Posts tagged “ziemniaki

frytki z obierek ziemniaczanych

Te na poły frytki, na poły chipsy podbiły kiedyś internety, a ja, jako wielbicielka skórki z ziemniaka pokochałam je z miejsca miłością żywą. Wiedziałam, że wszelki opór jest daremny. Są pyszne, chrupiące, za każdym razem można doprawić inaczej, a najlepsze jest to, że obierając ziemniaki, automatycznie przygotowujemy sobie podwaliny pod obiadowy dodatek na inny dzień. Ja obierki zamrażam i kiedy brak ziemniarów bierze mnie z zaskoczenia, otwieram tylko szufladę zamrażalnika i wiem, że za 10 minut będę mieć boską przekąskę, godną możnych i królów 😀

frytki z obierek ziemniaczanych
(wersja podstawowa)

obierki z 5 ziemniaków
1 łyżka płynnego oleju kokosowego
(bezwonnego)
1/2 łyżeczka soli himalajskiej

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni.

Obierki wrzucamy do miski, przyprawiamy i skrapiamy olejem. Dokładnie mieszamy, by skórki pokryły się tłuszczem.

Wykładamy cienką warstwą na blachę z piekarnika wyłożoną papierem pergaminowym.

Pieczemy około 10 minut, lub do takiego stopnia zbrązowienia, jak lubimy.


wiosenna miłość

Czekam co roku z drżeniem serca. A im bliżej lata, tym drży intensywnej, bo wiadomo, że to już coraz bliżej. Moje dwie największe wiosenno-letnie miłości: fasolka szparagowa i młode ziemniaczki…
zimułaczki

fas


pizza ziemniaczana

pizza z ziemniakami2

Przepis na to cudeńko znalazłam w biedronkowym miesięcznku „Moje Smaki Życia”, który regularnie podrzuca mi moje drogie Matczysko. Kiedy tylko ujrzałam zdjęcie przypieczonych, cienkich jak opłatek plasterków ziemniaków, posypanych serem i zatopionych w puszystym cieście drożdżowym, wiedziałam, że nie może to być złe! Przepis wprowadziłam w życie bezzwłocznie, a odkąd było mi dane wbić siekacze w pierwszy, chrupiący kęs, pizza ziemniaczana na stałe weszła do mojego imprezowego repertuaru. Za każdym razem eksperymentuję z serami sprawdzając, który najdoskonalej łączy się ze złotymi ziemniaczkami. Walka jeszcze trwa, ale na prowadzenie wysuwa się intensywny parmezan, który po tym, jak się rozpuści, zmienia swój stan skupienia przeistaczając się w strzlającą pod zębami, przepyszną skórkę.

pizza ziemniaczana

Przepis na ciasto drożdżowe, jak zawsze ten sam, od Siorek:
30 dkg mąki pszennej (ja często daję pół na pół z pełnoziarnistą lub żytnią)
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
2 dkg drożdży
2 łyżki oliwy z oliwek
woda gazowana (lub piwo:))

dodatki:

parę młodych ziemniaków
utarty żółty ser
rozmaryn
oliwa z oliwek
sól i świeżo mielony czarny pieprz

Drożdże połączyłam z cukrem, solą i niewielką ilością wody. Dodałam mąkę, oliwę i kolejną porcję wody – taką by udało mi się wyrobić miękkie, sprężyste ciasto. I je wyrobiłam;)

Rozwałkowałam cienko, podsypując mąką, w kształt owalu, rozłozyłam na blasze i posmarowałam wierzch niewielką ilością oliwy. Ziemniaki (w skórce) pokroiłam na bardzo cieniutkie plasterki za pomocą mandoliny. Rozłożyłam równomiernie na pizzowym blacie (ale nie grubą warstwą), skropiłam oliwą, posypałam rozmarynem, solą i czarnym pieprzem oraz utartym serem.

Wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 180°C i piekłam ok. 20 minut, do momentu, kiedy ziemniaki nabrały złotego koloru (i przestały być surowe;)).

pizza ziemniaczana


zapiekanka z rzepy, ziemniaków i boczku pod beszamelem

zapiekanka z rzepy2

Rzepa nadal w natarciu;) Dziś pod postacią lekko przywędzonej zapiekanki. Kiedyś, szperając po internecie, wpadł mi w oko właśnie przepis na zapiekaną rzepę, ale nie mogąc namierzyć pierwowzoru, postanowiłam z zastanych składników skompilować coś sama. I wyszła ta wyborna rzecz, która zdecydowanie przerosła moje oczekiwania, stawiając rzepę w szeregu moich (obecnie;)) ulubionych warzyw. Zapiekanka ta stanowiła dodatek do pieczonego mięsa i spisała się w tym zestawieniu na piątkę.

