Posts tagged “pierogi

dim sum z kuskusem i krewetkami

dim-sum1

Wszelkie dim sumy wielbię bardzo. Wszelkie pierożki również. Odwiedzam nieraz miejsca specjalizujące się w nich w Krakowie, ale sama też robię w domu. Powodowana jedynie skromnością nie będę wspominać, że ja jestem głównym „uszkarzem” mojej rodziny i gdy przychodzą Święta, ochoczo zakasuję rękawy i działam. Aż pobiję rekord. Wtedy mogę spocząć.

Lubię zarabiać ciasto i obserwować jak z tych okruchów, którym z początku nie daję szans i wątpię, że uformują elastyczną kulę, jednak elastyczna kula powstaje. Lubię też mieszać mąki i redukować gluten. Nie, żeby mi coś był winien, ale tak dla eksperymentu. A i mądre głowy mówią, że przesada nie jest wskazana (ja tam nie byłabym taka pewna…). Wiedziona chyba dzikim szałem, otrzymałam tym razem miszung tego, co następuje: mąki pszennej, pszennej pełnoziarnistej i kokosowej. Wcale zacna rzecz!

pierożki dim sum z kuskusem i krewetkami

1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 szklanki mąki kokosowej
4 łyżki oleju kokosowego
ok. 3/4 szklanki wody (albo więcej)
1 łyżeczka soli himalajskiej

1 szklanka kuskusu namoczonego w bulionie
(najlepiej z pancerzy krewetek)
1oo g krewetek tygrysich
2 dymki
2 papryczki chili
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki chińskiej mieszanki 5 smaków
1 łyżeczka sosu rybnego
1 łyżka oleju kokosowego

Maki łączymy dodajemy sól oraz olej, robimy wgłębienie i powoli wlewamy wodę mieszając ją z mąką. Zagniatamy wyżej wspomnianą elastyczną kulę (kilkukrotnie tracąc nadzieję na powodzenie przedsięwzięcia). Przykrywamy ściereczką i odkładamy.

Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy. Wrzucamy poszatkowane chili i przeciśnięty przez praskę czosnek, a następnie krewetki pokrojone na mniejsze kawałki. Chwilę podsmażamy doprawiając sosem rybnym i mieszanką 5 smaków. Dodajemy kuskus i posiekaną dymkę. Dokładnie mieszamy i odstawiamy do przestygnięcia.

Ciasto wałkujemy cienko, wykrawamy kółeczka. Na środek każdego nakładamy farsz i sklejamy w sakiewkę.

Sakiewki parujemy przez około 10 minut.

dim-sum2


gigantyczne pielmieni z ośmiornicą

ośmiornica1

Ostatnie 10 miesięcy spędził w Polsce mój przyjaciel, tajwański Brazylijczyk – Wu. Dzielimy tę samą pasję – gotowanie i podążanie gdzie bądź za dobrym jedzeniem. Mama Wu jest restauratorką, więc pomimo że on sam kończy doktorat z zakresu metalurgii, kuchnię ma w genach i zdaje się, to jest jego powołanie (czekajcie na naszego food trucka! 😛 ). Teraz, po powrocie do Brazylii, otworzył sushi bar, dla którego miałam dziką przyjemność przygotowywać zdjęcia (a potem zajadać te pyszności, bo Wu to mistrz!) – relacja wkrótce 🙂

Przez te 10 miesięcy, gotowaliśmy więc jak szaleni, odwiedzaliśmy sklepy, targi, miejsca i kraje szukając produktów, przypraw i przepisów. Eksplorowaliśmy zaciekle cały Kraków pod względem kulinarnym, zwłaszcza street foodowym, żeby i tak lądować na jego ukochanym tatarze (jakkolwiek to brzmi ;)), w lokalu „za 8 zł” 😀

Wu nauczył mnie wszystkiego, co sam wie na temat sushi (robiliśmy co najmniej raz na tydzień. O, wspaniałe czasy!) i bbq, które jest w Brazylii wyniesione do rangi sztuki. Jadłam więc ze smakiem, nawet to o co bym siebie nie podejrzewała: kurze serca z czerwonym octem i szałwią, słodkie kości szpikowe i ryby wraz z ościami. Nic nie może się zmarnować!

