Posts tagged “muffinki

fasolowe muffinki

Ostatnio tłucze mnie chęć na czekoladowe smaki. Jednak jako siłka-girl (już od 4 miesięcy 😉 ) nie pozwalam sobie na specjalną rozpustę. Ale takie małe oszustwo nawet trenerka zaakceptowała 😉 Kiedyś obiło mi się o uszy hasło „brownie z fasoli”. Przeczesałam więc internety, pokompilowałam i są! Zdrowe i niskokaloryczne!

fasolowe muffinki

1 puszka czerwonej fasoli
2 łyżki surowego kakao
2 łyżki oleju kokosowego
1 banan
1 jajko (opcjonalnie)
100 g stewii
szczypta soli

Zbendowałam razem czerwoną fasolę z bananem. Dodałam olej kokosowy, jajko, kakao, stewię i sól. Wymieszałam dokładnie.

Masą napełniłam formę do muffinek i piekłam w 180 stopniach przez 35, gdyż zależało mi na wilgotnym wnętrzu.


babeczki z greckim likierem

babeczki greckie1

Kraków tonie w mrzawce, a ja mam tyle do zrobienia, że zrobiłam sobie muffinki.

Połączenie białej czekolady i greckiego likieru na bazie ouzo, który przywieźli mi z wakacji Rodzice, może wydać się ryzykowne, ale alkoholu w babeczkach jest jak na lekarstwo – tak dla podkręcenia smaku. Mglisty, anyżowy aromat wódki jest ledwo wyczuwalny, ale daje przyjemne doznania. A w razie stwierdzonej niechęci do lukrecjowych woni, nic nie stoi na przeszkodzie, by zrezygnować z tego składnika.

Chciałabym uprawić tutaj dziś jeszcze nieco prywaty, a mianowicie zaprosić Was na wystawę Węgiel BOOM!, która zacznie się już w najbliższą sobotę w Katowicach. W ramach tego wydarzenia zostałam poproszona o poprowadzenie warsztatów fotografii kulinarnej (21.09.), więc jesli ktoś z Was mieszka w okolicy i ma ochotę podyskutować o zdjęciach jedzenia lub powymieniać się doświadczeniami – będzie mi bardzo miło się spotkać:)

babeczki greckie2 babeczki greckie3 babeczki greckie4


iście zimowe babeczki kokosowe

babeczki kokosowe1

To już staje się regułą. Im cieplej, tym bardziej zimowe wypieki wyłażą z mojego piekarnika. Przemożny wpływ na taki stan rzeczy ma również fakt, iż na pieczenie zwykle bierze mnie koło północy, kiedy dość trudno o czynny sklep warzywno-owocowy w promieniu co najmniej dziesięciu kilometrów po tej stronie Uralu. Zawsze na szczęście znajdzie się „na stanie” jakaś zaplątana i niekompletna paczka z wiórkami kokosowymi, która ma magiczną moc ratowania skóry w tak patowej sytuacji. Tym razem nie było inaczej i to jest właśnie geneza poczynienia tychże kokosowych babeczek.

Szkielet przepisu pochodzi z niezastąpionej Muffinkarni.

babeczki kokosowo-czekoladowe

100 g mąki pszennej
100 g mąki pszennej razowej
50 g masła
50 g oleju rzepakowego
tabliczka mlecznej czekolady
2 jajka
150 – 200 g brązowego cukru (w zależności jak słodkie babeczki lubimy)
200 ml mleka kokosowego
ok. 15 kopiatych łyżek wiórek kokosowych
5 łyżek tłuczonych orzechów arachidowych
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli

W jednym naczyniu ubiłam jajka z cukrem i solą. Następnie dodałam mleko, olej, rozpuszczone masło i rozpuszczoną czekoladę. Wszystko dokładnie wymieszałam i połączyłam z resztą suchych składników i ponownie wymieszałam. Powstałą masą napełniłam formę muffinkową i piekłam ciastka 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C.

