Posts tagged “naleśniki

kokosowo-gryczane pankejki

placuszki-kokosowe2

Eksperymentuję ostro z mąkami. Bardzo, bardzo kocham mąkę pszenną i gluten, ale tyle się mówi o tym, że wszelka przesada nie jest wskazana. Jedząc makaron pszenny co najmniej trzy razy w tygodniu (ma się rozumieć w ramenie, naturalnie:D), pomyślałam, że nie zaszkodzi więc do przygotowania innych mącznych dań spróbować zadrzeć z przeróżnymi mąkami, które zgromadziłam buszując po nowo otwartych w mojej okolicy delikatesach eko.

Jak już wyznałam, przeszedłszy na słodyczową stronę, znów raduje mnie dżem na śniadanie. Zwłaszcza teraz, na przełomie lata i jesieni, kiedy być może ostatni raz jem na balkonie ciesząc się jak dzika, że słońce jest znów nisko, a powietrze zaczyna pachnieć znaną mieszanką bólu i rozkoszy.

Na tę całą wczesnojesienną nostalgię usmażyłam sobie pankejkowe placuszki z mąki kokosowej i gryczanej. A zjadłam je z kwaśną śmietaną i jeszcze kwaśniejszym dżemem porzeczkowym (w końcu miało być na słodko:P). Przeżuwając kwaśne kęsy i popijając mate kontemplowałam spadające liście i zimne promienie słońca, starając się nie przekontemplować się na wylot, bo to wiadomo – można się zagalopować;)

Kokosowo-gryczane pankejki

1/2 szklanki mąki kokosowej
1/2 szklanki mąki gryczanej
1 jajko
3/4 szklanki mleka kokosowego
2 łyżki roztopionego oleju kokosowego
2 łyżki cukru kokosowego
2 łyżki posiekanych pistacji
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody
kwaśna śmietana
dżem porzeczkowy

W misce zmieszałam przesiane mąki. Dodałam sól, cukier, pistacje i sodę.

Jajko wymieszałam z mlekiem oraz olejem kokosowym, a następnie dodałam do suchych składników i dokładnie wymieszałam trzepaczką. Odstawiłam na 20 minut.

Na mocno rozgrzanej patelni smażyłam małe placuszki, na rumiano z obu stron.

Na kupkę gorących pankejków nałożyłam kleks kwaśnej śmietany i łyżkę dżemu porzeczkowego.

plauszki-kokosowe3 placuszki-kokosowe4 placuszki-kokosowe1

Reklamy

naleśniki z pieczonym schabem i serami

To, co w kuchni lubię szczególnie, to przygotowywanie czegoś z niczego. Chociaż w tym wypadku trudno powiedzieć, że z ‚niczego’. Niedawno Rodzice obchodzili Perłowe Gody i oprócz ceremonii kościelnej odbyła się również z tej okazji impreza dla najbliższej rodziny. A jak impra, to i bufet. No a potem góra ‚resztek’, które ja chętnie przygarnęłam i nie pozwoliłam się im zmarnować.

Został między innymi pyszny pieczony schab z morelami i wspaniałe sery pleśniowe, które wykorzystałam jako nadzienie pełnoziarnistych naleśników. Naleśniki dają tak wiele możliwości, a poza tym są cudownym opakowaniem na przeróżne resztki.

A o tym, jak cudowna jest tegoroczna jesień (na razie;)) nawet nie wspominam!

naleśniki z pieczonym schabem
i serami

4 naleśniki z pełnoziarnistej mąki

4 plastry pieczonego schabu

po kawałku serów (u mnie Chaussée aux Moines, Coulommiers i Beaufort )

czarne oliwki

jogurt naturalny zmieszany ze zgniecionym ząbkiem czosnku
(może być więcej niż jeden;))

pęczek szczypiorku

łyżeczka oliwy

Naleśniki posmarowałam sosem jogurtowo-czosnkowym, a następnie napełniłam pokrojonym w małe kawałki i podsmażonym na niewielkiej ilości oliwy schabem oraz pokrojonymi serami i oliwkami.

Wstawiłam naleśniki na parę minut pod rozgrzany grill tak, by sery się rozpuściły. Na koniec posypałam posiekanym szczypiorkiem.


naleśniki ‚ruskie’

Z tym niby to ‚ruskim’ nadzieniem, w którego skład, z grubsza, wchodzi: biały ser, ziemniaki i przypieczona cebula, to niezupełnie prawda. To nadzienie jest bowiem typowo polskie, tylko że kresowe. Poprzez zamieszanie ze zmianą granic utarło się, że ruskie. Co dziwne, przy całej naszej narodowej niechęci do ‚bratnich narodów’ zza wschodnich rubieży i wysoce pejoratywnym dla wielu krajanów wydźwiękiem samego słowa ‚ruski’, można zauważyć, że farsz ten, głównie w pierogach, cieszy się sporą popularnością wśród rodaków;) Po prostu jest smaczne i basta. A kto jest jego autorem, to sprawa drugorzędna:)

Ja do niedawna wręcz nie znosiłam smaku tej dziwnej mieszanki (ale ja naprawdę wielu rzeczy nie lubiłam, więc może to jednak nic osobistego;) zwłaszcza, że, abstrahując od polityki i zaszłości historycznych, do Rosjan nic nie mam, a wręcz przeciwnie:)). Jednak, jak już mi się zdarzyło z wieloma rzeczami, polubiłam, jak zrobiłam sama i po swojemu. Nie ma w takim  farszu nic odkrywczego, nawet trudno zrobić go jakoś ‚inaczej’, ale może kwestia doboru i ilości przypraw, albo stopnia wysmażenia cebulki staje się kluczowa?

