Posts tagged “makaron

pulpety z makaronem shirataki

No i cóż… wróciłam z Brazylii. Był płacz na lotnisku i histeryczne planowanie w wyobraźni kolejnej wizyty, by jakoś rozproszyć żal. Napiszę o Brazylii niebawem, kiedy odkopię się ze sterty zdjęć, których i tak nie jest tyle, ile mogło być. Wszyscy, jak jeden mąż, przestrzegali mnie przed targaniem ze sobą aparatu zawsze i wszędzie (jak to miałam w planach) w obawie przez bestialskim rabunkiem, który, jakoby, mógłby zaburzyć moją radość z pobytu. No to się zastosowałam. Trudna rada.

W Brazylii fotografowałam także przeboskie sushi do menu sushi-baru mojego przyjaciela Wu. Mam zamiar również tutaj podzielić się zdjęciami, bo te rolki, to prawdziwe cacuszka! Podczas 4-tygodniowego postoju w Porto Alegre jadłam je praktycznie codziennie! Jak teraz żyć?! 😛

Dziś prezentuję natomiast mój, przedwjazdowy jeszcze, makaron z pulpetami. Łaziły za mną i musiałam się w końcu poddać. Jak pewnie nieraz się już żaliłam na łamach mojego „słitaśnego blogaska”, mam wadę układu limfatycznego i dla zminimalizowania efektów tejże, powinnam mięso ograniczyć do minimum, co czasem idzie jak po grudzie, ale teraz mam tak zwane „mocne postanowienie” – z wyłączeniem zjedzenia mięsa żubra w Białowieży, do której wybieram się na majówkę 😀

makaron shirataki z pulpetami 

1 opakowanie makaronu shirataki
2 szalotki
1 pęczek dymki
kilka listków kolendry
10 pieczarek
4 cm korzenia imbiru
300 g mielonego indyka
białko jednego jajka
3 ząbki czosnku
4 łyżki sosu sojowego
1 łyżka sosu ostrygowego
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 łyżeczka octu ryżowego
1 łyżeczka oleju kokosowego
biały pieprz i przyprawa 5 smaków

Zrobiłam pulpety: mięso wymieszałam z 1 łyżką sosu sojowego, sosem ostrygowym, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, białym pieprzem, przyprawą 5 smaków, paroma łyżkami posiekanej dymki i białkiem jajka. Dobrze wyrobiłam dłońmi i uformowałam kuleczki.

W woku rozgrzałam olej kokosowy, wrzuciłam pokrojoną drobno szalotkę i imbir a następnie zrumieniłam na nim kuleczki. Dodałam pokrojone w plastry pieczarki oraz sos sojowy, olej sezamowy, ocet ryżowy i biały pieprz. Można podlać niedużą ilością wody. Przykryłam i dusiłam 10 minut. Posypałam kolendrą i dymką. Podałam z przelanym gorącą wodą makaronem shirataki.


ramen na bulionie z perliczki

makaronik3

Niedawno trafiłam w moim okolicznym sklepie na porcję rosołową z perliczki. Nie trzeba było mnie namawiać, by wylądowała w moim koszyku. Wyposażona w takie działo, już wiedziałam, że będzie ramen. Pognałam więc pomiędzy półkami, by do porcji rosołowej dołączyła kapusta pekińska, kolendra i rzodkiewka. Tak też się stało, a ja wracałam do domu już z głową w chmurach, a raczej garach, myśląc o tym jak gorący i aromatyczny ramen błogo rozlewa się po moich trzewiach.

ramen na bulionie z perliczki

porcja rosołowa z perliczki
1 cebula
1 marchewka
2 pietruszki
5 cm imbiru
6 ząbków czosnku
2 papryczki chili
gwiazdka anyżu
5 goździków
1 kawałek cynamonu
2 łyżki jasnego sosu sojowego
1 łyżka soli
1 łyżeczka cukru kokosowego
woda

suszony makaron alkaliczny

jajko ugotowane na półtwardo
garść wodorostów wakame
4 liście kapusty pekińskiej
pęczek rzodkiewki
pęczek kolendry

Perliczkę wsadziłam do garnka i zalałam wodą. Gotowałam, aż zaczęły pojawiać się szumy, które zdjęłam.

Dodałam marchewkę, pietruszkę, chili, imbir oraz przypaloną na piecu cebulę i czosnek.

