Najnowsze

zimowe pierniki

piern3

Jestem tak monotematyczna, że mnie samej nie chce się tego dłużej słuchać, ale co zrobić, jeśli z faktami nie da się dyskutować? Nawał pracy, podobnie jak w tym okresie w ubiegłym roku, spowodował, że prawie nie zauważyłam, że już nastał grudzień i ten cudowny, ukochany czas oczekiwania na Święta. Pierniki, pierniczki i dania przygotowane z ich wykorzystaniem, które przygotowałam na zlecenie magazynu KUCHNIA, będą chyba jedynymi, które pachniały w mojej kuchni w tym roku. Nie łudzę się, że zdążę z kolejną porcją, ale na szczęście zostało mi trochę tych gwiazdek, wiec z pewnością spotkają swoje przeznaczenie zawisnąwszy na choince. W cichości serca, ale także głośno stukając w klawiaturę, marzę, że będzie mi dane w tym roku zakosztować tej świątecznej magii, która ostatnio w ferworze pracy jakoś przeszła niezauważona. Śniegu w Krakowie jak na lekarstwo, co i tak jest wyolbrzymieniem z mojej strony, ale uzbrajam się w niezłomną wiarę, że sypnie na samo Boże Narodzenie. Potem, jak dla mnie może stopnieć. Pod tę wiarę podpięłabym jeszcze nadzieję, że ulepię uszka, pierogi i knysze. Nie lubię się niepotrzebnie wpędzać w nerwówkę, ale nie da się ukryć, że nieulepieniem dałabym sama sobie dość sążnistego plaszczaka w policzek. Co roku to robię, to moja dola i przyrzekam uroczyście, że wyrzeknę się prezentu spod choinki jeśli tym razem nie uciągnę!

Ostatnie miesiące upłynęły mi pod znakiem deadline’ów i walki z czasem. Obfitowały w stres i ciśnienie, ale również w radość i satysfakcję, że zdążyłam. Ale bardziej, że nie zemdlałam ani razu z nerwów i nie wyrzuciłam w spektakularnym akcie desperacji komputera przez okno;) Nie tylko na gruncie zawodowym, ale i prywatnym dużo się działo i dużo zrozumiałam. Głupio to mówić mając 30 lat, ale mam wrażenie, jakbym w pewnych aspektach (ale tylko tych koniecznych;)), jakkolwiek to brzmi, dojrzała (brrr!), co w rezultacie poczytuję za osobisty sukces:P

Jednym z powodów mojego wytężonego wysiłku była praca nad ilustracjami do książki zwyciężczyni ostatniej edycji programu MasterChef, Dominiki Wójciak (oto książka: klik). Presja czasu była tak ogromna, że obie harowałyśmy w pocie czoła od świtu do zmierzchu, ale mimo napięcia i zdejmującej nas co chwila trwogi, bawiłyśmy się tak przednio, że po skończonej robocie trudno nam się było rozstać;) Nie potrafiłam też nie popadać w zachwyt nad kolejnymi potrawami, które po skończonych zdjęciach przyszło mi kosztować. Stwierdziłam, że chociażbym myślała sto lat, na niektóre zaskakująco pyszne połączenia smakowe i tak bym nie wpadła! Dominika ma ogromną wyobraźnię kulinarną i cieszę się, że dzięki książce może zaprezentować ją szerszemu gronu:) Co do samych fotografii, to oczywiście musiałyśmy się poddać wymogom wydawnictwa i właścicielowi marki MasterChef, ale i tak wiele udało nam się wynegocjować, by jednak zdjęcia mogły bardziej oddawać charakter kuchni Dominiki i posiadać znamiona mojego stylu:) Mam nadzieję, że niebawem będę mogła powiedzieć coś więcej o tej publikacji i zaprezentować chociaż parę zdjęć:)

A tymczasem zapraszam na trochę zimowych i piernikowych zdjęć:) Przepisy oczywiście w magazynie Kuchnia.

piern4 piern1 piern5 piern6 piern2

ostatnie prace, czyli zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia :)

sr5

Dziś serwuję zmasowany atak zdjęć:)

