Posts tagged “kasza

kasza perłowa z grzybami

kasz1

Kaszę perłową z grzybami robię o tej porze roku przynajmniej „milion” razy! Jest tak aromatyczna i tak jesienna, że dopóki na Kleparzu są grzyby, dopóty to proste danie nie schodzi z mojego stołu. Wszelkie kasze z grzybami leśnymi lub mięsnymi, gęstymi sosami kojarzą mi się staropolsko (tak jak ptactwo pieczone w całości), a są to skojarzenia jak najbardziej pozytywne – bory, szlacheckie włości, a na stołach dary tych borów: mięsiwa, grzyby i owoce. Oł jes, to mi się zdecydowanie podoba:) A zwłaszcza jesieną, bo na oko widać, że to do siebie pasuje!

Dziś prosta kasza, którą przygotowałam dla Magazynu Spring Plate.

Kasza perłowa z maślakami

50 g kaszy jęczmiennej perłowej
bulion warzywny
30 dkg maślaków
2 duże cebule
2 ząbki czosnku
pół pęczka posiekanej natki pietruszki
gałązka rozmarynu
1 łyżka oleju rzepakowego
1 łyżka masła
sól i czarny pieprz grubo mielony

Jedną cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na niewielkiej ilości rozgrzanego oleju rzepakowego. Wsypujemy kaszę, przyprawiamy, a następnie stopniowo dolewamy bulion i gotujemy często mieszając, aż kasza zmięknie, ale ciągle będzie al dente (około 15 minut).

Na dużej patelni rozgrzewamy łyżkę masła. Drugą cebulę kroimy w piórka, a grzyby na niewielkie kawałki. Pokrojone warzywa wrzucamy na patelnię razem z gałązką rozmarynu, przyprawiamy i podsmażamy, aż cebula się zezłoci, a grzyby zmiękną.

Kaszę mieszamy z grzybami i obficie posypujemy świeżą natką pietruszki. Możemy podawać jako dodatek do mięs, lub jako samodzielne, aromatyczne, pachnące lasem i kojące danie.

kasz2

Reklamy

resztkowe kaszotto

resztkowe kaszotto1

W Krakowie znowu mamy śnieżycę. W takie dni błogosławię poświąteczne resztki. Dzięki ich uprzejmości bez moczenia sobie kożucha ni trzewików mogę ugotować coś, co przy odrobinie szczęścia i przypraw może okazać się całkiem znośną strawą, tym przyjemniejszą, że można ją jeść będąc przytulonym do gorącego kaloryfera.

Do mojego resztkowego kaszotto wykorzystałam kaszę perłową ugotowaną w bulionie warzywnym, cebulę, parę ugotowanych dnia poprzedniego zimniaków (ze skórką), czerwoną paprykę, cukinię i kawałki boczku oraz święconkowej kiełbaski. Dużo pieprzu i dużo curry i już można oddać się przyjemności spożywania:)

Ps. Strzeżcie się zimowego yeti;)

Yeti

yeti2


łosoś z kaszą i sosem cebulowym & bagienko

Główną rolę w dzisiejszym wejściu gra bagienko, czyli nasz rozmaryn leśny.

Mam w sercu pokłady niekończącej się sympatii do tej rośliny. Kojarzy mi się z późną jesienią, lub zimą – chyba przez te igiełki. A zebrana w wiązanki jest po prostu śliczna.

Jestem przyjacielem wszelkiego domowego robactwa, pod warunkiem, że mnie nie gryzie. Znajomi mogą potwierdzić, że każdej ćmie i rybikowi nadaję imiona, a nawet się do nich w pewien dziwny sposób przywiązuję (moja koleżanka – psychiatra zapewnia mnie, że nie trzeba tego leczyć;)). Jednak gdy podczas niedawnych porządków wydobyłam z szafy moje ulubione wełniane rękawiczki, albo raczej to, co z nich zostało po zmasowanej napaści moli, doszłam do wniosku, że muszę udaremnić im ich niecny proceder konsumpcji naszej odzieży. Niech już będą tymi sublokatorami, od konfekcji damskiej (i męskiej) wara;) Złożyłam więc zamówienie u Mateńki, ażeby ta nabyła dla mnie na Kleparzu bagienko, które osłabia moli apetyt na moje swetry. I mam! Moje cudowne bagienko. Tylko jedna wiązanka, w jednej szafie, żeby i dla moli coś zostało:)