Podprażyłam cynamon, goździki i anyż na suchej patelni i również dodałam do garnka.

Doprawiłam solą, cukrem i sosem sojowym i gotowałam na małym ogniu przez 4 godziny. Przecedziłam.

Glony zalałam zimną wodą, a kiedy napęczniały – odcedziłam. Wrzątkiem zalałam makaron i gotowałam przez 5 minut, – również odcedziłam, kapustę pekińską poszatkowałam i zblanszowałam.

Rzodkiew poszatkowałam, przygotowałam listki kolendry.

Do miseczki (miseczek) włożyłam porcję makaronu, zalałam bulionem. Dodałam listki kolendry, rzodkiewkę, kapustę pekińską, glony wakame i połówkę jajka.

makaronik6 makaronik5 makaronik2 makaronik1 makaronik4


tom-kha ramen

tom-kha1

Dawno nie było żadnej zupy;)

Trudno mi przeżyć jesień bez zup. W sumie rozważam poważnie od jakiegoś czasu wprowadzenie ich do menu śniadaniowego (zwłaszcza, że moje przypada zwykle na 13 po południu;)). Błyskawiczne i grzejące miso jawi mi się jako cud natury w te trudne dni, kiedy nie chce się podnieść powiek, a co dopiero siebie z łóżka.

Tak, zupy rządzą! Jak dla mnie, naturalnie najpyszniejsze z makaronem. Dlatego dzisiejsza zupa, chociaż inspirowana tajską tom-kha gai (วิธีทำ ต้มข่าไก่), zjedzona została przeze mnie ze słuszną porcją pszennego, ramenowego makaronu. Oprócz tradycyjnie występujących w tej potrawie przypraw, mleczka kokosowego (którego nie widać) i kurczaka (którego też nie widać, bo jest ukryty w pierożkach), do zupy poleciały jeszcze krewetki, wakame, czarny sezam i dymka. Co tu ukrywać, mimo że nawiązanie do oryginału dosyć luźne, ja byłam tym miksem aromatów nie tyle usatysfakcjonowana, co zauroczona:)

tom-kha ramen

500 ml bulionu drobiowego
4 łyżki mleczka kokosowego
4-5 krewetek tiger
3 cm galangalu
1/2 łyżeczki suszonych płatków chili
1 trawa cytrynowa
3 listki limonki Kaffir
1 łyżka sosu rybnego
1 „zawiniątko” makaronu pszennego
1/2 łyżki oleju kokosowego
1/2 pęczka posiekanej dymki
parę glonów wakame
1/2 łyżeczki czarnego sezamu
4-5 pierożków
(przygotowanych z ciasta pszennego zabarwionego kurkumą. Nadzieniem jest mielone mięso drobiowe doprawione białym pieprzem, sosem rybnym i poszatkowaną cebulką)

W woku rozgrzałam olej kokosowy. Dodałam utarty galangal, zmiażdżoną i drobno pokrojoną trawę cytrynową oraz chili. Podsmażyłam. Zalałam gorącym bulionem drobiowym. Dorzuciłam listki limonki Kaffir oraz sos rybny. Następnie dolałam mleczko kokosowe. Dorzuciłam makaron oraz pierożki. Gotowałam około 4 minuty, a następnie dorzuciłam świeże krewetki i glony wakame. Gotowałam kolejne 4 minuty.

Zupę podałam posypaną dymką oraz czarnym sezamem.

tom-kha2


miso-phở ramen

ramen

Ramen, ramyun i wszelkie wariacje tej płynnej eksplozji smaków znajdują się na pewno w moim top 5 ulubionego jedzenia ever. Przeszłam wszystkie krakowskie ramenowe lokale, żeby pokosztować i zawsze jak przechodzę koło któregoś, to chociażbym nie wiem jak się spieszyła, muszę wstąpić na szybką zupę noodlową. Generalnie kocham zupy, zwłaszcza na bazie bulionu i żeby były ostre. Ramen spełnia wszystkie te założenia, a w dodatku ma pyszny makaron i tyle różnych aromatów, że nigdy, przenigdy nie mam dość! A i z wariantami można poszaleć, zwłaszcza kiedy robi się w domu. Z ortodoksyjną wersją ma to niewiele wspólnego, ale ja kieruję się głównie własnym smakiem – w końcu to ja to będę konsumować;)

Odkąd w sklepie z azjatycką żywnością nabyłam pastę phở, wszystkie moje rameny to tak po prawdzie miks miso i phở. Pokochałam tę pastę miłością żywą i gorejącą, a jej bogaty, anyżowy smak jest głęboko uzależniający. W jej skład wchodzi rzeczony anyż, cebula, czosnek, chili, kumin, imbir, cynamon, szalotka i olej sojowy. Jak dla mnie, lepiej być nie może!