Wu studiował kuchnię polską. Pokochał żurek do tego stopnia, że w szczytowym momencie kisił po 3 butelki tygodniowo. Masowo produkował ogórki małosolne i lepił ze mną pierogi.

Jednak naszą główną aktywnością było sushi. Wiedząc, że wraca do Brazylii, musiałam się nacieszyć jego mistrzowskimi wyrobami do wiwatu. Jejuniu, ileż mieliśmy radości ze wspólnego gotowania! Czekam już jak na szpilkach, aż znów odwiedzi mnie w listopadzie i wkroczy do mojej kuchni!

Ten długi wstęp był po to, aby wyjaśnić nieco moją nieobecność i poświadczyć, że absolutnie nie rzuciłam gotowania – wręcz przeciwnie, ale także dlatego, by usprawiedliwić obecność ośmiornicy w pielmieniach. Podyktowana była ośmiornicą (a jakże!), która została samotna w garnku, po tym jak Wu wyjechał, nie zdążywszy przerobić jej na sashimi. Nic innego, jak zrządzenie losu sprawiło, że miałam akurat w planach wypróbowanie pierogowego ciasta na bazie mąki kokosowej. No i bum! Połączenie szalone, ale godne naszych wcześniejszych eksperymentów. Ośmiornica nie pójdzie więc na niechybne stracenie, a co więcej – nie będzie zjedzona, ot tak, bez pomysłu, a przerobiona na fuzję Wschodu z jeszcze dalszym Wschodem – pielmieni na orientalną nutę!

ośmiornica2

Podane wyżej składniki, to mój farsz. Ośmiornica dusiła się godzinę pod przykryciem i w niewielkiej ilości wody z dodatkiem czosnku, skórki z limonki, anyżu, cynamonu, kuminu i szczypty soli himalajskiej.
Gotową i ostudzoną pokroiłam drobno. Tak samo cebulę, pieczarki, czosnek, chili i szczypiorek. Przesmażyłam wszystko na niewielkiej ilości oleju kokosowego. Doprawiłam olejem sezamowym i sosami: rybnym i sojowym, dodając nieco wywaru z gotowania ośmiornicy. Farsz wystudziłam.

ciasto:

1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka mąki gryczanej
woda
sól
4 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego

Z tych składników, nie bez walki, zagniotłam ciasto. Nieco się kruszy, więc trzeba kontrolować ilość wody i oleju kokosowego. Gotowe ciasto odłożyłam na pół godziny w pod ściereczką. Po tym czasie wałkowałam cienko, wycinałam koła, a na każde koło nakładałam nieco farszu i zlepiałam jak duże uszka. Próbowałam również małe, ale ciasto nie jest tak sprężyste jak pszenne, a farsz dość wilgotny, co zdecydowanie nie ułatwia sprawy.
Pielmieni gotowałam w dużej ilości osolonej wody, około 5 minut.
Podałam skropione olejem sezamowym, posypane posiekanym chili i natką kolendry z sosem sojowym do zamaczania.

ośmiornica3


pierogi z cebulą i makiem

cebula1

Ostatnie pierogi to te, które z całej serii dla Magazynu Spring Plate chyba najbardziej mi smakowały. Do przygotowania takiego farszu zainspirowały mnie tradycyjne lubelskie cebularze. Kto lubi cebulę i mak, ten nie będzie miał im nic do zarzucenia:) Na naszym stole w te Święta również wylądują, bo ja akurat jestem z tych, którzy nie mają im nic absolutnie do zarzucenia!

