Posts tagged “Warszawa

nasze morze 2013

gdańsk2

Fakt, że trochę czasu już minęło od drugiej, wrześniowej części moich wakacji, ale niestety dopiero teraz udało mi się wygrzebać z uporządkowaniem i ocenzurowaniem zdjęć;)

Nie wiem nawet co mam napisać o tych paru dniach spędzonych w Gdańsku i Gdyni i w dodatku wczesną jesienią! Czekałam dwa lata, by znów zobaczyć moje ukochane morze, a jak już je ujrzałam, zachwyciło mnie tak, jak tylko ono potrafi. Gdyby nie to, że pobyt był krótki, a chciałam odwiedzić parę starych kątów, to stałabym całymi dniami na brzegu i wpatrywała się w ten szary i bury horyzont. Sztormowa pogoda tylko podsycała nostalgię, która zawsze towarzyszy mi na naszym wybrzeżu. Lepiej nie mogło być.

Pierwszy raz byłam nad morzem właściwie po sezonie. Brakowało mi tych przewalających się tabunów turystów, które wpisane są w znany mi nadmorski krajobraz i które niezmiernie uwielbiam (wiadomo – tłum, to moje środowisko:)), ale z drugiej strony znikające po kolei budki z pamiątkami i coraz rzadziej wyczuwalny zapach smażalni też miał pewien urok kończącego się lata. Na szczęście nie wszystkie mi pozamykali i przez cały pobyt jadłam flądrę (co zostało uwiecznione na jednym z poniższych fotosów – ja z charakterystycznym „dzióbkiem” i flądrą;)). Zmieniały się tylko dodatki.

Wracając zahaczyliśmy wraz z Gregorem o Warszawę, gdzie w towarzystwie Przyjaciół spędziliśmy równie owocne dwa dni:)

gdańsk1

gdańsk3 gdańsk4 gdańsk5 gdańsk6 gdańsk7 gdańsk8 gdańsk9 gdańsk10 gdańsk11 gdańsk12 gdańsk13 gdańsk14 gdańsk15 gdańsk16 gdańsk17 war


Good Food Fest 2012

W zeszły weekend na warszawskim Żoliborzu odbyła się premierowa edycja Good Food Fest. Jet to swego rodzaju połączenie targów żywnościowych i warsztatów kulinarnych. W ciekawie usytuowanym Forcie Sokolnickiego kupcy mieli okazję zaprezentować swoje regionalne, ekologiczne wyroby począwszy od serów, ryb, wędlin i wypieków, a na trunkach skończywszy. Fascynaci gotowania natomiast próbowali swych sił pod okiem zawodowców znanych z telewizji, wykonując specjały kuchni świata.

Mnie w udziale przypadło prowadzenie mikro warsztatów fotografii kulinarnej – było mi niezwykle miło, kiedy zgłosił się do mnie Organizator całego przedsięwzięcia z prośbą o opowiedzenie o tym jak fotografuję i obrabiam zdjęcia, pomimo że nie jestem ani trochę profesjonalnym fotografem. Warsztaty stały się świetną okazją do poznania Blogerów kulinarnych i wymienia się z nimi doświadczeniami i problemami, jakie napotykamy podczas naszej ‚pracy’. Sama wiele się nauczyłam:)

Na Good Food Fest udał się ze mną również G., gdyż razem otrzymaliśmy poważne zadanie zarejestrowania całego wydarzenia i przygotowania paru krótkich ‚filmów promocyjnych’. Zanim filmy będą złożone, zapewne nieco wody w Wiśle upłynie, ale mam nadzieję, że nam się uda pokazać ‚festiwal’ od jak najlepszej strony;)

Uwielbiam Warszawę, więc korzystam z każdej nadarzającej się okazji, by spędzić tam chociaż odrobinę czasu. Tym bardziej więc ucieszyłam się z tego wyjazdu. Wieczorem, po skończonej pracy ruszyliśmy z G. w miasto by poszlajać się po warszawskich przybytkach piwnych. A widok podświetlonego na fioletowo niknącego w gęstej mgle Pałacu Kultury zdecydowanie ubarwił i osłodził tę wyjątkowo zimną noc!


