Posts tagged “ryba

pieczona dorada (chyba będzie na wigilii;))

dorada2

Tak, znowu ryba… Ale to na razie ostatnia. Obiecałam sobie przerwę aż do wigilii! A ta pieczona z cytrusami i cytrusową skórką dorada okazała się na tyle smaczna, że najprawdopodobniej zaliczy powtórkę właśnie na stole wigilijnym. Oczywiście będzie również karp. A w związku z tym przyszedł czas, żeby się przyznać, że karpia po raz pierwszy w życiu pokosztowałam dopiero przy okazji zeszłych Świąt. W mej Rodzinie, po tym jak moja chrzestna będąc pacholęciem, a było to we wczesnych latach sześćdziesiątych, zadławiła się była karpiową ością, co skończyło się dobrze, ale nie bez interwencji lekarskiej, ryba ta nie jest sugerowana niewprawionym w trudnym fachu oddzielania mięsa od plew. Dla tychże zawsze znalazł się jakiś filet, który nie stanowił zagrożenia dla przebiegu wigilijnej wieczerzy. Co roku siadając do stołu przed oczami staje mi jako żywa owa ość (a cieszę się, że nie w gardle) i cały animusz do zatopienia zęba w karpiu mnie jakby opuszcza. Ubiegłego roku jednak przemogłam się i nawet obyło się bez zbędnych emocji. Od tamtej pory ryba z ośćmi nie jest już dla mnie zaporą nie do pokonania, jednak czas jej jedzenia liczę w godzinach;) A do jakiego skupienia to człowieka zmusza, ile się przy tym upoci! Ale opłaca się!

dorada pieczona z cytrusami i masłem czosnkowym (dla 2 osób)

po jednej całej doradzie na osobę
pomarańcza (połowa)
cytryna
słodki grejpfrut (połowa)
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
2 łyżki masła
różowa sól, biały pieprz

Ryby umyłam, osuszyłam i nacięłam ich skórkę pod kątem w paru miejscach.

Starłam skórkę z połowy pomarańczy, cytryny i grejpfruta. Połączyłam z solą i pieprzem i tę mieszankę wtarłam w rybę od zewnątrz, zwłaszcza w nacięcia.

Sokiem z połowy cytryny skropiłam wnętrze ryby i również przyprawiłam. 2 łyżki soku z pomarańczy połączyłam z masłem i przeciśniętym przez praskę czosnkiem, doprawiłam. Wnętrze ryb wysmarowałam masłem oraz włożyłam doń po parę plasterków cytrusów.

Ryby piekłam w piekarniku z funkcją grillowania przez ok. 25 minut.

dorada1jpg

dorada4

dorada3

dorada5


smażone śledzie

śledź1

Do Krakowa zawitała zima, a ja zamiast wskakiwać w zaspy śniegu, robić ‚orły lub też jak kto woli ‚aniołki’, jako urodowa Królewna Śnieżka kontrastować, nomen omen, bajecznie z białym puchem, to nie. Znów jestem chora. Który to już raz w tym roku?! Tym razem jest mi tym mniej do śmiechu, że odjęło mi głos i to zupełnie. Co poniektórzy tę wiadomość przyjęli dość entuzjastycznie;) Jednak, jako że pracuję głosem, którego obecnie nie posiadam, zalegam w domostwie. Ale bynajmniej nie doskwiera mi nuda. Wręcz przeciwnie, nadganiam jak szalona, to co nadgonienia wymaga, a nazbierało się tego niemało.

śledź3

Zanim jeszcze mnie dościgło, przeżyłam ‚rybny tydzień’ (niedługo kolejna z cyklu – dorada;)). Do dziś, jak otwieram piekarnik wyczuwalne są jego reminiscencje… Ale doczyszczę piekarnik, jak ozdrowieję. Obiecuję. Śledź jest rybą dość ryzykowną, przez wzgląd na nieludzką (sic!) ilość ości. Jednak wart jest pomęczenia się z wywlekaniem owych, bo jego walor smakowy jest niezaprzeczalny.