Ciasto na pierogi (około 90 sztuk)

1 kg mąki pszennej
2 łyżki oleju roślinnego
łyżeczka soli
ciepła woda – około półtorej szklanki, ale raczej należy jej ilość dozować „na wyczucie”

Z mąki usypujemy kopczyk, dosypujemy sól. W kopcu robimy wgłębienie, w które wlewamy olej oraz stopniowo wodę. Zagniatamy elastyczne ciasto regulując ilość wody i mąki. Wyrabiamy około 10 minut, aż będzie zupełnie gładkie. Gotowe ciasto przechowujemy owinięte szczelnie ściereczką.

Ciasto cienko rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy i za pomocą kieliszka wykrawamy z niego koła, w których będziemy zamykali farsz (po około łyżce), składając je na pół i zawijając dokładnie brzegi. Gotowe pierogi gotujemy w dużej ilości osolonego wrzątku. W zależności od rodzaju farszu przez 3-6 minut od momentu wypłynięcia na powierzchnię.

Świąteczne pierogi możemy podać z kwaśną śmietaną, podsmażoną na złoto cebulą, boczkiem lub skwarkami.

Farsz cebulowo-makowy

5-6 cebul
pół szklanki maku
1 łyżeczka octu balsamicznego
bułka tarta do zagęszczenia
2 łyżki cukru
sól, czarny pieprz, tymianek
olej do smażenia

Cebule kroimy w piórka i wrzucamy na rozgrzany olej. Doprawiamy solą, pieprzem, tymiankiem, cukrem i octem balsamicznym. Dorzucamy mak i dusimy, aż płyny się zredukują, a farsz się zagęści. Jeśli nadal jest zbyt luźny, możemy dosypać nieco bułki tartej. Po przestygnięciu farsz gotowy jest do napełniania nim pierogów.

cebula2


pierogi z żurawiną i serem camembert

żurawina3

Dziś kolejna pierogowa odsłona z serii dla Magazynu Spring Plate. Tym razem żurawina i ser pleśniowy. Ogromnie lubię to połączenie, a zamknięte w cieście również mnie nie zawiodło. Chociaż były to pierogi eksperymentalne, to pojawią się również na wigilijnym stole.

Rano wraz z Gregorem ubraliśmy choinkę. Małą i pachnącą. Lubię co roku mieć „choinkowy temat przewodni” i tym razem jest to klimat przaśny i ludowy. Czerwień i złoto, kokardki i ozdoby ze słomy, juta i drewniana skrzynia. O takiej choince marzyłam w te Święta i tak, jest idealna:) Teraz oglądam komedię romantyczną i piję bezalkoholowy grog, ale to tylko krótka chwila odpoczynku od pracowej i wigilijnej gorączki. Już za moment trzeba będzie znów być zwartym i gotowym. Ale nie dziś wieczór:)

Ciasto na pierogi (około 90 sztuk)

1 kg mąki pszennej
2 łyżki oleju roślinnego
łyżeczka soli
ciepła woda – około półtorej szklanki, ale raczej należy jej ilość dozować „na wyczucie”

Z mąki usypujemy kopczyk, dosypujemy sól. W kopcu robimy wgłębienie, w które wlewamy olej oraz stopniowo wodę. Zagniatamy elastyczne ciasto regulując ilość wody i mąki. Wyrabiamy około 10 minut, aż będzie zupełnie gładkie. Gotowe ciasto przechowujemy owinięte szczelnie ściereczką.

Ciasto cienko rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy i za pomocą kieliszka wykrawamy z niego koła, w których będziemy zamykali farsz (po około łyżce), składając je na pół i zawijając dokładnie brzegi. Gotowe pierogi gotujemy w dużej ilości osolonego wrzątku. W zależności od rodzaju farszu przez 3-6 minut od momentu wypłynięcia na powierzchnię.

Świąteczne pierogi możemy podać z kwaśną śmietaną, podsmażoną na złoto cebulą, boczkiem lub skwarkami.