A ja niedługo wyruszam wraz z moją kapelą na cały weekend do pięknego Wrocławia:)

zapiekanka z rzepy, ziemniaków i boczku pod beszamelem

jedna duża rzepa
4 ziemniaki
pół cebuli
100 g boczku
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
pół pęczka natki pietruszki
250 ml mleka
50 g masła
ok 2 łyżki mąki
sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa

By przygotować sos wymieszałam masło z mąką i zaczęłam podsmażać. Dodawałam stopniowo mleko o temperaturze pokojowej, cały czas mieszając, by nie powstały grudki. Podgrzewałam, aż sos ‚wchłonął’ całe mleko i zgęstniał. Dodałam sól, pieprz, gałkę muszkatołową i przeciśnięty przez praskę czosnek oraz posiekaną natkę pietruszki.

Boczek i cebulę pokroiłam w kostkę i podsmażyłam na teflonowej patelni.

Obrane ziemniaki obgotowałam przez 10 minut.

Obraną rzepę i ziemniaki pokroiłam w plastry i układałam naprzemian w naczyniu żaroodpornym. Warzywa zalałam sosem beszamelowym i posypałam wysmażonym boczkiem z cebulą.

Zapiekałam w piekarniku rozgrzanym do 180°C przez około 20 minut, aż sos się zezłocił (przy czym chyba przesadziłam nieco z opcją górnej grzałki;))

zapiekanka z rzepy1


placki z rzepy i ziemniaków

placki z rzepy3

Ostatnio będąc na Kleparzu, drogą kupna nabyłam sporo rzepy. Białej, podłużnej, bardzo smacznej, której nie jadłam chyba z 15 lat. W ten oto sposób daję delikatnie do zrozumienia, że to nie ostatni przepis z kategorii rzepowej;)

Ostatnio wracając wilczo głodna po nocnym koncercie skusiłam się na niebiańskie (może na tę opnię miał wpływ wiczy głód, nie wiem;) ) placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym przy Grodzkiej. Potem przez parę dni nie opuszczała mnie ochota na smażone placki, więc było pewne, że nie wyzwolę się, dopóki ich nie zrobię (chociaż mój żołądek przyjmuje takie pomysły zdecydowanie mniej entuzjastycznie niż ja). Postanowiłam dołożyć do moich placków rzepę i okazał się to strzał w dziesiątkę. Rzepa (przynajmniej w ilości, jaką ja dodałam) nie zdominowała smaku, ale była wyraźnie wyczuwalna.

placki z rzepy1

placki z rzepy i ziemniaków

3-4 spore ziemniaki
2 spore rzepy
1 cebula
3 (lub więcej;)) ząbki czosnku
2 parówki
pół pęczka posiekanej natki pietruszki
1 jajko
3 łyżki mąki
olej rzepakowy do smażenia
sól & pieprz

Obrane ziemniaki, rzepę, cebulę i czosnek starłam na dużych oczkach tarki, odcisnęłam nadmiar wody. Dodałam mąkę, przyprawy, pietruszkę, pokrojoną w kosteczkę parówkę i żółtko, dokładnie wymieszałam. Białko ubiłam na sztywną pianę i delikatnie wmieszałam do reszty składników.

Smażyłam placki na rozgrzanej patelni teflonowej z niewielką ilością oleju, po parę minut z każdej strony, aż stały się złote.

placki z rzepy2


krem buraczano-ziemniaczany

Mając dziś dzień wolny podjęłam postanowienie o niesprzątaniu, mimo iż mieszkanie zdecydowanie się tego domaga, jednakże czynność ta napawa mnie eskalującym z latami wstrętem, postawiłam natomiast na gotowanie;) Narobiłam więc naleśnikowych quasi tortilli z pieczarkami, sałatą, cheddarem i pomidorami na cały tydzień oraz, na wyraźną prośbę Mężyka, zupę na kształt barszczu zabielanego. Jednak nie byłabym sobą, gdybym części zupy nie poddała dewastacji, czyli zblendowaniu na krem. Przyznaję, że efekt był wcale dobry!

