Posts tagged “skorzonera

skorzonera po polsku

skorzo

Skorzonery, jak w sumie wszystkich darów jesieni, wyczekuję z niecierpliwością. Nie wiem jak u Was, ale w Krakowie jest o nią bardzo trudno. Niby oferuje ją kilka stoisk na naszym Kleparzu, ale dobrze, jeśli faktycznie i namacalnie się pojawi. Wtedy rzucam się na nią niczym dziki zwierz i kupuję co najmniej trzy pęczki. A potem oddaję się wątpliwej przyjemności obierania wężymordu, by w następnej kolejności uwarzyć z niego zupę, dodać do pieczonego łososia, lub po prostu ugotować w słodko-słonej wodzie i podać z przyrumienioną bułką tartą.

To, co tu dziś prezentuję, to nawet nie przepis – to najprostszy sposób na skorzonerę, który zresztą już się tu kiedyś pojawił. Tym razem to pyszne, jesienne warzywo przygotowałam dla Magazynu Spring Plate, który gorąco polecam!

Skorzonera po polsku

pęczek skorzonery
4 łyżki masła
3 łyżki bułki tartej
pół pęczka posiekanej natki pietruszki

Skorzonerę szorujemy i cienko obieramy (wydziela ona lepki sok, który po pewnym czasie barwi ręce na czerwono, więc należy je szybko umyć po zakończeniu pracy, by zapobiec efektowi dłoni Wokulskiego;)). Obraną skorzonerę wrzucamy do wody zakwaszonej octem, by nie zmieniła koloru. Gotujemy ją natomiast w osolonym i posłodzonym wrzątku przez około 15 minut, aż będzie miękka.

Podajemy odcedzoną, polaną zrumienioną na maśle bułką tatrą i posypaną natką pietruszki.

skorzo2

Reklamy

krem ze skorzonery, ziemniaków i czosnku

Wiadomo, mam słabość do kremowych, gęstych zup. A zwłaszcza do zimowych, białych. Żeby jeszcze coś w nich pływało (coś smacznego, ma się rozumieć:)), jest idealnie. Tak przedstawia się geneza mojej zupy. Znów sprawa banalnie prosta, a przyjemna i kojąca w najwyższym stopniu. Nie mogłam się wczoraj powstrzymać od wyjadania jej prosto z garnka. A kiedy wieczorem, siedząc w moim ulubionym kącie, pod kocem, delektowałam się resztką, byłam prawie w raju.

Dziś natomiast porzucam wszelkie obowiązki i kiedy tylko skończę pisać, zarzucam marynarkę (moją ulubioną, w szkocką kratę;)) i wyruszam pławić się w jesieni. W Krakowie dziś bosko i rozdzierająco, dlatego z rozkoszą dam jesieni wyrwać sobie zarówno serce jak i trzewia w akcie melancholii:D

krem ze skorzonery, ziemniaków i czosnku

pęczek skorzonery
3 małe ziemniaki
3 (lub więcej;)) ząbki czosnku
2 łyżki kwaśnej śmietany
ok. 500 ml bulionu (zależnie od preferowanej gęstości zupy)
sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa, parę kropel oleju sezamowego

Obraną skorzonerę i ziemniaki pokroiłam na kawałki. Ugotowałam do miękkości w bulionie. Dodałam pokrojony drobno czosnek i śmietanę. Zblendowałam na gładką masę i doprawiłam. Na koniec pokropiłam oleje sezamowym.


skorzonera

Ostatnio pisałam, że Matczysko, które ma uszy i oczy szeroko otwarte, zakupiło mi na naszym krakowskim Kleparzu pęczek skorzonery (lub też wężymordu:D), który to (pęczek, nie Kleparz, chociaż…:)) wprawił mnie w ogromną radość, podsycaną tym, iż dawno nie miałam z nim (pęczkiem;)) przyjemności. Miałam co do niego (pęczka, nie Kleparza;)) wielkie plany, ale niestety, złamałam się i przygotowałam moją skorzonerę w sposób najbardziej klasyczny z klasycznych! Z podsmażoną na maśle bułką tartą. Cóż, mało na świecie rzeczy jest tak obłędnych, jak to najprostsze połączenie!