki:

– arbuz

– ser bałkański

– sałata

– przyprawy: kolorowy pieprz

– wykałaczki

Z miąższu arbuza wydrążyłam kuleczki i posypałam je grubo zmielonym kolorowym pieprzem. Ser bałkański pokroiłam w kostki a z porwanych na małe części liści sałaty złożyłam małe ‚bukieciki’.

Na wykałaczki na bijałam kolejno: kuleczki arbuzowe, kostki sera i ‚bukieciki’.