W zupie nie ma absolutnie nic ciekawego. Żadnego zaskakującego składnika, który przełamywałby kompozycję smakową i wprowadzał nowe doznania. Smak jest przewidywalny do bólu, wręcz godzien mdłości baru mlecznego (bar skądinąd bardzo mi bliski:)), ale tego mi dziś właśnie było trzeba. Jakiejś reminiscencji z dzieciństwa. Krem taki, gwoli ścisłości, na naszym stole raczej nie gościł. Wersja dwu-fazowa również rzadko i to tylko do momentu, kiedy mieszkaliśmy u Dziadków, ale co tam?! Taka zupa musi kojarzyć się z dzieciństwem;)

krem buraczano-ziemniaczany

4 buraki
4 ziemniaki
ok. 500 ml bulionu
100 ml kwaśnej śmietany
sól & pieprz

Buraki i ziemniaki obrałam i pokroiłam w kostkę. Wrzuciłam do gorącego bulionu i ugotowałam do miękkości ziemniaków i względnej miękkości buraków.

Przyprawiłam, dodałam zahartowaną śmietanę i zblenowałam zupę na gładki krem.


ostro-kwaśne ziemniaczki

Każdego roku te długie dni tak samo bardzo cieszą i co roku z pewnym niedowierzaniem spoglądam w okno o 21. widząc ciągle jasne, czerwonawe niebo. Piękne są letnie wieczory i letnie noce. A zwłaszcza zbliżająca się Noc Świętojańska, noc moich urodzin. I mimo, że nie znoszę urodzin, to lepszej daty dla nich nie umiałabym sobie wyobrazić.

Władze Krakowa zrezygnowały podobno z tradycyjnych ‚Wianków’. Impreza ta ma dużo fanów, ale ja jakoś nie żałuję, od dawna nie występował nikt, kogo muzyką akurat bym się interesowała. Ale lubiłam pokaz sztucznych ogni o północy. Jak byłam mała, to wyobrażałam sobie, że Ci wszyscy ludzie, te fajerwerki, ta zabawa, to na moją cześć. W tym roku brak ‚Wianków’ ma nam wynagrodzić też już tradycyjny Jarmark Świętojański. Zeszłoroczna edycja oczarowała mnie (oraz mojego Brata i G.) do tego stopnia, że przez trzy dni jego trwania kiblowaliśmy (inne słowo byłoby niestosowne;)) nad Wisłą, wśród straganów od rana do wieczora. Raczyliśmy się pszenicznym benedyktyńskim piwem i mniszymi jagłami z boczkiem i suszoną śliwką, oglądaliśmy pokazy dawnych rzemiosł, tańca i walki. Mój Brat dumnie eksponował swoją sakwę i starodawne emblematy i symbole, a ja, jako ta słowianka, snułam się w ‚zgrzebnym gieźle’ i ogromnym wianku zrobionym z traw i słomy. Cóż, w takiej odsłonie czułam się wybornie;)

A w dzisiejszy upalny dzień raczyliśmy się kwaśnymi, ale i pikantnymi ziemniaczkami. Nie da się ukryć, że rozgrzewały gardziel. Może pora je ochłodzić chłodnym piwem?;)

ostro-kwaśne ziemniaczki
(proporcje wedle uznania)

młode ziemniaczki
olej rzepakowy pół na pół z masłem
sok z limonki
czuszki
sól & pieprz, ostra mielona papryka, suszony rozmaryn

Wyszorowane ziemniaki ugotowałam na pół-miękko.

Na patelni rozgrzałam olej z masłem, dodałam przyprawy, pokrojone czuszki i pokrojone w niewielkie kostki ziemniaczki. Wymieszałam, dodałam sok z limonki i podsmażyłam na złoty kolor.


kryzysowe jadło

Panuje tu ostatnio zastój kulinarny, który spowodowany jest moją trwającą sesją i pisaniem pracy dyplomowej, z czego już się byłam spowiadałam niedawno. Niestety, siłą faktu, mało gotuję i ograniczam się tylko do potraw ze słoika, lub takich, których przygotowanie wymaga zmieszania kilku składników i ugotowania makaronu. Odmroziłam też fasolkę po bretońsku od Babci i maminy bigos. Ale na szczęście lubię takie proste jedzenie i absolutnie nie przeszkadza mi, że przez trzy dni pod rząd kuchnia wydaje tylko spaghetti z czosnkiem, szpinakiem lub pesto, albo ziemniaki zapiekane z cebulą i kiełbasą. Zalicza się to do jadła kryzysowego, bo powstaje na szybko, z zastanych składników, bez kombinowania i zastanawiania się. Wszystko, co jest, do gara i już za chwilę można się raczyć! Może nie, jak to mówią, „po pańsku”, ale mimo to smacznie:)


ziemniaczana kiszka, łosoś i szpinak

Ten obiad nie kosztował mnie wiele zachodu. Główną robotę wykonała ziemniaczana kiszka prosto z krakowskiej pracowni garmażeryjnej Pigi. Przyznam, że pierwszy raz z ową kichą miałam do czynienia, ale z pewnością nie ostatni. Matula zaopatrzyła mnie w dwa snadne kawałki, które do złudzenia przypominały pęta kiełbasy, jednak otoczka (jakoś nie mogę w tym kontekście słowa ‚jelito’…) wypełniona była gładko zgniecionymi i aromatycznie przyprawionymi ziemniakami z dodatkiem skwarków. Rzecz dość zaskakująca, jednak po pokrojeniu na plastry i obsmażeniu wprost wyborna!