Fotografowaniu bagienka nie mogłam się oprzeć, ale czas przejść do spraw kulinarnych. Dziś znów szybka sprawa. Ostatnio żaliłam się, że noga odmówiła mi posłuszeństwa, więc wystrzegałam się potraw, które wymagałyby ode mnie sterczenia w kuchni. Moje drogie Mężysko zaopatrzyło nas sowicie w różne różności i żonglując składnikami, mimo mojej niedyspozycji, jedliśmy jak te paniska. Tym razem padło na pyszny kawał pieczonego łososia z pieprzem i solą, sypką kaszę jęczmienną z warzywami i soczewicą oraz gęsty sos cebulowy.

sos cebulowy

4 żółte cebule
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
1 łyżka octu balsamicznego
parę łyżek bulionu warzywnego lub wody (w zależności od preferowanej gęstości)
1 łyżeczka oleju rzepakowego
sól & pieprz, rozmaryn, sproszkowane chilli, tymianek

Cebulę drobno pokroiłam i wrzuciłam do garnka z rozgrzanym olejem rzepakowym i podsmażyłam. Dodałam przyprawy, przeciśnięty przez praskę czosnek i ocet balsamiczny. Zalałam bulionem i dusiłam, aż cebula zaczęła się rozpadać, wtedy zblendowałam cebulę uzyskując gęsty sos.

Jeśli bardzo zależy nam na połączeniu fazy płynnej z tą stalszą i uzyskaniu bardziej kremowej konsystencji, można dodać do sosu nieco mąki ziemniaczanej.

Sos, jak wspomniałam, był dodatkiem do łososia upieczonego krótko z dodatkiem tylko soli, pieprzu i oliwy oraz kaszy jęczmiennej z suszonymi warzywami i zieloną soczewicą.

A na deser Ojcowy placek z borówkami:)


‚kaszotto’ z borowikami

Suszone borowiki godnie zastępują w tym ultra rustykalnym daniu świeże, o które teraz raczej trudno. Do zalet wersji suszonej należy również wspaniały płyn, który tworzy się podczas ich moczenia przed obróbką termiczną. Można wykorzystać go jako bazę do zupy grzybowej, lub jak ja, dolać do ‚kaszotto’. Taki właśnie kaszowo-borowikowy specyjał, to ostatnio moje dyżurne jedzenie. Jednak będę prawdopodobnie zmuszona do ograniczenia się, albowiem ten niebiański smak przyprawia mnie o skok ciśnienia i palpitacje serca! I ja wcale nie żartuję;) Kto raz spróbuje, ten przejrzy na oczy, zapragnie odrzucić każde inne pożywienie i podąży ścieżką borowikowej kaszy;)

‚kaszotto’ z borowikami

woreczek (100g) kaszy jęczmiennej perłowej

2-3 garści suszonych borowików (mogą być oczywiście inne grzyby)

1 duża cebula

500 ml bulionu warzywnego (lub grzybowego)

50 g tartego parmezanu

1 łyżka oliwy (u mnie aromatyzowana jałowcem i rozmarynem)

tłuczony czarny pieprz

Namoczyłam grzyby (na 2 h) w niewielkiej ilości wody, którą po odciśnięciu grzybów zachowałam.

Cebulę pokroiłam w bardzo drobną kostkę. Przyrumieniłam ją na łyżce oliwy.

Do cebuli wsypałam kaszę i wymieszałam tak, by każde ziarno pokryło się tłuszczem. Dolałam pokrojone w kawałki grzyby, płyn z moczenia grzybów, oraz 1/4 bulionu, wymieszałam. ‚Kaszotto’ gotowałam na małej mocy często mieszając i dodając co jakiś czas po 1/4 bulionu, aż do momentu, kiedy kasza wchłonęła płyn. Na sam koniec wmieszałam do potrawy tarty parmezan i doprawiłam pieprzem.


perłowe kule

Takie kule, to absolutnie nic specjalnego, ale bardzo często są podstawą mojego obiadu, gdyż uwielbiam kaszę perłową z wszelkimi dodatkami, które komponuję w zależności od stanu zapasów i chrapki. Najczęściej łączę z kaszą cebulę i grzyby, to mój mix idealny. Ale możliwości są nieograniczone:) Tym razem do Wielkiej Dwójki (cebuli i grzybów;)) dołączyły marchew, pietruszka i seler.

kule z kaszy perłowej
(2 porcje)

woreczek kaszy perłowej (lub dowolnej innej)

1 cebula

1 marchew

1 pietruszka

nieduży kawałek selera korzeniowego

garść suszonych grzybów (lub ok. 10 pieczarek)

 łyżeczka oliwy z oliwek

300 ml bulionu warzywnego

 sól&pieprz, tymianek

Kaszę ugotowałam w bulionie.

Grzyby namoczyłam w ciepłej wodzie (przez godzinę), aby napęczniały. Pokroiłam je w drobne kawałki.