śledź2

Na pierwszy raz wybrałam najprostszy, tak jak w przypadku niedawnej tołpygi, sposób przygotowania moich śledzi, ale rady zasięgnęłam u Smacznej Pyzy.

smażone śledzie

tuszki śledziowe
mąka pszenna
sok z cytryny
olej do smażenia
sól & pieprz

Śledzie umyłam i osuszyłam. Za radą Pyzy rozpłaszczyłam zewnętrzną stroną ku górze je na desce, uderzyłam parę razy w kręgosłup, a następnie go wytargałam;) Ryby skropiłam sokiem z cytryny od wewnątrz i od zewnątrz, również w ten sposób posypałam ją przyprawami. Obtoczyłam w mące i smażyłam na mocno rozgrzanym oleju na złoty kolor po parę minut z każdej strony.

śledź4

śledź6jpg

śledź5


tołpyga z duszoną rukolą

Jak dotąd z tołpygą nie miałam bezpośrednich relacji. Nasłuchałam się natomiast o niej przeróżnych okropieństw. A to, że niezdrowa, a to, że puszkowana za PRL-u zupełnie niejadalna (co wtedy było jadalne…), a to, że obca, nie nasza. Cóż, przyszedł moment, że mając za nic alarmujące przestrogi, podjęłam ryzyko. Nie wiem jakie walory (nie)zdrowotne wniosła ta ryba do mojej diety, ale swoim smakiem zdecydowanie mnie uwiodła.

smażona w mącznej panierce tołpyga z duszoną rukolą
(dla 2 osób)

2 filety z tołpygi
połowa cytryny
2 łyżki mąki pszennej
olej do smażenia
sól, czosnek granulowany, imbir, pieprz cytrynowy

250 g rukoli
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
1 łyżeczka masła
sól & pieprz

Umyte filety tołpygowe posypałam przyprawami, przykryłam plastrami cytryna i wstawiłam na godzinę do lodówki.

Po tym czasie ‚opanierowałam’, a raczej obsypałam rybę mąką i usmażyłam na niewielkiej ilości oleju po parę minut z każdej strony na złoty kolor.

Rozpuściłam na patelni masło, dodałam przyprawy, zmiażdżony czosnek oraz liście rukoli. Udusiłam.

Podałam wespół w zespół 😉


ziemniaczana kiszka, łosoś i szpinak

Ten obiad nie kosztował mnie wiele zachodu. Główną robotę wykonała ziemniaczana kiszka prosto z krakowskiej pracowni garmażeryjnej Pigi. Przyznam, że pierwszy raz z ową kichą miałam do czynienia, ale z pewnością nie ostatni. Matula zaopatrzyła mnie w dwa snadne kawałki, które do złudzenia przypominały pęta kiełbasy, jednak otoczka (jakoś nie mogę w tym kontekście słowa ‚jelito’…) wypełniona była gładko zgniecionymi i aromatycznie przyprawionymi ziemniakami z dodatkiem skwarków. Rzecz dość zaskakująca, jednak po pokrojeniu na plastry i obsmażeniu wprost wyborna!

Przyrumieniona kicha pasowała świetnie do pieczonego z solą, czerwonym pieprzem i trawą cytrynową dzwonka łososia i garści świeżego szpinaku.


ryba w sosie cytrynowym

Naszła mnie ogromna ochota na ‚kostkę rybną’. Taką, jak się dawniej jadało i jaką od dawna nie miałam okazji się delektować.