Farsz z sera camembert i żurawiny

150 g sera camembert
szklanka żurawiny
sok z połowy limonki
4 łyżki cukru
sól, czarny pieprz

Żurawinę wrzucamy do rondla o grubym dnie, zasypujemy cukrem i dodajemy sok z limonki. Podgrzewamy, aż cukier się rozpuści, a żurawina puści nieco soku. Zmniejszamy ogień i redukujemy płyn – żurawina musi być dosyć gęsta (w razie potrzeby możemy zagęścić ją niewielką ilością skrobi ziemniaczanej rozpuszczonej w wodzie – utworzy nam się coś na kształt kisielu). Ser kroimy na drobne kawałki. Do każdego kółka z ciasta wkładamy po kawałku sera i po łyżeczce żurawiny.

żurawina1 żurawina2


pierogi z kapustą i grzybami

kapusta2

Dziś pojawił się nowy numer Magazynu Spring Plate w puchowej, świątecznej odsłonie. Kipi przepisami i zdjęciami pełnymi zimowego uroku wykonanymi przez super-zdolnych blogerów. Są też pomysły na dekoracje i upominki bożonarodzeniowe, jest coś do poczytania i dużo, dużo więcej. A najlepiej zajrzyjcie sami, bo magazyn wygląda wyjątkowo ładnie i „przytulnie”:)

Do tego wydania przygotowałam trzy rodzaje pierogów z bardziej lub mniej tradycyjnymi farszami, które mam nadzieję w najbliższych dniach opublikować również na blogu, wraz z dodatkowymi zdjęciami, które nie weszły do magazynu. Na pierwszy ogień idą pierogi bardzo standardowe, z nadzieniem z kapusty i grzybów, których nigdy nie może zabraknąć na naszej wigilii. W pełni zdaję sobie sprawę, że każdy przygotowuje je w swój własny sposób. Nawet mam poważne obawy przed podawaniem przepisu na ciasto, z którego korzystam, bo wiem, że każdy ma swój, ten jedyny i najlepszy. Pierogi, to jedno z tych dań, które robi się „po swojemu” i może tu kryje się nawet ich urok. Jeśli jednak Ktoś z Was miałby ochotę wypróbować takich „po mojemu”, to serdecznie zapraszam:)

W Krakowie natomiast śniegu ni hu hu, ale przynajmniej zimowe dekoracje w sklepach, jarmark świąteczny (byłam już z Bratem na „tradycyjnym kręconym ziemniaku”:)) i rozświetlony rynek przypominają, że Boże Narodzenie blisko:) Ostatnio wiele czasu spędziłam pracując przy zupełnie nie-świątecznych sesjach zdjęciowych, więc tym bardziej trudno mi wskoczyć w ten wyczekiwany i przecież TAK MAGICZNY świąteczny klimat! Dziś wreszcie wywiązałam się z wszelkich umów przewidzianych na ten rok, więc od jutra rozpoczynam wywlekanie ozdób choinkowych. A jak już kupimy z Gregorem drzewko i zacznie pachnieć, to nawet biały puch nie będzie konieczny, żeby poczuć atmosferę Bożego Narodzenia:)

Ciasto na pierogi (około 90 sztuk)

1 kg mąki pszennej
2 łyżki oleju roślinnego
łyżeczka soli
ciepła woda – około półtorej szklanki, ale raczej należy jej ilość dozować „na wyczucie”

Z mąki usypujemy kopczyk, dosypujemy sól. W kopcu robimy wgłębienie, w które wlewamy olej oraz stopniowo wodę. Zagniatamy elastyczne ciasto regulując ilość wody i mąki. Wyrabiamy około 10 minut, aż będzie zupełnie gładkie. Gotowe ciasto przechowujemy owinięte szczelnie ściereczką.