Dziś, złożona chorobą, zrobiłam wersję najprostszą, bo na więcej kreatywności nie pozwoliła gorączka i noga z alergią (chociaż na dobrą sprawę nogą się nie gotuje;)). Podaję więc mój przepis, chociaż niczego nowego nim nie odkrywam.

Ramen (miso-phở)

400 ml bulionu krewetkowego
(zawsze go róbcie z pancerzy po zjedzonych krewetkach i zamrażajcie, jest boski!)
2 łyżki jasnej pasty miso (shiromiso 白味噌)
1 łyżka pasty phở
1/2 pęczka szczypiorku
1 łyżka wodorostów wakame
1/2 łyżki pasty tamaryndowej
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego
błyskawiczny makaron ramen

Podgrzewam bulion. Doprawiam sosem sojowym, rybnym, pastą z tamaryndową i pastą phở.
Wrzucam makaron, glony i szczypiorek i gotuję przez 5 minut.
Na sam koniec, kiedy już wyłączę zupę, dodaję pastę miso i dokładnie ją rozcieram.
Zwykle nie obejdę się bez krewetek, albo chociaż jajka na miękko, ale tym razem musiałam się obejść, gdyż i jedno i drugie wyszło;)


domowy makaron pappardelle z sosem śmietanowo-kurkowym i boczkiem

kurki6

Grzyby powoli się kończą, więc trzeba się jeszcze nacieszyć. I chociaż wolę maślaki lub podgrzybki, w każdym razie grzyby z tym charakterystycznym klejem, to i kurką nie pogardzę. To, co dziś prezentuję, to klasyka gatunku i bardzo naturalne połączenie. Raczej mało zaskakujące, ale równie mało wysiłku wymagające. Za to wyjątkowo smaczne:)

Przepis pojawił się już w Magazynie Spring Plate, dlatego nie mogło go zaraknąć i tutaj:)

 

Domowy makaron pappardelle z sosem śmietanowo-kurkowym i boczkiem

Makaron

200 g mąki
2 żółtka
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka soli
ciepła woda

Przesiewamy mąkę na stolnicę, solimy i układamy ją w kopiec. Na środku robimy wgłębienie, do którego wlewamy żółtka, oliwę i wodę. Zagniatamy sprężyste ciasto dodając wodę lub mąkę, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Przykrywamy ściereczką i odkładamy na około 20 minut. Po upływie tego czasu posypujemy stolnicę mąką i rozwałkowujemy ciasto bardzo cienko. Kroimy na grube paski. W tym celu można wcześniej zrolować mocno posypane mąką ciasto. Makaron gotujemy w dużej ilości wrzącej, osolonej wody przez 2-3 minuty, w zależności od grubości ciasta.

Sos

30 dkg kurek
10 dkg wędzonego boczku
1 cebula
200 ml śmietany 18%
1 łyżka masła + 1 łyżka mąki na zasmażkę
sól, czarny pieprz
posiekana natka pietruszki

Boczek i cebulę kroimy w drobną kostkę, a grzyby na kawałki. Mniejsze sztuki możemy zostawić w całości. Boczek wrzucamy na mocno rozgrzaną patelnię i czekamy, aż wytopi się z niego tłuszcz. Wtedy dodajemy cebulę i pozwalamy się jej przysmażyć. Następnie dokładamy kurki. Przyprawiamy, dokładnie mieszamy i dusimy pod przykryciem (można dodać odrobinę wody). Gdy grzyby się ugotują, dodajemy śmietanę, jeszcze raz mieszamy i podgrzewamy na dużym ogniu, by sos się zredukował. Jeśli sos okaże się zbyt rzadki, możemy zagęścić go zasmażką przygotowaną z 1 łyżki masła połączonej z 1 łyżką mąki.