Pyszne rzeczy przyszło mi ostatnimi czasy gotować dla KUCHNI i dla VOYAGE. Była kuchnia portugalska z regionu Alantejo, to dla VOYAGE. Były i wyborne dania na bazie bulionu rybnego, przysmaki z marcepanem i domowy makaron – dla KUCHNI. Koniec więc gadania, zapraszam na zdjęcia:)

sr1 sr2 sr3 sr4 sr6 sr7 sr8 sr9 sr91 sr92 sr93 sr94 sr96 sr97 sr98 sr99

orkiszowa pizza z kurkami

kury2

Pierwsze tegoroczne kurki zakupione tradycyjnie na moim ukochanym stoisku na Kleparzu wykorzystałam do zrobienia wyjątkowo dobrej i zdaje się, że nawet zdrowej pizzy na orkiszowym spodzie pokrytym lekkim sosem na bazie jogurtu. Przepis przygotowałam specjalnie dla portalu He!!o Zdrowie, tam też zapraszam po szczegóły, więc wspięłam się na wyżyny swojej wyobraźni i tak kombinowałam, żeby użyć do tego dania kojarzącego się mimo wszystko z fast foodem, najzdrowszych składników. W końcu nazwa portalu zobowiązuje;)

No i cóż, po raz dwunasty trwam dumnie w moim miesiącu abstynencji. Jako człowiek niestroniący od biesiady, dosyć ciężko zniosłam pierwszy tydzień, ale zawsze sobie powtarzam, że początki są najtrudniejsze. Nie szkodzi, że w drugim i trzecim tygodniu również dorabiam ideologię dla wytłumaczenia sobie dlaczego to taka orka na ugorze. Bo, że ostatni tydzień zakrawa na tzw. masakrę, to się chyba rozumie samo przez się;)

I jeszcze wyznanie prosto z serca. Coraz większa chrapka bierze mnie na dynię. Więc walczę z sobą, bo to dla mnie od lat niezmiennie symbol jesieni i boję się utracić tego melancholijnego wyobrażenia, bo jak powszechnie wiadomo, jestem dość sentymentalną bestią (chociaż ostatnio jakby trochę mi zelżyło na tym polu). Pewnie się złamię, o ta kusicielka ma nade mną tajemną moc, a żeby zwalczyć pokusę trzeba jej po prostu ulec. A w dodatku ileż to już razy na własny użytek wypisywałam tu, na łamach mojego bloga kalumnie jakoby sierpień był wczesną jesienią? Czuję się więc zupełnie rozgrzeszona i z czystym sumieniem mam zamiar pomaszerować po dynię:)

A dziś jeszcze kurki, kumpiak i pizza:)

kury1 kury3

sierpniowa KUCHNIA i ja

u1

Chociażby nie wiem jak ukrywać, ukryć się nie da, że ostatnio mało tu przepisów, a jak już coś, to przedstawiam moje projekty pozablogowe. Co tu dużo mówić, pracy mam sporo, więc niestety blog cierpi. Ale nie zapominam o nim i cały czas mam go w sercu;) Mam nadzieję, że jeszcze przyjdą dla niego tłuste lata! A dziś znów parę słów o moim udziale w najnowszym sierpniowym numerze KUCHNI. Tym razem przygotowywałam desery na bazie ciasta ucieranego z sezonowymi owocami i różnymi ciekawymi dodatkami. Wszystko rozeszło się w tempie błyskawicy, gdyż taka klasyka chyba nigdy się nie nudzi:)

Zapraszam na garść fot z ostatniej sesji, a po przepisy oczywiście do magazynu:)

