Posts tagged “zapiekanka

zapiekanka z rzepy, ziemniaków i boczku pod beszamelem

zapiekanka z rzepy2

Rzepa nadal w natarciu;) Dziś pod postacią lekko przywędzonej zapiekanki. Kiedyś, szperając po internecie, wpadł mi w oko właśnie przepis na zapiekaną rzepę, ale nie mogąc namierzyć pierwowzoru, postanowiłam z zastanych składników skompilować coś sama. I wyszła ta wyborna rzecz, która zdecydowanie przerosła moje oczekiwania, stawiając rzepę w szeregu moich (obecnie;)) ulubionych warzyw. Zapiekanka ta stanowiła dodatek do pieczonego mięsa i spisała się w tym zestawieniu na piątkę.

A ja niedługo wyruszam wraz z moją kapelą na cały weekend do pięknego Wrocławia:)

zapiekanka z rzepy, ziemniaków i boczku pod beszamelem

jedna duża rzepa
4 ziemniaki
pół cebuli
100 g boczku
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
pół pęczka natki pietruszki
250 ml mleka
50 g masła
ok 2 łyżki mąki
sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa

By przygotować sos wymieszałam masło z mąką i zaczęłam podsmażać. Dodawałam stopniowo mleko o temperaturze pokojowej, cały czas mieszając, by nie powstały grudki. Podgrzewałam, aż sos ‚wchłonął’ całe mleko i zgęstniał. Dodałam sól, pieprz, gałkę muszkatołową i przeciśnięty przez praskę czosnek oraz posiekaną natkę pietruszki.

Boczek i cebulę pokroiłam w kostkę i podsmażyłam na teflonowej patelni.

Obrane ziemniaki obgotowałam przez 10 minut.

Obraną rzepę i ziemniaki pokroiłam w plastry i układałam naprzemian w naczyniu żaroodpornym. Warzywa zalałam sosem beszamelowym i posypałam wysmażonym boczkiem z cebulą.

Zapiekałam w piekarniku rozgrzanym do 180°C przez około 20 minut, aż sos się zezłocił (przy czym chyba przesadziłam nieco z opcją górnej grzałki;))

zapiekanka z rzepy1


Jesienny paj

Kiedy przychodzi jesień odkrywam, że jednak bardzo lubię słońce. To, przed czym uciekam całe lato nagle staje się miłe, dobre i przyjemne. A myśl, że niedługo będę wracać z pracy czarną nocą, chociaż zegar, ku memu najwyższemu niedowierzaniu, wskaże dopiero szesnastą napawa mnie pewnym dyskomfortem. Ale z drugiej strony ten jesienno-zimowy czas zawsze kojarzy mi się z dalekimi zakątkami Skandynawii i jest to skojarzenie jest w jakiś sposób pozytywne. Wyobrażam sobie śniegi spowite ciemnością i przytulne domy, w których rozbrzmiewa muzyka ludowa, a ludzie w grubo plecionych swetrach popijają eggnog. W dali słychać dzwoneczki mikołajowych reniferów i w ogóle jest bajkowo do bólu;)

Aura, co naturalne, jak w żadnym innym okresie roku sprzyja cudownym, gęstym potrawom jednogarnkowym, względnie ‚jednonaczynio-żaroodpornym’. Jest w nich coś tak przyjemnego, niemal jak w pierwszym wrześniowym łyku piwa. Uwielbiam kroić kolejne składniki, dorzucać je do już przygotowanych i oczekiwać na błogie połączenie smaków. Lubię stać nad garnkiem i kompulsywnie mieszać, chociaż potrawa wcale tego nie wymaga. Albo zaglądać do piekarnika, mimo iż powtarzam tę czynność z przybliżoną częstotliwością 185 otworzeń na minutę. Skarmelizowane marchewki i cebula nigdy nie jawią mi się jako ideał smaku i elegancji równie mocno, jak teraz. Proste jedzenie pod wpływem jesieni staje się zupełnie wyjątkowe.

jesienny paj

500 g chudej wołowiny
4 cebule
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
2 marchewki
6 ziemniaków
jajko
2 łyżki masła
1 łyżka mąki pszennej
odrobina oleju rzepakowego
100 ml czerwonego wytrawnego wina
1 łyżka bułki tartej
sól & pieprz, papryka, liść laurowy, ziele angielskie

Obrane ziemniaki ugotowałam, przecisnęłam przez prasę, dodałam łyżkę masła, jajko, doprawiłam i wymieszałam na gładką masę.