Taka kostka kojarzy mi się z wielkim (zwłaszcza jak na owe czasy) sklepem spożywczym, nazwijmy to supersamem – Halą Targową w Krakowie. Jest to miejsce jak najbardziej kultowe. Rzeczona właściwa Hala Targowa stoi na dość rozległym placu handlowym, zwanym zwyczajowo, albo nawet gwarowo ‚Pod Halą’. W tygodniu chadza się pod halę w celu nabycia świeżych warzyw i owoców, a weekendy przepoczwarza się ona w pchli targ, gdzie zarówno koneserzy, kolekcjonerzy, jak i zacni krakowscy pijaczkowie wyprzedają antyki, dzieła sztuki, książki lub też zupełnie niezabytkowe, a kto wie czy czasem nawet nie mocno wyeksploatowane maszynki do golenia, grzebienie, znajdzie się nawet pusta butelka po trunku w korzystnej cenie;) Ogólnie rzecz biorąc – pod halą można wyszperać prawdziwe cuda, a po trudach i znoju poszukiwań przy okazji zjeść pyszną kiełbaskę z grilla, chociaż ta najpyszniejsza jest w godzinach wieczornych, z tzw. niebieskiej nyski:)

Jako dziecko chodziłam tam z Rodzicami co niedziela. Lubiłam to, nie ma co. Do tej pory się to zdarza i wspomnienia wracają, a jak powszechnie wiadomo, jam potwornie sentymentalna:) No i właśnie w budynku Hali Targowej kupowało się tę kostkę rybną, z mintaja. I mrożone placki ziemniaczane. Ależ to były pyszności:) Mrożone placki niedawno konsumowałam, więc teraz zamarzyłam o kostce:)

Przygotowałam ją w bardzo orzeźwiającej, cytrynowej wersji:)

Skład:

– 4 mrożone kostki rybne (u mnie z mintaja)

– 200 ml kwaśnej śmietany

– 1 cytryna (sok i otarta skórka)

– 1 żółta cebula

– 1 (lub więcej;)) ząbków czosnku

– odrobina oleju rzepakowego

– przyprawy: sól, pieprz cytrynowy, curry, tymimianek, suszona natka pietruszki, lubczyk, słodka papryka, trawa cytrynowa

Cebulę drobno pokroiłam i przysmażyłam na złoto na odrobinie oleju rzepakowego. Dodałam śmietanę, sok i skórkę z cytryny, przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. Zagotowałam.

W naczyniu żaroodpornym umieściłam kostkę rybną, zalałam sosem i zapiekałam w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 st. przez ok. 25 minut.

P.S. A to śliczne naczynie do zpiekania dostałam w prezencie urodzinowym od Gregora:)


sola z pieczarkami i rozmarynową nutą

Przepis ten znam od mojej Ciotki Renki i nie wiem, czy nie jest to czasem mój ulubiony sposób przyrządzania ryby. A nadaje się każda biała ryba. Oprócz soli, przykrywałam pieczarkową pierzynką również pangę, flądrę, limandę, mintaja i morszczuka. A to dopiero preludium:)

Składniki (dla 2 osób):

– ok. 500 g filetów z białej ryby (u mnie tym razem z soli)

– ok. 300 g pieczarek

– 50 g masła (u mnie czosnkowe)

– 5 czubatych łyżek bułki tartej wymieszanych z 3 łyżkami tartego parmezanu

– sok wyciśnięty z połowy cytryny

– przyprawy:  gotowa ‚przyprawa do ryb’ lub sól, czarny pieprz, pieprz cytrynowy, odrobina rozmarynu, suszona natka pietruszki

Oczyszczone filety skropiłam sokiem z cytryny i oprószyłam przyprawami. Ułożyłam je w naczyniu żaroodpornym, zasypałam częścią bułki tartej z parmezanem i mniejszą częścią pokrojonego masła, a na wierzchu ułożyłam pokrojone w plastry pieczarki. Na pieczarkach położyłam równomiernie pozostałe masło pokrojone na małe kawałki, a całość posypałam resztą bułki tartej. Rybę zapiekałam 20 minut w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 st. Początkowo można piec rybę pod przykryciem (żeby była bardziej soczysta), ale w połowie czasu należy zdjąć przykrycie i dać szansę pieczarkom na przyrumienienie się:)