Ruskie, to ruskie – żadne mecyje, ale za to z mocno naczosnkowanym szpinakiem:)

Składniki:

Naleśniki:

– 3/4 szklanki mąki (u mnie pszenna pełnoziarnista)

– szklanka mleka

– jajko (od szczęśliwej kurki)

– szczypta soli

– łużeczka oleju (rzepakowego)

Farsz:

– 150 g chudego sera białego

– 2 spore ziemniaki

– 3 cebule

– łyżka gęstej, kwaśnej śmietany

– łyżeczka oleju (rzepakowego)

– przyprawy: pieprz czarny, sól, estragon

Dodatkowo:

– 200 g mrożonego rozdrobnionego szpinaku

– 4 (lub więcej;)) ząbków czosnku

– 3 łyżki kwaśnej śmietany

– przyprawy: sól, czarny pieprz

Składniki na naleśnki dokładnie wymieszałam i odstawiłam na 15 min. Z ciasta smazyłam na teflonowej patelni naleśniki, z dwóch stron, na rumiano.

Obrane ziemniaki ugotowałam do miękkości. Cebulę drobno poszatkowałam i zrumieniłam na małej ilości oleju rzepakowego. Przestygnięte i rozgniecione ziemniaki i cebulę wymieszałam z białym serem, śmietaną i przyprawami na (w miarę;)) gładką masę.

Szpinak ugotowałam z dodatkiem śmietany, przeciśniętego przez praskę czosnku, śmietany i przypraw.

Na każdym naleśniku równomiernie rozprowadziłam po 1-2 łyżki farszu i zwijałam w rulony. Podałam razem z czosnkowym szpinakiem:)


‚pankejkowe’ placki z wiosennym twarożkiem

Moje Matczysko o tej zacnej porze roku, jaką przyszło nam się wreszcie rozkoszować, lubuje się w przyrządzaniu pysznych twarożków ze świeżymi warzywami prosto z naszego Kleparza. Biały serek, gęsta śmietana (albo w odchudzonej wersji – jogurt) i duuużo nowalijek w postaci rzodkiewki, cebuli i szczypiorku tworzą superpyszną, wiosenną kombinację:) Niedawno wśród wałówki od Rodzicielki znalazłam porcyjkę właśnie takiego twarożku. Powzięłam decyzję przeznaczenia go na jakiś ‚konkretny’ cel, zanim nastąpiłoby niechybne i nieuchronne wyjedzenie go w całości łyżką;) Stał się ‚omastą’  do grubych naleśników w guście pankejków (żeby nie powiedzieć, że to one były dlań tylko tłem:)).

Składniki:

– 1 szklanka mąki (u mnie żytnia pół na pół z pszenną pełnoziarnistą)

– 1 szklanka mleka

– ok. pół szklanki gazowanej wody mineralnej

– 1 jajko

–  pół łyżeczki proszku do pieczenia

– 1 czerwona cebula

– 10 dkg polędwicy drobiowej

– przyprawy: czarny pieprz, sól, tymianek

Mąkę z proszkiem do pieczenia, mleko, jajko, wodę połączyłam i dobrze wymieszałam. Odstawiłam na 30 min. Gdy ‚ciasto’ odstało, co mu się należało, wmieszałam weń poszatkowaną cebulę i pokrojoną w drobne kawałki polędwicę drobiową oraz przyprawy. Na rozgrzanej patelni teflonowej spryskanej lekko oliwą smażyłam dość grubiutkie, ale za to nie odznaczające się dużą średnicą placuszki. Po parę minut z obydwu stron. Zjedzone były z sałatą lodową i maminym pysznym twarożkiem:)


pełnoziarniste naleśniki z berlinkami i gęstym sosem śmietanowym

Rozmawiając dziś z Mateńką przez telefon, wyznałam, że nie mam jeszcze pomysłu na obiad. Rodzicielka właśnie przeglądała prasę kobiecą i w którymś z magazynów napatoczyła się na naleśniki z parówkami, dzieląc się ze mną oczywiście znaleziskiem. Jako parówkowy jawnożerca, którego jakoś nigdy nie odstręczały opowieści o rzekomych dodatkach smakowych w postaci sierści, oczu, kopyt i tym podobnych osobliwych ingrediencji użyczonych przez trzodę chlewną, ochoczo przystałam na pomysł:) No nie mogło być niedobre!:)