u2 u3 u4 u5 u6

lipcowa KUCHNIA i ja

czerw1

Od dziś w kioskach dostępna jest już nowa KUCHNIA. Tym razem wzięłam na warsztat beszamel, czyli ładniej nazwaną zasmażkę, mówiąc po mojemu;) Beszamel uwielbiam za jego kremowość i wszechstronność, toteż wieść, że będę miała przyjemność „z nim” współpracować przywitałam szerokim uśmiechem na ustach. No cóż, rewelacyjnie współgrał z moimi ukochanymi kanapkami croque madame, które i bez niego mają milion kalorii, jednak smak i konsystencja beszamelu, mówiąc potocznie, „robi robotę”, robi, że hej, a kalorie jakoś schodzą na drugi plan. Hitem jednak okrzyknięta jednogłośnie przez komisję w składzie ja i szanowny Małżonek, została młoda marchewka i botwinka pieczone w skorupce z grubej soli aromatyzowanej ziołami i skórkami cytrusów. Jak jestem gadatliwa z natury, tak w tym wypadku brakuje mi słów, by oddać głębię smaku tych rarytasów maczanych w sosie na bazie beszamelu:) Przelałam hektolitry mleka, stopiłam kilogramy masła i o mały włos nie doprowadziłam do wybuchu mąki w mojej kuchni, ale przyznać muszę bez bicia, że wszystkie przepisy, z którymi przyszło mi się zmierzyć warte są uwagi (zwłaszcza te marchewki i buraczki – no nie mogę się powstrzymać:)), więc serdecznie zapraszam do nowego numeru miesięcznika:)

I parę fotek, jak nakazuje tradycja:)

czerw2 czerw3 czerw4 czerw5

rzodkiewka

rzodk

Oj, lubię, lubię! Zwłaszcza jak jest piekielnie ostra i zwłaszcza z odrobiną soli:)

łosoś ze szparagami

łos3

Tę zacną rybę przygotowałam już dość dawno temu, a konkretnie koło jesieni dla portalu Vers 24. Pierwotnie dodatkiem do niej nie były szparagi, a skorzonera, ale teraz robię małe machniom, bo nie śmiem proponować skorzonery, kiedy sezon na szparagi w rozkwicie! Ogólnie nic wyszukanego, jak to u mnie, ale bardzo smaczna potrawa powstała z połączenia łososia, nazwijmy to szparagów i słodkiej figi.

Wieści z frontu nie mam dziś za dużo, bo ostatnio tylko praca, praca, sporo koncertów z moją kapelą (a raczej występów, bo jak mawia mój stryjek muzyk – pozdrawiam uncle Johnie! – „koncert, to jest w filharmonii”) i co wtorek piwerko – dla zdrowotności, zwłaszcza psychicznej (chętnych zapraszam;)). Z turpistycznych nowinek tylko to, że odezwał się mój rozwalony niegdyś w szkaradny sposób palec i niestety niebawem muszę w związku z tym pójść pod nóż. Ale są i przyjemniejsze sprawy. Mianowicie mój wspomniany band zajął w miniony weekend trzecie miejsce na bardzo fajnym przeglądzie kapel Motorockowisko:) Jest ten fejm;) A na to konto trochę prywaty i nasz krótki filmik ze studia:) Serdecznie zapraszam!

Pieczony łosoś ze szparagami
(2 porcje)

150 g świeżego łososia (filet)
4 ziemniaki
pół pęczka skorzonery
2 figi
skórka i sok z cytryny
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła
4 łyżki mleka
2 łyżki miodu
sól, świeżo zmielony czarny pieprz, gałka muszkatołowa
pergamin
pół pęczka posiekanej natki pietruszki

Łączymy sok i skórkę z cytryny ze zmiażdżonymi ząbkami czosnku, solą i pieprzem. Mieszanką tą nacieramy łososia przekrojonego na dwa kawałki i odstawiamy na 15 minut w chłodne miejsce, by ryba wchłonęła smaki.

Skorzonerę obieramy (najlepiej w rękawiczkach, gdyż jej sok może spowodować przebarwienie dłoni) i gotujemy na półtwardo w osolonej i posłodzonej wodzie z dodatkiem odrobiny octu.

Na dużym arkuszu pergaminu (potrzebne będą nam dwa) układamy po kawałku łososia, po parę kawałków skorzonery i po jednej rozkrojonej fidze. Skrapiamy miodem i przyprawiamy. Pergamin szczelnie zwijamy, a pakunki pieczemy przez około 15 minut w mocno rozgrzanym piekarniku. Gotowe danie podajemy z ugotowanymi i przeciśniętymi przez prasę ziemniakami wymieszanymi z masłem, mlekiem, solą, pieprzem oraz gałką muszkatołową. Posypujemy natką pietruszki.

łos2 łos1

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 128 obserwujących.