Posts tagged “marchew

ciasto marchwiowe z przyprawami korzennymi

marchewkowy placek1

Ech, miałam teraz bawić się na koncercie Jimmy’ego Kelly i jego trupy w Chorzowie. Miałam wraz z Gregorem zarezerwowany pokój w hotelu i plan odwiedzenia obserwatorium astronomicznego jutro rano. Wszystko jednak przepadło. Raz, że nieustannie dujący Ksawery udaremnił nam wyjazd, a dwa, że odezwał się mój jajnik (lub też moje kamienie), uniemożliwiając mi podnoszenie prawej nogi (przepraszam za ten anatomiczny wtręt na blogu kulinarnym!). Ech! Nie jestem zbyt uczuciowa, niektórzy wręcz uważają, nie wiedzieć czemu, że zimna, ale jednak dziś trochę jakby łzy stanęły mi w oczach. Ale co zrobić? Trudno. Wykorzystałam ten czas na dokończenie paru sesji i ugotowanie wreszcie normalnego obiadu (domowy makaron z sosem z sera mascarpone, brie i szpinaku:)). Znalazłam też chwilę, by zająć się paroma zdjęciami ciasta marchewkowego, które już dawno się skończyło. Ten placek, to prawie zupełnie to samo, co ten, zrobiony na podstawie przepisu z bloga Pauliny Kolondry. Jest tylko trochę bardziej bożonarodzeniowy, bo zawiera sporo przypraw korzennych i soku z pomarańczy. Również lukier, który pokrywa ciasto jest przygotowany na bazie soku pomarańczowego. Wydaje mi się, ze mogę spokojnie zaliczyć go do „epatowania Świętami”;)

A tak na marginesie, to marchew chyba nie przestanie mnie zadziwiać. Na surowo, mówiąc oględnie, mało mi smakuje, jednak przerobiona na zupę lub ciasto zyskuje zupełnie nowe, niezwykle pyszne oblicze. Tak pyszne, że trudno się jej oprzeć!

marchewkowy placek2 marchewkowy placek3


ciasto marchewkowe z lukrem cytrynowym

ciasto marchewkowe1

Moja Rodzicielka jest nauczycielką. Od ponad trzech dekad z siłą tura dzielnie stawia czoło szarżującym grupom siedmio-, ośmio- i dziewięciolatków. A co więcej, utrzymuje, że sprawia jej to radość! Mam nadzieję, że ja również okażę się być namaszczona na porządnego pedagoga, ale sprawdzam to dopiero od dwóch lat, więc jeszcze trudno orzekać;) A wspominam o tym nie bez przyczyny. Dzieci w szkole dostają codziennie po już przygotowanej do spożycia porcji marchewki. Dzieci jakie są każdy widzi i niestety duża część z nich ani myśli o przyjęciu dawki karotenu. Marchewki więc zostają, a memu Matczysku serce krwawi. Dlatego od pewnego czasu, chcąc ratować je przed pewnym zatraceniem, znosi je do domu. A że w domu nikt za marchewką nie przepada, korzeń ten trafia w moje ręce. A ja przetwarzam go w litry zupy marchewkowej. Ostatnio jednak natrafiłam na zachęcający przepis z bloga Pauliny Kolondry i postanowiłam niezwłocznie mój marchewkowy przydział przeznaczyć na ciasto marchewkowe. Doprawdy, nie wiem czemu jest takie pyszne, ale fakty mówią same za siebie. Zniknęło prawie tak szybko, jak się pojawiło, a do zniknięcia walnie przyczyniłam się ja sama, we własnej osobie!

Przepis podaję za Pauliną, z moimi niewielkimi modyfikacjami

ciasto marchewkowe3

ciasto marchewkowe z lukrem cytrynowym

4 jajka
półtorej szklanki cukru
(u mnie 3 części brązowego i jedna część wanilinowego, gdyż ostatnio weszłam w posiadanie sporej ilości, którą potrzebowałam spożytkować)
2 szklanki ubitej, startej marchwii
2 szklanki mąki
3/4 kostki masła (u mnie 150 ml oleju, ponieważ wolę w ciastach dodatek tłuszczu roślinnego)
4 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżeczki cynamonu
sok z jednej cytryny

lukier cytrynowy

sok z jednej małej cytryny
cukier puder
(u mnie jedna szklanka, ale ilość należy dostosować do tego, jaką chcemy uzyskać konsystencję. Ja lubię rzadki lukier, który swobodnie spływa po bokach ciasta zanim zastygnie. Jeśli ktoś woli gęstszy, należy zwiększyć ilość cukru)

Jajka ubiłam z cukrem, dodałam marchew, olej, sok z cytryny i wszystkie suche składniki. Dokładnie wymieszałam. Tortownicę natłuściłam i obsypałam bułką tartą, a następnie przełożyłam do niej ciasto. Piekłam 35-40 minut w piekarniku nagrzanym do 200°C.

