Posts tagged “gulasz

Jesienny paj

Kiedy przychodzi jesień odkrywam, że jednak bardzo lubię słońce. To, przed czym uciekam całe lato nagle staje się miłe, dobre i przyjemne. A myśl, że niedługo będę wracać z pracy czarną nocą, chociaż zegar, ku memu najwyższemu niedowierzaniu, wskaże dopiero szesnastą napawa mnie pewnym dyskomfortem. Ale z drugiej strony ten jesienno-zimowy czas zawsze kojarzy mi się z dalekimi zakątkami Skandynawii i jest to skojarzenie jest w jakiś sposób pozytywne. Wyobrażam sobie śniegi spowite ciemnością i przytulne domy, w których rozbrzmiewa muzyka ludowa, a ludzie w grubo plecionych swetrach popijają eggnog. W dali słychać dzwoneczki mikołajowych reniferów i w ogóle jest bajkowo do bólu;)

Aura, co naturalne, jak w żadnym innym okresie roku sprzyja cudownym, gęstym potrawom jednogarnkowym, względnie ‚jednonaczynio-żaroodpornym’. Jest w nich coś tak przyjemnego, niemal jak w pierwszym wrześniowym łyku piwa. Uwielbiam kroić kolejne składniki, dorzucać je do już przygotowanych i oczekiwać na błogie połączenie smaków. Lubię stać nad garnkiem i kompulsywnie mieszać, chociaż potrawa wcale tego nie wymaga. Albo zaglądać do piekarnika, mimo iż powtarzam tę czynność z przybliżoną częstotliwością 185 otworzeń na minutę. Skarmelizowane marchewki i cebula nigdy nie jawią mi się jako ideał smaku i elegancji równie mocno, jak teraz. Proste jedzenie pod wpływem jesieni staje się zupełnie wyjątkowe.

jesienny paj

500 g chudej wołowiny
4 cebule
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
2 marchewki
6 ziemniaków
jajko
2 łyżki masła
1 łyżka mąki pszennej
odrobina oleju rzepakowego
100 ml czerwonego wytrawnego wina
1 łyżka bułki tartej
sól & pieprz, papryka, liść laurowy, ziele angielskie

Obrane ziemniaki ugotowałam, przecisnęłam przez prasę, dodałam łyżkę masła, jajko, doprawiłam i wymieszałam na gładką masę.

Mięso i marchew pokroiłam w kostkę, cebulę w piórka, czosnek posiekałam. Wszystko wrzuciłam na patelnię z niewielką ilością rozgrzanego oleju rzepakowego. Doprawiłam. Dolałam wino i dusiłam, aż cebula zaczęła się rozpadać, a wino się zredukowało. Z mąki, łyżki masła i niewielkiej ilości płynu z duszącego się mięsa zrobiłam zasmażkę i wrzuciłam ją na patelnię, by zagęścić sos. Gotowałam aż smaki się połączyły, a mąka straciła surowy posmak.

‚Gulasz’ przełożyłam do żaroodpornego naczynia, przykryłam warstwą masy ziemniaczanej, posypałam bułką tartą.

Piekłam w piekarniku rozgrzanym do 200°C pod grzałką, do momentu, aż ziemniaczana masą się zarumieniła.


gulasz z jelenia

Wyobrażam sobie, że przygotowanie prawdziwego gulaszu (w polskim rozumieniu tego słowa) jest swego rodzaju sztuką. Ale ja nie jestem ortodoksyjna i moje gulasze gotuję w najprostszy sposób. A tak właściwie, to gotują się same. Długo i na małym ‚ogniu’. Jeśli tylko mięso jest dobrej jakości, nie może się nie udać. Ja do mojego mięsa dodałam zielony groszek i ogórki kiszone, dla zrównoważenia nieco słodkawego smaku mięsa jelenia.

Mój gulasz wyszedł bardzo zimowy, jeśli można tak powiedzieć o jedzeniu. Ukoił moje zmarznięte trzewia, kiedy zajadałam go ze smakiem w moim ulubionym domowym kąciku.

gulasz z jelenia

600 g mięsa jelenia (u mnie polędwica)

2 cebule

150 g zielonego groszku (mrożonego lub konserwowego)

2 kiszone ogórki

3 (lub więcej;)) ząbki czosnku

150 ml czerwonego wytrawnego wina

łyżeczka oleju rzepakowego

sól, czarny pieprz, sproszkowana ostra papryka, parę liści laurowych,
nieco ziela angielskiego i owoców jałowca

Mięso pokroiłam w niewielką kostkę, cebulę natomiast w piórka. Mięso i cebulę wrzuciłam na rozgrzany olej, dodałam czosnek oraz przyprawy i nieco podsmażyłam. Kiedy mięso zbrązowiało, dodałam wino i dusiłam przez 40 minut pod przykryciem. Następnie dosypałam zielony groszek i pokrojone w drobną kostkę kiszone ogórki, dusiłam kolejne 15 minut do momentu aż mięso zmiękło, a sos się dobrze połączył i zgęstniał.

Najlepsze z tłuczonymi ziemniakami i gotowaną marchwią lub z ciemnym pieczywem i czerwonym winem:)

 


pęczak z gulaszem

Matula z Bratem i dwoma Babciami stacjonuje w stróżańskiej ‚hacjendzie’. Tatulo zaś, sam biedny w domu siedzi (praca go przytrzymała). Zaprosiłam go więc dziś na obiad. Postanowiłam przygotować pęczak. Bardzo dawno go nie jadłam, a pamiętam z dzieciństwa i uważam za pyszny i delikatny w smaku rodzaj kaszy.  Pęczak był jednak ‚tylko’ dodatkiem. Sedno stanowił swego rodzaju gulasz z szynki wieprzowej z prażoną czerwoną cebulką i pieczarkami.

A na ‚pierwsze’ podałam moją ulubioną przecieraną zupę pomidorową:)

Gulasz po mojemu z pęczakiem – składniki (dla 3 osób):

– 40 dkg mięsa wieprzowego (szynki, łopatki)

– 3 poszatkowane i podprażone czerwone cebule

– 3 rozgniecione ząbki czosnku

– 20 dkg pieczarek

– ok. 30 dkg pęczaku (ugotowanego do miękkości z dodatkiem bulionowej kostki ziołowej)

– przyprawy (u mnie sól czosnkowa, czerwony pieprz, słodka papryka, chili)

– odrobina śmietany (u mnie 18% tłuszczu)

– 2 łyżki oleju rzepakowego

Umyte mięso pokroiłam dość drobno i podsmażyłam na łyżce oleju rzepakowego. Doprawiłam i dodałam podprażoną cebulę oraz rozgnieciony czosnek. Dusiłam pod przykryciem do miękkości, a dla zagęszczenia sosu dodałam nieco śmietany. Z pieczarek odcięłam nóżki, pokroiłam je w krążki i dorzuciłam do duszącego się mięsa. Kapelusze podsmażone osobno na złotawy kolor posłużyły jako smaczny garnirunek:)