Ciasto cienko rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy i za pomocą kieliszka wykrawamy z niego koła, w których będziemy zamykali farsz (po około łyżce), składając je na pół i zawijając dokładnie brzegi. Gotowe pierogi gotujemy w dużej ilości osolonego wrzątku. W zależności od rodzaju farszu przez 3-6 minut od momentu wypłynięcia na powierzchnię.

Świąteczne pierogi możemy podać z kwaśną śmietaną, podsmażoną na złoto cebulą, boczkiem lub skwarkami.

Farsz z kapusty i grzybów

500 g kiszonej kapusty
30 g suszonych grzybów
2-3 cebule
sól, czarny pieprz
olej do smażenia

Grzyby namaczamy w wodzie zgodnie z opisem na opakowaniu. Odsączamy. Na patelni podsmażamy dokładnie odciśniętą, poszatkowaną kapustę, pokrojoną w piórka cebulę oraz drobno pokrojone grzyby. Doprawiamy i smażymy do momentu, kiedy odparuje jak najwięcej płynów, a masa stanie się gęsta. Kiedy przestygnie, nadaje się do faszerowania.

kapusta1


uszka dyniowe

U mnie nadal dynia i radość z tzw. „brzydkiej pogody”. Wczoraj jadąc przez rzadko uczęszczaną przeze mnie część Krakowa przyglądałam się budynkom i ludziom. Nagle uderzyła mnie niesamowita ilość opadłych liści na chodniku. Kiedy one zdążyły pokryć ulice żółto-czerwonym dywanem? Miałam dziką chęć wyskoczyć z autobusu na najbliższym przystanku i zanurzyć stopy w te żółte sterty, szurając najgłośniej jak się da:) Zmierzałam jednak w kierunku mego miejsca zatrudnienia, więc odbiłam to sobie później;)

Kiedy wróciłam do domu, czekały na mnie uszka z nadzieniem dyniowym, o których niedawno wspominałam. Zamrożone, bo zamrożone, ale zaświadczam, że chłodzenie ani o jotę nie zepsuło ich smaku.

Oryginalny przepis, który bardzo, ale to bardzo mi się spodobał tutaj🙂

Ciasto pierogowe każdy robi po swojemu, a większość przepisów jest zbliżona. Ja używam takiego, jak nauczyła mnie moja Babcia. Zagniatam mąkę tortową z jajkiem, niewielką ilością oleju, szczyptą soli i odpowiednią ilością ciepłej wody. Zdarzyło mi się jednak czynić ciasto bez jaja i również nie mogę wyrzec na jego temat złego słowa. Jednak to z jajem jawi się ponoć jako bardziej atrakcyjne kolorystycznie.

farsz dyniowy
(mnie wyszło ok. 25 uszek)

ok. 400 g dyni
1 cebula
4 (lub więcej;)) ząbki czosnku
100 g sera z zieloną pleśnią
garść uprażonych i potłuczonych orzechów włoskich
parę gałązek tymianku
1 łyżeczka oliwy z oliwek
sól & pieprz
1 łyżka masła
szałwia (ja miałam suszoną, więc użyłam suszonej:))

Dynię obrałam, usunęłam z niej „wnętrzności”, pokroiłam na cząstki, rozłożyłam na blaszce razem z ząbkami czosnku i tymiankiem, posypałam przyprawami, skropiłam oliwą i piekłam w średnio rozgrzanym piekarniku do miękkości.

Cebulę poszatkowałam i przysmażyłam na niewielkiej ilości oliwy.

Przestygnięta dynię z czosnkiem przemieliłam (można rozgnieść widelcem), dodałam cebulę, dodałam pokruszony ser pleśniowy i kawałki orzechów włoskich, doprawiłam.

Farszem nadziewałam ciasto i lepiłam w formę uszek, jak zaleca oryginalny przepis:)

Gotowałam 5 minut we wrzątku.

Odcedzone podałam z posolonym roztopionym masłem zaromatyzowanym szałwią.