Mięso i marchew pokroiłam w kostkę, cebulę w piórka, czosnek posiekałam. Wszystko wrzuciłam na patelnię z niewielką ilością rozgrzanego oleju rzepakowego. Doprawiłam. Dolałam wino i dusiłam, aż cebula zaczęła się rozpadać, a wino się zredukowało. Z mąki, łyżki masła i niewielkiej ilości płynu z duszącego się mięsa zrobiłam zasmażkę i wrzuciłam ją na patelnię, by zagęścić sos. Gotowałam aż smaki się połączyły, a mąka straciła surowy posmak.

‚Gulasz’ przełożyłam do żaroodpornego naczynia, przykryłam warstwą masy ziemniaczanej, posypałam bułką tartą.

Piekłam w piekarniku rozgrzanym do 200°C pod grzałką, do momentu, aż ziemniaczana masą się zarumieniła.


pieczone udka kurczakowe z warzywami korzeniowymi

Zaczynam coraz bardziej radować się pogodą. To wręcz nieprawdopodobne, jak pogoda wpływa na wszystko. A zaczyna być coraz cudowniejsza. Od wczoraj mamy w Krakowie sztormowy klimat. Szłam wczoraj na zakupy i raz po raz silny podmuch wiatru rozganiał chmury, spoza których wyzierało słońce. Po chwili znów robiło się ciemno i chłodno. Nie ma dla mnie chyba wspanialszej aury. Choć trochę tej hanzy czuć, której na co dzień raczej nie widać;) Dziś deszcz, a ja wczoraj wyjęłam moją jesienną ‚carską szubę’ (mam takie na każdą porę roku;)) i nawet w domowych ‚małych przeróbkach krawieckich’ dokonałam paru przeszyć, których od zeszłego roku wymagała, by wrócić do pełnej świetności. Dlatego zaraz chętnie się w nią przyodzieję, owinę szyję cienkim szalikiem i ruszę w miasto. Idziemy na pierogi:)

A tu nasza przedwczorajsza wieczerza. Już zupełnie późnojesienna. Karmelizowane warzywa i rumiane kurze udka. Jedna z najlepszych rzeczy na świecie.

pieczone udka kurczakowe z warzywami korzeniowymi

4 udka z kurczaka
4 marchewki
4 pietruszki
2 pasternaki
3 cebule
8 małych ziemniaków
główka (lub więcej;)) czosnku
natka pietruszki
1 łyżka oleju słonecznikowego
1 łyżeczka startej skórki z cytryny
sól & czarny pieprz, rozmaryn, słodka papryka

Ziemniaki gotowałam w skórce przez 10 minut. Odcedziłam i przestudziłam.

Udka natarłam przyprawami i podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju. Przełożyłam do naczynia żaroodpornego.

Marchewkę, pietruszkę, pasternak, ziemniaki, obraną, pokrojoną w ćwiartki cebulę również podsmażyłam i również przełożyłam do naczynia żaroodpornego, razem z kurczakiem.

Doprawiłam, dołożyłam czosnek podzielony na ząbki i natkę pietruszki. Piekłam w piekarniku początkowo w zamkniętym naczyniu, a następnie bez przykrycia pod grillem przez około godzinę – ale to zależy od preferencji:)


zapiekany ryż z jabłkami

O tak, to jest typowe wspomnienie z dzieciństwa. Myślę, że nie tylko moje. Pamiętam czasy, kiedy byłam w początkowych latach edukacji, a jedna z koleżanek mieszkała w domu z ogrodem nieopodal szkoły. Jej mama zaprosiła kiedyś latem roku 1990 całą naszą klasę do tego ogrodu i uraczyła właśnie taką zapiekanką z ryżu i słodkich, czerwcowych jabłek. Nic więcej nie było nam wtedy potrzebne do szczęścia. Jedliśmy szybko, żeby jak najprędzej móc wrócić do zabawy.

najprostszy na świecie
zapiekany ryż z jabłkami

150 g suchego ryżu białego

1,5 kg słodkich, miękkich jabłek

ok. 6 łyżek cukru trzcinowego
(w zależności od tego jak słodkie są jabłka)

2 łyżeczki sproszkowanego cynamonu

1 łyżeczka soku z cytryny

150 ml mleka lub słodkiej śmietanki

1 łyżka masła

1 łyżka zgniecionych płatków kukurydzianych

1 łyżka zgniecionych płatków migdałowych

esencja waniliowa

Ryż ugotowałam al dente. Jabłka obrałam, wydrążyłam gniazda nasienne, pokroiłam na części. Rozpiekłam jabłka na suchej patelni z dodatkiem soku z cytryny i 3 łyżek cukru trzcinowego aż zmiękły.