Odcedzony makaron podajemy z sosem i posypujemy posiekaną natką pietruszki.

kurki3 kurki4 kurki2


kryzysowe jadło

Panuje tu ostatnio zastój kulinarny, który spowodowany jest moją trwającą sesją i pisaniem pracy dyplomowej, z czego już się byłam spowiadałam niedawno. Niestety, siłą faktu, mało gotuję i ograniczam się tylko do potraw ze słoika, lub takich, których przygotowanie wymaga zmieszania kilku składników i ugotowania makaronu. Odmroziłam też fasolkę po bretońsku od Babci i maminy bigos. Ale na szczęście lubię takie proste jedzenie i absolutnie nie przeszkadza mi, że przez trzy dni pod rząd kuchnia wydaje tylko spaghetti z czosnkiem, szpinakiem lub pesto, albo ziemniaki zapiekane z cebulą i kiełbasą. Zalicza się to do jadła kryzysowego, bo powstaje na szybko, z zastanych składników, bez kombinowania i zastanawiania się. Wszystko, co jest, do gara i już za chwilę można się raczyć! Może nie, jak to mówią, „po pańsku”, ale mimo to smacznie:)


spaghetti aglio, olio e peperoncino – klasyka

Weekend za mną. Uszłam, ale to było raptem preludium do marcowych wyzwań. Szczęście, że część z nich wiąże się z przygotowywaniem jadła imprezowego, a takie obowiązki są mi miłe. Po głowie kołacze mi się kulebiak z ciasta francuskiego z łososiem i szpinakiem podawany z kwaśną śmietaną, ciasto czekoladowe, lub puszysta karpatka. Mama pewnie też zaskoczy nas jakimiś pysznościami i pięknym stołem – jeśli chodzi o przystrajanie stołu, Mama pozostaje dla mnie niedoścignionym wzorem:)

Kraków ciągle spowity mgłą i tylko wiatry hulają po mokrych ulicach. Nie chce się nawet wychodzić z domu. Trzeba znów przejrzeć zapasy, albo uraczyć się klasyką. Czymś, co kocham od dziecka. Parę najprostszych składników, a ja szaleję z radości:)

spaghetti aglio, olio e peperoncino

500 g makaronu spaghetti (o dowolnej grubości, jak kto lubi:))

główka (albo więcej;)) czosnku

parę łyżek oliwy z oliwek (u mnie aromatyzowana rozmarynem i jałowcem)

papryczki peperoncino (albo inne ostre)

sól, świeżo zmielony kolorowy pieprz, suszona natka pietruszki

Makaron ugotowałam al dente w dużej ilości dobrze osolonej wody.

Obrany czosnek drobno posiekałam, papryczki pokroiłam na kawałki. Rozgrzałam oliwę, dodałam czosnek, papryczki i przyprawy, poddusiłam, alby oliwa przejęła aromaty. ‚Sosem’ polałam makaron, wierzch posypałam suszoną natką pietruszki.


domowe pappardelle z podgrzybkami

Teraz, w jesieni często mnie tak wieczorem najdzie, żeby zjeść coś pysznego, domowego i ciepłego. A wieczór, to moja ulubiona pora na gotowanie. Przypomniawszy sobie, że od dawna nosiłam się z zamiarem zrobienia makaronu, stwierdziłam, że to jest właśnie ta chwila, kiedy przejdę od zamiarów do czynów. I tak stałam się dozgonną wielbicielką swojego własnego wyrobu, który może nieco szumnie i na wyrost nazywam makaronem, ale jak mówi stare porzekadło: każdy ma taki makaron, na jaki sobie zasłużył;) A miłość moja stała się jeszcze bardziej żywa i gorejąca, gdy ów makaron spożyłam ze świeżymi podgrzybkami zaprawionymi kwaśną śmietaną…

domowe pappardelle
(ilość składników zależnie od preferencji) 

mąka pszenna (u mnie pół na pół razowa i zwykła)

woda

jajko

odrobina oliwy

sól, kurkuma

 Z mąki, wody, jajka, oliwy, soli i kurkumy zagniotłam ciasto. Ilość składników dobrałam tak, by ciasto było sprężyste, ale nie za miękkie. Gotowe ciasto rozwałkowałam cienko, posypałam mąką, zwinęłam w rulon i pokroiłam na dość grube paski, które po rozwinięciu posypałam mąką ponownie, by zabezpieczyć je przed sklejeniem się. Makaron należałoby podsuszyć, ja jednak z braku cierpliwości ugotowałam mój od razu w dużej ilości osolonej wody (ok. 5 minut).