Miałam pokusić się o polewę lub lukier, jednak poniechałam realizacji tego pomysłu. Raz, że nie znalazłam w czeluściach kuchennej szafki niczego, co mogłoby przypominać którąś z wyżej wymienionych rzeczy, a dwa, że były na tyle słodkie i dobre same w sobie, że nie wymagały żadnych dodatkowych tzw. szykanów:)

babeczki kokosowe3

babeczki kokosowe2a


zimowe muffinki czekoladowo-bananowe

muffinki zimowe1

Muffinki te powstały z potrzeby chwili i Bóg Jeden raczy wiedzieć jak to się stało, że wyszły takie dobre. Zawierają wszystko, co akurat było na stanie dnia pierwszego stycznia a na dobitkę w proporcjach ‚na oko’. Polewa, którą jest rozpuszczona gorzka czekolada przysporzyła mi niespodziewanych kłopotów, ale koniec końców, wyratowałam ją, a nawet zaromatyzowałam likierem bananowym. W dekorowaniu, jak widać, nie przoduję, ale lukrowe ozdoby, będące prezentem gwiazdkowym od Przyjaciółki same w sobie są śliczne i uważam, że skutecznie odwracają uwagę od mej dekoratorskiej indolencji.

W niedalekich planach mam jeszcze jakieś białe muffinki, a to dlatego, że chcę wykorzystać śliczną różową paterę i foremki, które dostałam od Matczyska:)

zimowe muffinki czekoladowo-bananowe
(proporcje orientacyjne)

2 szklanki mąki pszennej
2 jajka
1/2 szklanki mleka
1/2 szklanki likieru bananowego
1/4 szklanki jasnego rumu
3/4 szklanki oleju rzepakowego
szklanka brązowego cukru
banan
100 g gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao
łyżeczka proszku do pieczenia

W dużej misce połączyłam najpierw suche składniki, a następnie mokre. Dodałam rozgnieciony widelcem banan oraz połowę czekolady połamaną na drobne kawałki. Wymieszałam wszystko razem (masa powinna być ‚lejąca’).

Przełożyłam masę do silikonowej formy muffinkowej (wyszło mi 6 dużych) i piekłam 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C.

Kiedy ostygły zamoczyłam wierzch muffinów w reszcie czekolady rozpuszczonej z odrobiną likieru bananowego.

muffinki zimowe3

muffinki zimowe2


babeczki z owocami

Z popuchniętymi kostkami przerabiam jak szalona zbiory przywiezione niedawno z naszej Stróży. Aż się nie chce wierzyć w tę obfitość patrząc na uginający się pod ciężarem łowocu sad. Cały tragizm sytuacji polega na tym, że w naszej rodzinie nie ma komu zjadać tych wszystkich dżemów, konfitur i innych szeroko pojętych przetworów. Nie mogę pozbyć się z pamięci obrazu wywalonych na śmieci powideł śliwkowych mojej własnej produkcji, którą to w pocie czoła uskuteczniałam nie dalej jak trzy sezony temu. Większość owoców musimy zjadać na bieżąco, jeśli nie chcemy by podzieliły los nieszczęsnych węgierek;) Więc był już kompot jabłkowy z cynamonem i goździkami, była szarlotka, były racuszki i parę placków z owocami. Były też muffinki. Z borówkami i śliwkami:)

babeczki z owocami

1 szklanka mąki pszennej
pół szklanki mąki kasztanowej
3/4 szklanki miodu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
ok. pół szklanki oleju rzepakowego
ok. 200 g jogurtu naturalnego
2 jajka
owoce (u mnie borówki i śliwki węgierki)

W dużej misce zmieszałam oba rodzaje mąki i proszek do pieczenia. Dodałam jogurt, jajka, olej, miód. Składniki wymieszałam, aż się połączyły.

Dodałam owoce (ilość po uważaniu, ale nie za dużo, żeby babeczki nie nawilgły zanadto)

Przełożyłam masę do silikonowej foremki muffinkowej i piekłam ok. 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C.


czekoladowo-pomarańczowe muffiny z mąki żytniej i kasztanowej

Jak ostatnio często bywa w Krakowie, wieczorem padało. A my zamarzyliśmy o czymś słodkim. O ciepłym, puszystym cieście. Przejrzałam spiżarkową szafkę i postanowiłam upiec babeczki z tego, co znajdę ‚na stanie’. A znalazłam czekoladę ze skórką pomarańczową, resztkę mąki żytniej i nowe, jeszcze zamknięte opakowanie mąki kasztanowej, która już od dłuższego czasu czekała na swój wielki dzień, a którą podarowała mi kiedyś Żona Kuzyna. Z dna słoika wygrzebałam może z dwie łyżki miodu wrzosowego, a osobnickich jajek od szczęśliwych kur mieliśmy pod dostatkiem. Z czeluści półki, nie bez wysiłku, wydobyłam moje formy do muffinków, zastanymi składnikami udało mi się wypełnić po brzegi jedną ‚sześciostanowiskową’. Kiedy się piekły, zapachniało Świętami, chyba za sprawą aromatycznej nuty pomarańczy.