Cukier utarłam z sokiem z cytryny na gładką masę i gdy ciasto nieco przestygło, rozprowadziłam lukier na jego powierzchi pozwalając mu spłynąć po brzegach.

ciasto marchewkowe2


krem marchwiowo-paprykowy

karoten1

Miałam w planach zaprezentować dość niezłą w smaku zapiekankę ziemniaczaną z mielonym mięsem i beszamelem, ale tak paskudnie rozpadły mi się ziemniaki, że to aż woła o pomstę do nieba! No jak można? Tak przy niedzieli? Została jeszcze jedna porcja, więc może zrobię do niej jutro jakieś podejście fotograficzne, ale nie spodziewam się cudów. Ważne, że była zjadliwa:)

Dziś więc znowu zupa, znowu krem i znowu pomarańczowy. Sama się zaczynam o siebie bać!

Udało mi się wykroić dziś parę godzin i udać się pod naszą krakowską Halę Targową, gdzie w każdą niedzielę odbywa się sprzedaż staroci. Uwielbiam to miejsce, zwłaszcza, że wiele z mego „więzienno-eleganckiego” osprzętu pochodzi właśnie stamtąd. Tym razem udało mi się upolować parę okazów, ale nieludzkie zimno dość szybko mnie przegnało, zwłaszcza, że z tyłu głowy już majaczyła mi myśl o czekającej w domu gorącej zupie!

karoten2

karoten3


zupa soczewicowo-marchwiowa z orientalną nutą

Kiedy zbliża się lato, samoistnie przychodzi ochota na orzeźwiające smaki. Nic tak nie smakuje jak lekki szprycer z listkiem mięty, albo piwo z plastrem cytryny wieczorową porą na balkonie. Niedługo zabieram się za malowanie i ozdabianie małego stolika, który chcemy postawić na balkonie, by móc przy nim przesiadywać ciepłymi, letnimi nocami, sącząc wyżej wymienione trunki. Może też wyniosę wreszcie na rzeczony balkon moje doniczki z ziołami? Chciałabym rozpocząć uprawę na większą skalę. Marzy mi się posianie topinambura, pasternaku lub innych roślin, o które tak ciężko w krakowskich warzywniakach i targach. Ale boję się. Nie mam tak zwanej ‚ręki do kwiatów’, zapominam je podlać, nie przemawiam do nich… dlatego też rodzi to pewne obawy o los moich potencjalnych sadzonek. Ale zaczynam się badawczo przyglądać torebkom z nasionkami i kto wie czy wreszcie nie wrzucę choćby jednej do koszyka z zakupami.

A wracając do orzeźwiających smaków, to ostatnio nie mogę oprzeć się limonce i trawie cytrynowej, dlatego też zapowiada się tu kolejny mały maraton z tą dwójką w rolach głównych. Dziś tłem dla nich jest kremowa, a jakże, zupa z soczewicy i marchewki, bo kremom też się nie opieram.

zupa soczewicowo-marchwiowa z orientalną nutą

2 duże cebule
2 szalotki
4 duże marchewki
3 garści soczewicy (u mnie zielona)
ok. 600 ml bulionu warzywnego
sok z połowy limonki
łyżeczka utartego imbiru
2 kawałki trawy cytrynowej
4 (lub więcej;)) ząbki czosnku
1 łyżeczka oleju rzepakowego
sól, pieprz ziołowy, kumin, cynamon

Cebulę, szalotkę i czosnek drobno pokroiłam i poddusiłam na niewielkiej ilości oleju z dodatkiem przypraw, imbiru i rozgniecionej trawy cytrynowej. Zalałam bulionem.

Dodałam pokrojoną w drobne kawałki marchew i soczewicę. Gotowałam pod przykryciem do miękkości. Wyjęłam trawę cytrynową, dodałam sok z limonki i zblendowałam całość na gładki krem.

A poniżej pyszny i niezastąpiony maminy biszkopt z wiosennymi truskawkami i galaretką:) A poza tym, moje łupy spod Hali:)