sos z podgrzybków

40 dkg podgrzybków

3 cebule

200 ml kwaśnej śmietany

oliwa

sól, pieprz, rozmaryn, cząber

Cebulę pokroiłam w piórka, oczyszczone grzyby w plastry i razem dusiłam na niewielkiej ilości oliwy, dodając nieco wody. Na koniec sos przyprawiłam i zabieliłam kwaśną śmietaną. Z domowym pappardelle – wyborne!


łososiowe taglioline z sosem serowym, brokułami i migdałami

Ehhh… ja już myślami jestem nad morzem. Ale czeka mnie jeszcze przed tym wyjazd do Warszawy, na myśl o którym równie intensywnie się cieszę, tym bardziej, że wybieram się tam z Gregorem i Bratem Antkiem:)

Tymczasem coraz bardziej szalejące gałęzie za oknem chyba zwiastują ulewę, a ja zajadam makaron z gęstym sosem, na który pomysł podrzucił mi stary, dobry Knorr. Fix Knorr;)

Składniki (dla 2, 3 osób):

– ok. 300 g makaronu (u mnie łososiowe taglioline)

– 250 g gęstej śmietany 18% tłuszczu

– po ok. 100 g utartych lub rozdrobnionych serów: mozarella, lazur, bursztyn, ementaler

– 4 brokułowe różyczki

– 2 szalotki

– ok. 100 ml wody

– 2 łyżeczki płatków migdałowych

– łyżeczka oleju rzepakowego

– przyprawy: sól, kolorowy pieprz, czosnek granulowany, suszona natka pietruszki

Makaron ugotowałam al dente w dużej ilości osolonej wody.

Na niewielkiej ilości oleju podsmażyłam posiekaną szalotkę. Ugotowałam i rozdrobniłam różyczki brokułowe.

Śmietanę zmieszałam z wodą i startymi serami, zagotowałam aż sery się rozpuściły i powstał sos. Dodałam szalotkę, brokuły i przyprawy.

Makaron polałam sosem i posypałam płatkami migdałowymi oraz suszoną natką pietruszki.


świderki z sosem ze świeżych pomidorów i marynowanej piri piri

Rodziciele przed wyruszeniem w wakacyjną podróż przetransportowali do mnie całą zawartość swej lodówki, w obawie przed zepsuciem się produktów do czasu ich powrotu… 2 kg pomidorów, 2 kg żółtej fasolki szparagowej, 3 pęta kiełbachy i tak dalej, i tak dalej;) Nie żebym narzekała, ale musiałam się nieźle namachać, żeby i u mnie te dobrości nie zdążyły się zmarnować:)

Zarówno zupa, jak i sos ze świeżych pomidorów nie mają sobie równych, a jako, że siłą faktu miałam ich sporo na stanie, postanowiłam przygotować pyszną, zdrową i wakacyjną omastę do makaronu. Dla podrasowania smaku, w sosie wylądowała marynowana papryczka piri piri i nieco ostrej pasty paprykowej prosto z Węgier. A w wersji dla mięsożerców – berlinki:) Jedzenie bardzo proste, niewymagające, a za to kolorowe i, hmmm… optymistyczne.

I chciałam, jak co roku wywnętrzyć się tu i poinformować, że z dniem dzisiejszym rozpoczęłam doroczny miesiąc trzeźwości… Więc do 01.09. zero alkoholu! Psychika zapewne gorzej to zniesie, za to wątroba być może nawet podziękuje. Ale to są efekty uboczne – w tym wypadku liczy się idea.

A tak w ogóle, dla mnie dzisiaj zaczyna się jesień:):) Sierpień już pachnie jesienią, cienie się wydłużają i słońce, jeżeli jest, to jest inne, nostalgiczne. Zaczyna być słodko-gorzko i wszystko zmierza do jesieni:)

Składniki:

– makaron fusilli (świderki)

– 4 dorodne pomidory

– 1 mała czerwona papryka

– 2 marynowane papryczki piri piri (lub według upodobań)

– 2 białe cebule

– 2 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– 2 parówki berlinki

– łyżeczka ostrej pasty paprykowej

– utarty ser ementaler (lub inny) do posypania

– łyżka oliwy z oliwek

– przyprawy: sól, pieprz, suszona bazylia, oregano, pietruszka

Makaron ugotowałam al dente w dużej ilości osolonej wody.

