Posts tagged “pho

phở bò

pho1

Jestem wielką fanką tak zwanego „chińczyka”, co w rzeczywistości jest ogólnie przyjętą potoczną nazwą lokali serwujących kuchnię wietnamsko-chińską. Jeśli tylko mają w ofercie phở bò, co niestety, nie wiedzieć czemu, nie jest standardem (przynajmniej w Krakowie), to rzucam się na tę zupę jak wścieknięta. Ubolewam, że nie jest stałym punktem w menu, bo to niemal wietnamska potrawa narodowa, a z pewnością duma tamtejszej kuchni.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykonać własną wersję. Zgódźmy się – oryginał to nie jest, ale namiastka może być bardzo udana. Ja, naturalnie, zawsze robię trochę inaczej, coś dorzucę, coś pominę. Przez pewien czas najmocniejszą stroną mojej zupy była „kupcza” pasta do phở bò, którą nabyłam w lecie w Hamburgu. Służyła mi wiernie i była wspaniała, chociaż to może wstydzior posiłkować się półproduktem. Jednak pasta ta zawierała jedynie naturalne składniki, a w jakoś tak mistrzowsko dobranych proporcjach, że miałam ochotę jeść ją łyżkami. No niestety, wyszła, co było nieuniknione. Więc teraz robię bulion sama.

wietnamska zupa phở bò

500 g wołowiny z kością
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego
1 łyżeczka cukru kokosowego
główka czosnku ze skórką
przepołowiona
1 cebula
4 cm imbiru
1 kawałek cynamonu
3 goździki
2 gwiazdki anyżu

500 g szerokiego makaronu ryżowego

parę listków mięty
parę listków kolendry
posiekany szczypiorek
pędy bambusa pokrojone na cienkie słupki
200 g chudej wołowiny pokrojonej w cienkie plasterki

Mięso wkładamy do garnka, dodajemy sos sojowy. Anyż, goździki i cynamon podprażamy na suchej patelni i dodajemy do garnka. Cebulę, czosnek i pokrojony na grube plastry imbir opalamy i również wkładamy do garnka. Zaczynamy gotować usuwając wszelkie szumy. Dodajemy sos rybny oraz cukier i gotujemy na małym ogniu przez 3 godziny, po czym przecedzamy, by uzyskać czysty wywar.

Makaron namaczamy w gorącej wodzie, zostawiamy na 5 minut i odcedzamy.

Do miseczek wkładamy makaron i po parę plasterków surowej wołowiny. Zalewamy bulionem, w którym mięso się ugotuje. Dodajemy miętę, kolendrę, szczypiorek oraz pędy bambusa.

Doprawiamy sosem sojowym (lub rybnym) oraz ewentualnie sokiem z limonki.

pho3 pho2


miso-phở ramen

ramen

Ramen, ramyun i wszelkie wariacje tej płynnej eksplozji smaków znajdują się na pewno w moim top 5 ulubionego jedzenia ever. Przeszłam wszystkie krakowskie ramenowe lokale, żeby pokosztować i zawsze jak przechodzę koło któregoś, to chociażbym nie wiem jak się spieszyła, muszę wstąpić na szybką zupę noodlową. Generalnie kocham zupy, zwłaszcza na bazie bulionu i żeby były ostre. Ramen spełnia wszystkie te założenia, a w dodatku ma pyszny makaron i tyle różnych aromatów, że nigdy, przenigdy nie mam dość! A i z wariantami można poszaleć, zwłaszcza kiedy robi się w domu. Z ortodoksyjną wersją ma to niewiele wspólnego, ale ja kieruję się głównie własnym smakiem – w końcu to ja to będę konsumować;)

Odkąd w sklepie z azjatycką żywnością nabyłam pastę phở, wszystkie moje rameny to tak po prawdzie miks miso i phở. Pokochałam tę pastę miłością żywą i gorejącą, a jej bogaty, anyżowy smak jest głęboko uzależniający. W jej skład wchodzi rzeczony anyż, cebula, czosnek, chili, kumin, imbir, cynamon, szalotka i olej sojowy. Jak dla mnie, lepiej być nie może!

Dziś, złożona chorobą, zrobiłam wersję najprostszą, bo na więcej kreatywności nie pozwoliła gorączka i noga z alergią (chociaż na dobrą sprawę nogą się nie gotuje;)). Podaję więc mój przepis, chociaż niczego nowego nim nie odkrywam.

Ramen (miso-phở)

400 ml bulionu krewetkowego
(zawsze go róbcie z pancerzy po zjedzonych krewetkach i zamrażajcie, jest boski!)
2 łyżki jasnej pasty miso (shiromiso 白味噌)
1 łyżka pasty phở
1/2 pęczka szczypiorku
1 łyżka wodorostów wakame
1/2 łyżki pasty tamaryndowej
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego
błyskawiczny makaron ramen

Podgrzewam bulion. Doprawiam sosem sojowym, rybnym, pastą z tamaryndową i pastą phở.
Wrzucam makaron, glony i szczypiorek i gotuję przez 5 minut.
Na sam koniec, kiedy już wyłączę zupę, dodaję pastę miso i dokładnie ją rozcieram.
Zwykle nie obejdę się bez krewetek, albo chociaż jajka na miękko, ale tym razem musiałam się obejść, gdyż i jedno i drugie wyszło;)