czekoladowo-pomarańczowe muffiny z mąki żytniej i kasztanowej

1 szklanka mąki żytniej
pół szklanki mąki kasztanowej
3/4 szklanki cukru muscovado (lub jak kto lubi)
2 kopiaste łyżki miodu (u mnie wrzosowy)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
ok. pół szklanki oleju rzepakowego (u mnie aromatyzowany skórką pomarańczową)
ok. 200 g jogurtu naturalnego
2 jajka (dałam jedno, bo było ogromne)
tabliczka czekolady (u mnie 150 g, pomarańczowa)

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej.

W dużej misce zmieszałam oba rodzaje mąki, sól, cukier, i proszek do pieczenia. Dodałam jogurt, jajko, olej, miód, przestudzoną czekoladę. Składniki wymieszałam, aż się połączyły.

Formę wyłożyłam papilotkami i przełożyłam do nich masę. Muffinki piekłam ok. 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180°C.

Przestudzone posypałam cukrem pudrem, chociaż kusiło mnie, żeby zamoczyć ich czubki w białej czekoladzie;) Smakowały wyjątkowo pysznie z gorzką herbatą i dżemem borówkowym.

PS. Babeczki piekły się nieco dłużej, niż takie z mąki pszennej. Ale nie jestem pewna czy odpowiedzialność za to ponosi faktycznie mąką, czy to, że po prostu robiłam dość duże porcje.

PPS. Muffinki z mąki żytniej nie rosną tak szaleńczo jak z mąki pszennej, stąd dość sporo proszku do pieczenia.


czekoladowe babeczki z borówkami

Wczoraj obchodziłam imieniny i z tej właśnie okazji upiekłam sobie czekoladowe babeczki z leśnymi borówkami. Powiedzieć, że są pyszne, rozpływające się w ustach i intensywnie czekoladowe, to wszystko mało! Są wilgotne, lekko gorzkawe (bo z gorzkiej czekolady – taką lubię!) i delikatnie kwaskowe dzięki borówkom, no mówiąc wprost: idealna harmonia smaku. Jak znalazł na imieninowy wieczór:)

P.S. Następnym razem dodam do nich czarne Frugo! Miałam nawet w lodówce jedno i kusiło mnie, żeby dolać go do babeczek, ale na razie muszę się nim nacieszyć w postaci czysto klasycznej,  wprost z klikającej butelki:)

Bo Frugo, to dla mnie kawał dzieciństwa i rzecz absolutnie kultowa i nie boję się tego słowa użyć! Zwłaszcza czarne! Jak pojawiło się po 10 latach nieobecności i pobiegłam do jednej z krakowskich restauracji,  która je zaczęła kolportować, to z pewnym strachem otwierałam butelkę… Ale jednak, ten sam zapach, który od razu się uniósł spod charakterystycznego kapsla przeteleportował mnie natychmiast do lata roku 1998, gdzie w Muszynie, koło przejazdu kolejowego siedziałam z Rodzinką w czasie wakacji,  ‚pod parasolkami’ i sączyłam ten czarny napój młodości:) A smak tylko wyostrzył wspomnienia:) Mój Brat, który w tamtym czasie był naprawdę malutki też utrzymuje, że ta nuta jest mu znana. Gregor również pamięta! A ja tak pamiętam, że hoho!

Składniki (na ok. 12 sztuk): (lekko zmodyfikowany przepis z bloga White Plate)

–  250 g mąki pszennej

– 2 łyżeczki proszku do pieczenia

– 200 g roztopionej gorzkiej czekolady (70%)

– 2 jajka

– 100 g cukru trzcinowego

– 200 ml jogurtu

– 100 ml gazowanej wody mineralnej

– 90 g roztopionego masła

– parę kropel esencji lub aromatu waniliowego (lub cukru wanilinowego)

– pół łyżeczki soli

– 150 g borówek

 Mąkę wymieszałam z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Dodałam roztopione czekoladę i masło, jogurt, jajka, wodę mineralną, aromat waniliowy. Składniki dobrze połączyłam, a następnie wrzuciłam do powstałej masy borówki i delikatnie wymieszałam.

Silikonową formę do babeczek wyłożyłam dodatkowo papierowymi foremkami (papilotkami) i przelałam ciasto.

Babeczki piekłam 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 st. C.:)