Na niewielkiej ilości oliwy poddusiłam poszatkowaną cebulę i czosnek. Dodałam sparzone, obrane ze skórki i pokrojone w kostkę pomidory. Dodałam również pokrojoną paprykę i piri piri. Doprawiłam solą, pieprzem i pastą paprykową. Gdy warzywa były miękkie, całość zblendowałam. Dodałam pokrojone w krążki berlinki.

Makaron polałam sosem, posypałam suszonymi ziołami i utartym serem:)


tagliatelle z łososiem i porami

Wiosenne i idealne połączenie. Zważywszy na to, że zarówno łososia, jak i pory mogłabym jeść codziennie i o każdej, nomen omen, porze;) Nie inaczej jeśli idzie o makaron. Poza tym, lubię to ciekawe połączenie kolorystyczne. Dlatego, bez większych wstępów i zapowiedzi przechodzę do konkretów:)

Składniki (dla 2 osób):

– ok. 250 g makaronu (tagliatelle lub wstążek)

– 150 g wędzonego łososia

– 1 por (biała i zielona część)

– 200 ml kwaśnej śmietany

– 100 ml białego wytrawnego wina

– łyżeczka oliwy z oliwek

– przyprawy: sól morska, świeżo zmielony kolorowy pieprz, gałka muszkatołowa, suszony koperek

Makaron ugotowałam al dente w osolonej wodzie.

Poszatkowane pory poddusiłam na odrobinie oliwy, dodałam pokrojone na mniejsze części płaty wędzonego łososia. Na patelnię, do porów i łososia dolałam białe wino i czekałam aż odparuje. Na koniec dodałam gęstą śmietanę, doprawiłam sos solą, pieprzem i gałką muszkatołową i gotowałam do uzyskania gęstej konsystencji.

Makaron podałam z sosem i posypałam wszystko koperkiem:)


tagliatelle lub wstążki z sosem szpinakowym i wędzonym serem

Szpinak, chyba dla większości, we wczesnej młodości ma smak, nazwijmy to, kontrowersyjny. A dobry staje się od pewnego momentu. Momentem tym dla mnie było przekroczenie po raz ostatni progu przedszkola. Przekroczenie, dodam, na zewnątrz;) Teraz, gdy walę doń masę czosnku, sprawa przedstawia się z goła przeciwnie. Szpinak jest jednym z moich ulubionych zielsk;)

Składniki (dla 2 osób):

– 200 g makaronu tagliatelle lub wstążek

– 300 g szpinaku (Spinacia) – może być mrożony

– 2 cebule czerwone

– 6 (lub więcej;)) ząbków czosnku

– 100 g startego lub drobno pokrojonego wędzonego sera

– 100 ml śmietany

– mały serek topiony śmietankowy

– łyżka oliwy

– przyprawy: sól, czarny pieprz, chilli, odrobina gałki muszkatołowej

Makaron ugotowałam z dodatkiem soli. Szpinak mrożony ugotowałam, dodałam do niego uduszoną uprzednio na oliwie poszatkowaną cebulę, czosnek wyciśnięty przez  praskę, śmietanę, serek topiony i starty ser wędzony. Gotowałam aż wszystkie składniki połączyły się w jednorodną masę tworząc sos. Na koniec doprawiłam i podałam sos z makaronem:)


cannelloni ze szpinakiem

Pamiętam jak pierwszy raz jadłam cannelloni. To było końcem lat ’80 u ciotki we Wrocławiu. Wtedy to było naprawdę ‚coś’! Wszyscy z ciekawością zaglądaliśmy do środka rulonów, żeby dowiedzieć się, co jest nadzieniem tego niezwykłego makaronu;) Było nim mięso!

A u mnie tym razem wersja jarska, ze szpinakiem i sosem pomidorowym.