Przyrumieniona kicha pasowała świetnie do pieczonego z solą, czerwonym pieprzem i trawą cytrynową dzwonka łososia i garści świeżego szpinaku.


curry z dyni i ziemniaków

Ta jesień kroi moją duszę na kawałki i, jak pisze mój Tata, przenika do wnętrza skórą, jak przez gazę rozlewając się po trzewiach słodką goryczą. Z każdym złotym i tańczącym na wietrze liściem coraz intensywniej. Z każdym płożącym się promieniem słońca rani coraz dotkliwiej. Jest zupełnie uzależniająca. Trudno żyć bez szelestu deptanych liści i zapachu jesiennego wiatru. Tyle wspomnień. I znów wszystko jest jak tamtym razem.

Tyle metafizyki jest w tej jesieni, a w codzienności dynie, grzyby, owoce i ciepła, jesienna strawa. Grzejąca od wewnątrz, kiedy promienie słońca powoli stają się zimne. I dużo przypraw, na poprawę nastroju.

curry z dyni i ziemniaków

20 dkg miąższu dyni

4 duże ziemniaki

2 żółte cebule

4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

pół łyżeczki harissy

łyżeczka wiórków kokosowych

łyżka oleju (u mnie z pestek winogron
aromatyzowanego jałowcem i rozmarynem)

nieco wody
lub bulionu warzywnego

przyprawy: curry, sól, kolorowy pieprz, pieprz cytrynowy, zielona czubryca, tymianek,
cynamon, gałka muszkatołowa, rozmaryn, czerwona ostra
i słodka papryka, imbir, płatki chilli, suszona natka pietruszki

Rozgrzałam na patelni olej i wrzuciłam do niego przyprawy, by wydobyć ich aromat.

Miąższ dyni i obrane ziemniaki pokroiłam w kostkę. Cebulę w piórka, czosnek rozgniotłam w prasce. Wrzuciłam warzywa do rozgrzanego oleju z przyprawami i podsmażyłam. Następnie zalałam niewielką ilością bulionu (tak, by przykrył warzywa), dodałam harissę i wiórki kokosowe. Przykryłam pokrywką i dusiłam, aż warzywa zmiękły (ok. 20 min.). Na  koniec posypałam suszoną natką pietruszki.


prażone

Prażone, to pyszne, jednogarnkowe danie rodem ze Śląska. Pierwszy raz posmakowałam go za sprawą Gregora, jeszcze za czasów studenckich, mimo iż Gregor pochodzi z Wielkiego Księstwa Oświęcimskiego, czyli ostatniego bastionu Małopolski. Jednak nie da się nie odczuć śląskich wpływów zarówno w kuchni jak i języku oświęcimian.

Prażone to również idealny jesienny obiad – pożywny, gęsty, rozgrzewający, chociaż do szybkich nie należy. Połączenie zupełnie prostych składników, które przez godziny prażenia przechodzą sobą nawzajem jest zaskakująco smaczne i jakieś takie sentymentalne, znane, jakby wpojone. Poza tym nic nie równa się marchewce smakującej kiełbasą:D

Pochyliłam się niedawno nad tematem chcąc zgłębić wiedzę o prażonym. Szukałam informacji na temat tej potrawy w książkach kucharskich i w internecie i, jak można się było spodziewać, występuje ona w wielu odmianach, w zależności od rejonu, żeby nie powiedzieć, że upodobań i inwencji poszczególnych kucharzy. Ja, naturalnie, za jedyną słuszną wersję uznaję tę, którą jadłam i sama (a raczej w asyście Gregora) przygotowuję w domu:)

Idealnie byłoby gotować prażone w żeliwnym naczyniu nad żarem ogniska pozwalając daniu nabrać dymnego posmaku, jednak i w domu, na oklepanej płycie grzewczej wychodzi cymes;)

Prażone 

(ilość składników można modyfikować w zależności od tego przez ile dni chcemy potem raczyć się prażonym;) Proporcje też zależne są od indywidualnych upodobań)

1 kg ziemniaków (najlepiej nierozsypujących się po ugotowaniu, np. Lord, Denar, Korona)

4-5 marchewek

0,5 kg dobrej kiełbasy

3 żółte cebule

20 dkg wędzonego boczku

pęczek natki pietruszki

liść kapusty

łyżeczka oleju rzepakowego

sól & pieprz

Ziemniaki, marchewkę i cebulę obieram. Ziemniaki i marchew kroję w krążki, cebulę drobno siekam. Kiełbasę i boczek kroję w plasterki.