Marchew, pietruszkę oraz seler obrałam i pokroiłam drobno (można również zetrzeć na tarce o grubych oczkach), cebulę pokroiłam w piórka. Wszystkie warzywa oraz grzyby poddusiłam na niewielkiej ilości oliwy z dodatkiem przypraw, a gdy były miękkie, dodałam kaszę z odrobiną bulionu i wszystko dokładnie wymieszałam. Pozostało jedynie uformowanie kul i wymyślenie z czym by je tu podać:)



kasza curry i łosoś z pieprzem

W Krakowie cięgiem leje. Może to dziwne, ale lubię taką pogodę. Nie lubię tylko konsekwencji nieprzemijającego deszczu w postaci podtopień i powodzi… Ale sam deszcz? Lubię i już! Nie jest mi w taką pogodę gorąco, powietrze jest świeże i czuć taką jakby nadmorską bryzę;);) Lubię iść z parasolem przez Rynek z szyją owiniętą cienkim szaliczkiem. Jest jakoś tak wyjątkowo:) A poza tym, nie bez kozery, taka pogoda zwana jest, moim zdaniem jak najbardziej trafnie, barową;) Przechadzka przez deszczowy Rynek, a następnie barowanie w przyjemnej piwnicy – czy może być coś milszego? No chyba tylko wyjazd na ukochane Kaszuby;)

A przechodząc do kwestii kulinarnych, przyznaję otwarcie, że mimo pełni sezonu warzywno-owocowego, nie gotuję zbyt różnorodnie. Żółta fasolka szparagowa ‚po polsku’ (czyli okraszona podsmażoną na maśle bułką tartą) zdominowała, jak zresztą co roku, mój jadłospis. Nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam, chociaż pytanie wydaje mi się dziwnie retoryczne, ale nie ma dla mnie na całym Bożym świecie rzeczy pyszniejszej niźli fasolka szparagowa. Świeżą, ze straganu witam wręcz ekstazą, zajadam kilogramami, a o żegnaniu nawet nie chcę myśleć!

No ale dobrze, czasem robię wyjątek. Zwłaszcza na rzecz łososia. Tym razem wystąpił pod postacią wędzoną w pieprzowej posypce, z radicchio, roszponką, sosem czosnkowym i niezwykle aromatyczną kaszą curry:)

Składniki:

– kawałek wędzonego łososia (ok. 120 g na osobę) + czarny pieprz utłuczony w moździerzu, pieprz cytrynowy

– woreczek kaszy jęczmiennej

– 2 białe cebule

– 2 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– garść tartego parmezanu (lub innego twardego sera)

– łyżka oliwy z oliwek (u mnie aromatyzowana rozmarynem i jałowcem)

– przyprawy: curry, zielona czubryca, słodka mielona papryka, sól, pieprz

Łososia obsypałam pieprzem i podgrzałam w piekarniku rozgrzanym do 150 st. C. przez ok. 10 minut.

Kaszę ugotowałam w osolonej wodzie.

Na odrobinie oliwy poddusiłam poszatkowaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodałam curry i resztę przypraw. Następnie dołożyłam ugotowaną i odcedzoną kaszę oraz parmezan. Wszystko dobrze wymieszałam.

Podałam, jak wyżej, z sosem jogurtowo-czosnkowym i mieszanką sałat:)


sałata rzymska z karczochami i kaszą

Obiad typu ‚śmietnikowego’, w sensie skomponowania go z produktów, które się tylko napatoczyły. Jednak efekt okazał się być niezwykle przyjemnym, mimo że bezmięsnym:)

Składniki (dla 2 osób):

– woreczek kaszy jęczmiennej (ugotowanej w bulionie lub z dodatkiem ‚kostki’ z oliwą i ziołami)

–  główka sałaty rzymskiej

– 200 g serc karczochów, mogą być z zalewy (Cynara scolymus)

– 2 białe cebule

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– 6-8 suszonych pomidorów

– łyżka suszonej zielonej papryki

– łyżeczka suszonych płatków chilli

– łyżka oliwy z oliwek

– przyprawy (sól, kolorowy pieprz, curry, szczypta sproszkowanej trawy cytrynowej, zielona czubryca, suszony czosnek niedźwiedzi, suszona natka pietruszki, diabelskie korzenie)

Na oliwie poddusiłam poszatkowaną cebulę, czosnek i płatki chilli. Dodałam odsączone z zalewy i przekrojone na 4 części serca karczochów oraz poszatkowaną sałatę rzymską. Pod koniec duszenia dołożyłam pokrojone w kostkę suszone pomidory i suszona paprykę. Całość doprawiłam i podawałam z kaszą jęczmienną.