Ryż wymieszałam z esencją waniliową, jabłkami, cynamonem i mlekiem/śmietanką. Przełożyłam do lekko natłuszczonego naczynia żaroodpornego. Wierzch zapiekanki pokryłam cienką warstwą utworzoną z reszty cukru trzcinowego, płatków kukurydzianych i migdałowych i równomiernie rozłożonych kawałeczków masła.

Piekłam zapiekankę 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C. z funkcją grillowania, by na wierzchu utworzyła się chrupiąca skórka.


zapiekane warzywa z serami

U nas stanowiły dodatek do ryby, ale równie dobrze mogą być samodzielną potrawą i zastąpić, na ten przykład, kolację.

Można posądzić mnie ostatnimi czasy o manię zapiekania jak i o postradanie zmysłów. Bo któż przy zdrowych tychże w takie upały włącza piekarnik na co najmniej godzinę dziennie i kolęduje przy nim w dosłownym i organoleptycznie bez najmniejszego problemu wyczuwalnym pocie czoła, co chwila sprawdzając czy nic nie wymyka się spod kontroli? No ale tak bardzo cieszą mnie moje świeżo-zdobyte naczynia żaroodporne, że nie potrafię się oprzeć zapiekaniu i jeszcze przez jakiś czas, dajmy na to, 3 tygodnie, nie będzie jedzone w tym domostwie nic, czego przyrządzenie nie będzie wymagało użycia naczyń do zapiekania i piekarnika! Trudno, tak postanowiono i basta;)

A abstrahując od pokarmów (chociaż też nie do końca;)), odwiedziliśmy z Bratem krakowskie zoo. Tradycyjnie. No i co tu dużo opowiadać? Jak zawsze było przemiło przebywać te dwie godziny wśród tak licznie zgromadzonej źwierzyny. No i naturalnie w towarzystwie Brata, który mnie tam zaprosił:) A co do pokarmów, to też jak tradycja nakazuje, zjedliśmy w przyogrodowym barze smażone ziemniaczki w kształcie roześmianych buziek.

Dziś natomiast wybraliśmy się z Gregorem na krótki wypad do pobliskich Krzeszowic. Tak często przez nie przejeżdżamy, ale nigdy nie mieliśmy okazji zatrzymać się tam chociaż na chwilę. (A warto wspomnieć, że z tamtejszych upraw pochodzą jedne z najpyszniejszych pomidorów!) Ale dziś właśnie tam nas poniosło:) Miasteczko jak najbardziej przyjemne, w znacznej mierze rozorane wykopami, świadczącymi o postępującej modernizacji. Widać, że remonty wrą i prowadzą do znacznego podniesienia walorów estetycznych miejscowości:) Ochłodziliśmy się pysznymi lodami (ja – malaga, Gregor – delicja) – nigdy nie widziałam takiej kolejki (chyba, że za czasów poprzedniego ustroju!), posilili znakomitym obiadem zaserwowanym przez restaurację Aga (ja – gołąbki w sosie pieczarkowym, Gregor – stek prowansalski z grillowaną cukinią, boczkiem i sosem czosnkowym), przeszliśmy się ślicznym Parkiem Bogdackiego z paroma pomnikami i okazałym, neogotyckim kościołem pod wezwaniem św. Marcina, aż w końcu czmychnęliśmy do domu, gdyż upał zaczął coraz bardziej dawać się we znaki;)

Ale wracając do moich zapiekanych warzyw…

Skład:

– cukinia

– bakłażan

– 2 białe cebule

– mały por

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– 2 pomidory

– ok. 60 g sera feta (lub innego w stylu greckim)

– utarte sery (w sumie ok. 100 g), np: emmentaler, mozarella, gruyère

– parę ‚psiknięć’ oliwy

– zioła: bazylia, tymianek, pietruszka

– przyprawy: sól, kolorowy pieprz

Wszystkie warzywa pokroiłam na małe kawałki i umieściłam w naczyniu żaroodpornym (:)). Posypałam przyprawami, posiekanymi ziołami (oprócz bazylii, którą dorzuciłam pod sam koniec pieczenia), spryskałam oliwą i dobrze wymieszałam. Dodałam pokrojony w kostkę ser grecki. Na wierzchu rozłożyłam pomidory pokrojone w plastry i zasypałam mieszanką utartych serów.

Zapiekałam w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C. przez ok. 40 minut, ale czas zapiekania należy uzależnić od preferowanej miękkości warzyw:)