Na dno dużego garnka wlewam odrobinę oleju rzepakowego i wykładam szczelnie plastrami boczku. Potem, zachowuję sekwencję warstw: ziemniaki, pieprz & sól, natka pietruszki, marchew, cebula, kiełbasa, jednak górną warstwę powinny stanowić ziemniaki.

Wierzch przykrywam liściem kapusty, garnek uszczelniam papierem pergaminowym lub folią aluminiową i przykrywam pokrywką.

Gar powoli podgrzewam przez około 2,5 godziny. Im dłużej i wolniej, tym lepiej. Ważne jest jedynie niedopuszczenie do przypalenia się spodniej warstwy. Potrawa i tak ma lekko dymny, ogniskowy aromat.


zapiekanka pasterska lub galicyjska;)

Kiedyś taką jedliśmy w krakowskiej restauracji Chłopskie Jadło. Było to latem i mimo skwaru smakowała wyśmienicie, dlatego spodziewałam się, że jesienną porą jej walory smakowe cudownie się zwielokrotnią. I fakt, taka ciepła, jakby nie patrzeć, przyciężkawa, jednogarnkowa potrawa idealnie sprawdza się podczas chłodów, mgieł i słoty. Pokrojone w duże, nierówne kawałki warzywa i boczek nadają rustykalnego charakteru. Do tego koniecznie kufel spienionego piwa pszenicznego i już wszystko wygląda bardziej galicyjsko;)

Postanowiłam zrobić ją po swojemu.

Składniki (dla 2 osób):

– 4 średnie ziemniaki

– 2 cebule

– 2 jajka ugotowane na twardo

– 20 dkg pieczarek

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– 10 dkg boczku

– łyżeczka oleju rzepakowego

– natka pietruszki

– przyprawy: sól, czarny pieprz, ostra papryka, czosnek niedźwiedzi, majeranek

Obrane ziemniaki ugotowałam i pokroiłam w grube plastry. Z pokrojonego w spore kawałki boczku wytopiłam tłuszcz i odsączyłam. Na teflonowej patelni o dużej średnicy, na łyżce oleju rzepakowego podsmażyłam pokrojoną w piórka cebulę i posiekany czosnek. Następnie dorzuciłam pokrojone pieczarki oraz plastry ziemniaków i boczek. Gdy potrawa ładnie się przyrumieniła dodałam przyprawy i posypałam pokrojonym w plastry jajkiem na twardo oraz natką pietruszki.

Brak słońca czy chociażby dostatecznie jasnego światła dziennego wybitnie kiepsko wpływa na jakość zdjęć… To jeden z niewielu aspektów jesieni, który nie napawa mnie radością…


frittata z boczkiem i cebulą

Przepis na moją dzisiejszą frittatę wypatrzyłam w niezawodnej kuchni.tv, w programie  ‚4 składniki’. Jak nakazuje tradycja, dodałam od siebie nieco inwencji w postaci dodatkowych ingrediencji i początkowe 4 składniki zaproponowane przez autorki cyklu uległy rozmnożeniu;) Ale do domowej frittaty można ‚wrzucić’, zdaje się, wszystko, więc czuję się w pełni usprawiedliwiona:)

Składniki (na dwie słuszne porcje):

– 5 – 6 jajek

– 4 ziemniaki

– 2 cebule

– 1 mały por

– 10 dkg boczku

– 10 dkg suchej kiełbasy

– trochę tartego parmezanu

– przyprawy: sól i pieprz

– olej (rzepakowy) lub oliwa do smażenia

Obrane ziemniaki podgotowuję. Poszatkowaną cebulę i por podsmażam wraz z pokrojonymi w kostkę boczkiem i kiełbasą. Lekko twarde ziemniaki kroję w plastry i smażę na patelni o dużej średnicy, na odrobinie oleju rzepakowego. Gdy się zrumienią, dodaję na patelnię cebulę, por oraz wędliny a następnie wszystko zalewam rozmąconymi jajkami, posypuję serem i doprawiam. Frittatę smażę do momentu gdy jajka się zetną (by szybciej to nastąpiło można przykryć patelnię pokrywą pod koniec smażenia).