Warszawa 2011

Może niepoprawnie brzmi to w ustach krakuski, ale naprawdę lubię Warszawę i odżegnuję się od rzekomego konfliktu ideowego na linii Kraków-Warszawa. Oczywiście w Krakowie jest moje serce (co coraz mocniej uświadamia mi Brat;)), jednak zgiełk stolicy wypełniający uszy, szerokie ulice i nowoczesne wieżowce cieszące oczy również potrafią zauroczyć:)

Wybraliśmy się w trójkę, Gregor, Brat i ja. Wszystko było migiem, bo i czasu nie mieliśmy zbyt wiele, ale co mieliśmy zobaczyć, odfajkowaliśmy:) Mimo niesamowicie wietrznej pogody bawiliśmy się wyśmienicie, jeśli mogę wypowiedzieć się również w imieniu Pozostałych Członów Wycieczki;)

Stołowaliśmy się w restauracji ‚Portretowa’. Chłopaki jadły placki ziemniaczane iście ‚po węgiersku’, a ja delektowałam się wybornymi wręcz pierogami z leśnymi grzybami i kapustą:)


królewskie piwo w Warszawie

Dziś będę polecać i reklamować przewspaniały warszawski lokal –  restaurację i browar –  BrowArmia Królewska. Spędziliśmy tam miłe chwile przy wspominanych już wcześniej kartaczach oraz wybornym piwie:) Z warzonych w podziemiach lokalu paru rodzajów złotego trunku, skosztowaliśmy dwa: pszeniczne i pils.

PSZENICZNE, górna fermentacja, 11,7% wag. ekstraktu, ok. 4,8% obj. alkoholu

Specjalne piwo górnej fermentacji prowadzonej klasycznie w otwartych kadziach fermentacyjnych, warzone z bawarskiego słodu pszenicznego, pilzneńskiego słodu jęczmiennego i polskiego chmielu aromatycznego „Lubelski”. Bogate w białka zbóż, drożdże, wit. B. Bardziej niż przeciętnie nasycone dwutlenkiem węgla, bardziej też orzeźwiające i uznawane jako najskuteczniej gaszące pragnienie spośród wszystkich piw.

PILS, dolna fermentacja, 11,7% wag. ekstraktu, ok. 5,0% obj. alkoholu

Piwo świeże, niefiltrowane, niepasteryzowane, nie poddawane żadnym zabiegom mającym na celu wydłużenie czasu przydatności do spożycia. Naturalnie bogate w białka i garbniki (tak zresztą jak i wszystkie piwa Browarmii). Piwo dolnej fermentacji (lager), dłużej niż inne fermentowane w niskich temperaturach. Warzone na słodzie pilzneńskim z niewielkim dodatkiem karmelowego CaraPils. Mocno chmielone polskim chmielem: goryczkową „Marynka” oraz aromatycznym „Lubelskim”.

informacje zaczerpnięte z oficjalnej strony browaru


warszawskie kartacze

Nawał roboty spowodowany przez sesję na moich podyplomowych studiach sprawił, że ociągam się z kulinarnym sprawozdaniem z naszego preludium wakacyjnego…

Ale dziś wracam kubkami smakowymi do pysznych kartaczy z nadzieniem mięsno-kapuścianym, okraszonych sowicie przysmażoną cebulką i boczkiem spożywanych w stolicy:)

A co do mojego ubranka: niezniszczalne martensiory — sztruksy Nicole (ciuchownia) — spódnica (India Shop) — bluzka (ciuchownia) — maniorka Punk Terranova — szaliczek (sklep przy Długiej) — torbiszcze C&A