Składniki (dla 2 osób):

Sos pomidorowy:

– puszka pomidorów pelati

– jedna biała cebula

– 4 (lub więcej) ząbki czosnku

– łyżeczka oliwy

– przyprawy: sól, czarny pieprz, parę listków bazylii lub łyżeczka suszonej

Na odrobinie oliwy poddusiłam poszatkowaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodałam pomidory pelati i przyprawy. Gotowałam przez chwilę by smaki się wymieszały, a następnie zblendowałam na głaski sos.

Cannelloni:

– ok. 200 g makaronu cannelloni

– 200 g szpinaku (może być mrożony)

– 3 łyżki mleka lub słodkiej śmietanki

– 50 g sera feta

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– łyżeczka oliwy

– beszamel (łyżka masła, łyżka mąki, gałka muszkatołowa, sól i mleko gotowane razem i często mieszane do uzyskania gładkiego sosu)

– 2 garści startego żółtego sera do posypania

– przyprawy: sól, pieprz, chilli

Makaron lekko podgotowałam (ok. 3 min., bo nie ufam pieczeniu surowego;)). Szpinak (mrożony) poddusiłam na odrobinie oliwy z dodatkiem przeciśniętego przez praskę czosnku, śmietanki, przypraw i pokruszonej fety. Rurki makaronowe nadziałam gotowym farszem i ułożyłam w natłuszczonym żaroodpornym naczyniu warstwami przedzielanymi beszamelem. Wierzch cannelloni polałam sosem pomidorowym i posypałam żółtym serem. Zapiekałam 20 min. w piekarniku nagrzanym do 180 st. C z termoobiegiem.


‚rustykalne’ spaghetti

Mój rodzinny dom zamieszkiwali zawsze sami wielbiciele czosnku, dlatego gdy pojawiał się ten prosty makaron, nikogo nie trzeba było dwa razy wołać do stołu:) Pierwotna wersja była jarska: czosnek i oliwa, ale tym razem nie potrafiłam sobie odmówić dodania wysmażonego na chrupiąco boczku! No i grillowanych plastrów kabaczka:)

Składniki (dla 2 osób):

– ok. 40 dkg grubego makaronu spaghetti

– 10 dkg boczku

– 10 (lub więcej;)) ząbków czosnku

– parę łyżek oliwy z oliwek (wg uznania)

– mały kabaczek

– przyprawy: przyprawa do gotowania makaronu, czarny pieprz, sól, natka pietruszki, słodka i ostra papryka

Makaron ugotowałam z dodatkiem odrobiny oliwy i  ‚kostki’ do makaronu. Boczek drobno pokroiłam i wysmażyłam wraz z równie drobno pokrojonymi ząbkami czosnku, aby straciły nieco ostrości. Dodałam oliwę z oliwek, przyprawiłam solą i pieprzem. Powstałym ‚sosem’ polałam makaron. Warzywnym dodatkiem był kabaczek, który pokroiłam w średniej grubości plastry, posypałam przyprawami i upiekłam na ruszcie. A do tego wszystkiego dużo natki pietruszki:)


pikantny makaron

Te pyszne, pikantne makaronowe rurki przywieźli nam z gorącej Sycylii Rodzice. Część wykorzystałam jako dodatek do pasta alla norma, przygotowywanego razem z Chrobotkiem głównego dania naszego zeszłotygodniowego  ‚Wieczoru sycylijskiego’, a drugą część do tego szybkiego obiadu poniżej:)

Składniki (na dwie porcje):

– ok. 30 dkg makaronu (u mnie sycylijskie rurki z chili)

– 10  dkg suchej kiełbasy

– 3 łyżki przecieru pomidorowego

– 3 łyżki sosu sojowego

– 1 łyżka słodkiego sosu chili

– 10 dkg parmezanu

– 10 dkg fety

– 10 dkg oliwek

– 2 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– łyżka oleju (rzepakowego)

– przyprawy:  suszone płatki chili, kolorowy pieprz, sól, bazylia

Makaron ugotowałam. Na rozgrzanej patelni, na łyżce oleju podsmażyłam pokrojoną w drobną kostkę kiełbasę i rozgniecione ząbki czosnku. Dorzuciłam makaron i smażyłam wszystko z dodatkiem przecieru pomidorowego, sosu sojowego, sosu chili, parmezanu i przypraw. Na koniec posypałam danie pokrojoną w kostki fetą i przepołowionymi faszerowanymi oliwkami.