Składniki (dla 2 osób):

– 4 naleśniki z mąki razowej z kurkumą (mąka razowa, mleko, woda mineralna, jajko od szczęśliwej kurki, sól, kurkuma)

– 3 parówki (berlinki)

– 10 pieczarek

– 2 białe cebule

– 2 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– 150 g śmietany (12%)

– 100 g serka topionego (ementaler)

– łyżeczka oleju rzepakowego

– przyprawy: sól, biały pieprz, gałka muszkatołowa, suszona natka pietruszki

Na rozgrzanym oleju poddusiłam poszatkowaną cebulę i pokrojone w plastry pieczarki. Następnie dodałam śmietanę i serek topiony i gotowałam na małym ogniu aż wszystko przemieniło się w gęsty sos. Na oddzielnej patelni podsmażyłam pokrojone w krążki berlinki i dorzuciłam do sosu. Przyprawiłam czosnkiem, solą, białym pieprzem i świeżą gałką muszkatołową. Sosem polałam naleśniki, posypałam natką pietruszki i podałam z sałatą rzymską.


wytrawne naleśniki

W ostatni piątek nie mogłam pozbyć się wrażenia, że już jest sobota i cały czas nosiłam się z zamiarem przygotowania na obiad jakiegoś mięska. A kiedy uświadomiłam sobie wreszcie, że oto jednak nastał postny dzień, sytuacja (i zawartość lodówki) nie pozostawiła mi wyboru – naleśniki. Z warzywami.

Z przygotowanego wcześniej ciasta usmażyłam naleśniki, które wypełniłam następnie prostym farszem składającym się z posiekanych, podprażonych i przyprawionych solą i pieprzem pieczarek i cebuli. Oprócz tego nadzienia, w każdym ‚trójkąciku’ (a raczej ‚ćwiartce koła’;)) znalazła się łyżka sosu tatarskiego i plasterek ementalera. A do popitki (przynajmniej w moim wypadku, gdyż propaguję sierpniową abstynencję alkoholową), bezalkoholowy kwas chlebowy:)

P.S. U nas ostatnio ‚aktywnie’…;) Nabyliśmy dywan, spotkaliśmy się z moimi Kuzynkami i ich mężami, zakupiliśmy bilety pociągowe na nasz helski wyjazd, zakończyliśmy teoretyczny kurs przybliżający nas do posiadania prawa jazdy, a ja dodatkowo, podczas ‚honorowej rundy’ po mieście z Chrobotkiem, wyszperałam w moim ukochanym sklepie indyjskim śliczną czarno-złotą bluzkę oraz przewspaniałą spódnicę, na którą czekałam przez całe życie: jest długa, szeroka, falbaniasta, drapowana, warstwowa, z koronkowymi wstawkami, w kolorze, hmm… ‚ciałkowym’ i, co nader istotne, tworzy idealne wprost (w moim mniemaniu) połączenie z nieśmiertelnym elementem mojego wystroju, w postaci czarnych spodni:D Gdyby się przyjrzeć, to prawie wszystkie moje spódnice odznaczają się (sic!;)) podobnymi cechami, no może z wyłączeniem koloru, ale cieszę się z nowego nabytku:) Hyhy, to chyba najdłuższe zdanie jakie wygenerowałam;) A uczyli w szkole, żeby nie tworzyć takich tasiemcowatych bydlaków…


naczelniki

Letnie naleśnikowe jedzonko. Z wyborną konfiturą z wiśni. Domową, ale nie mojej produkcji;)

A w moim Rodzinnym Domu o naleśnikach mawia(ło) się właśnie ‚naczelniki’;)

Składniki:

– szklanka mleka 2% tłuszczu

– nieco gazowanej wody mineralnej

– mąka – najlepiej pełnoziarnista (taka ilość by ciasto uzyskało konsystencję śmietany)

– jajko

– łyżka oleju rzepakowego

– szczypta soli

Ze zmiksowanych składników utworzyło mi się ‚ciasto’. Cienkie naleśniki smażyłam z dwóch stron na teflonowej patelni bez dodatku tłuszczu.

Oprócz kwaskowej konfitury, była jeszcze ubita śmietana 30% tłuszczu z odrobiną cukru pudru oraz koktail maślankowo-truskawkowy:)

P.S. Muszę napisać o tym, że byłam ostatnio z mym  Bratem Antkiem w ZOO, gdyż było super-fajnie:) Fenki podbiły moje serce;) A wycieczkę tę zasponsorował właśnie Brat, z okazji moich niedawnych urodzin:)

Natomiast w miniony weekend uczestniczyliśmy w ceremonii ślubnej i weselichu Przyjaciół. Wiązało się to z wypadem do Nowego Targu i przednią zabawą, zwłaszcza że nasza stała ‚Grupa Imprezowa’  jak najbardziej dopisała:)

A będąc w pobliżu, udało nam się dodatkowo zwiedzić ruiny gotyckiego zamku w Czorsztynie🙂