Posts tagged “jarmark

Jarmark Świętojański 2012

Wczoraj zakończył się krakowski Jarmark Świętojański. Z powodu wyjazdu, próby, zakończenia roku, imprezy urodzinowej, ale głównie przez upał, którego nie znoszę, nie spędziliśmy nad Wisłą tyle czasu, ile bym chciała, żeby nacieszyć się tymi wspaniałymi kramami i atrakcjami zgotowanymi przez organizatorów.

Obejrzeliśmy stragany przybliżające dawne rzemiosła. Widzieliśmy pracę drukarza, wyplatanie sznurów, wyrabianie glinianych naczyń, szycie ubrań i dziecięcych zabawek oraz kucie biżuterii.

Podziwialiśmy spektakularne konne potyczki rycerzy. Ich zadaniem było zgładzenie Saracena i zdobycie pierścieni księżniczki. W lśniących hełmach prezentowali się doprawdy wybornie, natomiast od samego patrzenia na ich ubiór robiło mi się jeszcze bardziej gorąco;)

Zakupiłam nieco ziół i przypraw, m.in. cząber i ziele nawłoci.

Posililiśmy się chlebem z mniszym smalcem a gardła zwilżyliśmy porzeczkowym nektarem benedyktyńskim.

Cóż, jestem wielbicielką Jarmarku Świętojańskiego i co roku niecierpliwie czekam na to, by znów założyć giezło i wianek (chociaż jako mężatce chyba mi nie wypada;)), zakosztować atmosfery dawnych czasów i pozachwycać się pięknie pokazaną spuścizną dawnych Słowian.

Reklamy

dni węgrzyna i ck wino

W ubiegły weekend na krakowskim Małym Rynku po raz czwarty odbywały się Dni Węgrzyna i CK Wino. Niezmiennie cieszą mnie takie imprezy i, jak dla mnie, mogłyby trwać cały rok.

Na jarmarcznych straganach można było nacieszyć oczy towarami lub też nabyć wina, sery, kiełbasy i inne przysmaki rodem z terenów Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Była i ceramika, i biżuteria, i wyroby z drewna, a także miody, słodycze i naturalne kosmetyki. Spacer pomiędzy stoiskami umilała kupującym i zwiedzającym muzyka, od folkowej po rockową.

W piątkowy wieczór, kiedy przyszłam na jarmark z mym Bratem Antonim, nie mieliśmy niestety czasu na dokładne zapoznanie się z ofertą wszystkich budek. Był szybki rekonesans i szybkie nacieszenie się atmosferą kolorowych kramów i wieczornego Krakowa.

W sobotę drugie podejście. Tym razem małżeńsko. Przybyliśmy na Mały Rynek po obiedzie (doprawdy, nie wiem co nas z tym obiadem opętało!) i rodzinnym deserze, nie pokosztowaliśmy więc kozich serów i węgierskich kiszonek. Nie zjedliśmy również langosza ani nie napiliśmy się wina. Natomiast na wynos wzięliśmy kiełbasę, kabanosy i zapas tokajia, który z lubością wykorzystuję do szprycera.