Posts tagged “curry

okra curry

okra4

Pamiętam, jak dawno temu, oglądając program kulinarny o kuchni wschodniej, pierwszy raz zobaczyłam okrę. Padło tam stwierdzenie, że, jeśli chodzi o smak, ma coś w sobie z fasolki szparagowej. Wiadomo, jako oddanej wielbicielce fasolki, to zdanie zawładnęło moją wyobraźnią. Poza tym, podczas gotowania, widać było, że wydziela specyficzną, kleistą substancję, a poza tym, jest dość urocza w przekroju – to wszystko złożyło się na przemożną chęć spróbowania okry.

W naszych szerokościach geograficznych, nie jest to jednak warzywo, które leży pierwsze z brzegu na każdym straganie. Jednak pewną część tegorocznego sierpnia przyszło mi spędzić w Albanii, a tam, ku mojemu zaskoczeniu, jest ona pierwszym z brzegu warzywem na każdym straganie, a panie sprzedające chrupią ją na surowo! No to rzuciłam się z torbą i obkupiłam, jakby miał nadejść kataklizm. A po powrocie do domu przerobiłam moją okrę (a raczej to, co z niej pozostało, bo idąc za przykładem albańskich sprzedawczyń, 3/4 zjadłam na surowo) na proste curry, o jakim śniłam od dawna 🙂

okra3 okra6 okra2


krewetki w sosie curry

Dziś jedna z moich ulubionych dat wydarzeń historycznych – rocznica upadku Muru Berlińskiego. Nie świętuję jakoś specjalnie, ale zawsze przy tej okazji chętnie oglądam stare zdjęcia z 1989 kiedy to lud wreszcie postawił się reżimowi. Ojciec, który był wtedy parę dni wcześniej w Berlinie mówi, że mimo iż wszystko ‚wyglądało ładnie’, czuć już było na obrzeżach miasta buzującą rewolucję. Czasem żałuję, że sama nie widziałam tego na żywo.Może obejrzę znowu ‚Królika po berlińsku’?

A żeby nie było tak zupełnie poważnie, przygotowałam dziś superaromatyczne i superkolorowe krewetki. Nie przeczę, że najlepsze są w najprostszym wydaniu, przysmażone z czosnkiem, solą, pieprzem, sokiem z cytryny i natką pietruszki, ale czasem nachodzi ochota na jakąś inną wersję. U mnie ta ‚inna wersja’ ogranicza się zwykle do sporządzenia sosu na bazie mleka kokosowego, pasty curry i uduszonej szalotki. Jak dla mnie równie dobre, co klasyka.

krewetki w sosie curry
(dla jednej osoby)

10-15 krewetek (u mnie Black Tiger)
1 szalotka
2 (lub więcej;)) ząbki czosnku
150 ml mleka kokosowego
1 łyżeczka pasty curry (lub przyprawy curry w proszku)
sok z połowy cytryny
1 łyżeczka oleju rzepakowego
sól, czerwony pieprz, suszona natka pietruszki

Świeże lub rozmrożone krewetki pozbawione pancerzy i ‚wnątrza’;) zamarynowałam przez pół godziny w soku z cytryny a następnie podsmażyłam na niewielkiej ilości tłuszczu. Dodałam poszatkowaną szalotkę, zmiażdżone ząbki czosnku i pastę curry. Chwilę poddusiłam, dodałam mleko kokosowe i przyprawy i gotowałam aż sos odparował i zgęstniał (ale nie za długo, by krewetki nie straciły konsystencji).


jogurtowy kurczak curry

Przebąblowałam cały dzień. Nie zaprzeczam, że przyczynił się do tego lekki kac, którego nabawiłam się zupełnie niespodziewanie. Przebieg owego na szczęście nie zaznaczył się szczególnie uciążliwie, a objawiał się głównie wzmożonym przyjmowaniem płynów i zdecydowanie wydłużonym czasem reakcji. Jakaż to jednak mała cena za uciechy duchowe dnia poprzedniego?;)

A w takie dni jak dziś potrawy o wyrazistym i konkretnie zdefiniowanym smaku neutralizującym powracający jak bumerang znany i lubiany aromat podeszwy w gębie, są wyjątkowo pożądane. Taki właśnie był kurczak.

Smaki indyjskie znam jedynie z krakowskich restauracji specjalizujących się w tego typu kuchni, więc nie jestem w stanie ocenić ich podobieństwa do oryginału, jednak to, co ugotowałam ja wcale a wcale nie odbiegało od jedzenia restauracyjnego:) Wyjątkowo smakował mi mój wytwór. Może nie jestem obiektywna i patrzę przez pryzmat swej lekkiej niedyspozycji, jednak to zdecydowanie kwestia drugorzędna;)

jogurtowy kurczak curry

4 udka kurczaka

300 ml jogurtu naturalnego

3 duże cebule

1 pietruszka

1 marchewka

pęczek szczypiorku

2 łyżki mielonych pistacji

4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

łyżka oleju rzepakowego

sól, kolorowy pieprz, 3 łyżeczki curry, ziele angielskie, liść laurowy, mielone gałka muszkatołowa, cynamon,  imbir, kardamon, trawa cytrynowa, ostra papryka, asafetyda, ziarna fenkułu

Udka kurczaka podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju rzepakowego. Dodałam pokrojoną w piórka cebulę i pokrojone w kostkę pietruszkę i marchew. Dodałam nieco wody i dusiłam aż warzywa zmiękły, cebula się rozpadła, a kurczak się ugotował. Dodałam przyprawy, starty czosnek i jogurt, dobrze wymieszałam. Gotowałam jeszcze chwilę, by smaki się połączyły. Na koniec posypałam poszatkowanym szczypiorkiem i mielonymi pistacjami, a podałam z kurkumowymi podpłomykami.


curry z soczewicy z sezamem i migdałami

Często jak mnie już na coś napadnie, to nie ma przebacz! Jem to, aż mi zbrzydnie. Teraz moim przekleństwem stała się przyprawa curry. Cokolwiek chcę ugotować, drżąca ręka, bezskutecznie powstrzymywana siłą woli i drugą, równie drżącą ręką, sięga do koszyka z przyprawami i bezbłędnie wyławia z niego mieszankę curry. No niestety, będzie tak, aż samoistnie minie. Ale na razie wszystko, co konsumuję musi zawierać nutę curry:)

 Jak zwykle grzebiąc po spiżarnianych półkach w godzinach mocno popołudniowych w poszukiwaniu jakiegoś smakołyku, natknęłam się na ostatni zakamuflowany na ‚czarną godzinę’ słoiczek soczewicy. Nie zdołał uniknąć swego przeznaczenia – został bez skrupułów przerobiony, a raczej jego zawartość, na wyjątkowo smaczne curry:)

 curry z soczewicy

ok. 200 g soczewicy (u mnie z zalewy)

1 marchew

 1 pietruszka

1 cebula

 1 spory ziemniak

biała część pora

 1 łyżka koncentratu pomidorowego

1 łyżeczka oleju rzepakowego

 ok. 150 ml bulionu warzywnego

1 łyżeczka ziaren sezamu

1 łyżeczka płatków migdałowych

 2 (lub więcej;)) ząbki czosnku

sól, czerwony pieprz, curry, cynamon, gałka muszkatołowa, słodka papryka, płatki chilli

Na niewielkiej ilości oleju podsmażyłam pokrojoną w piórka cebulę, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz przyprawy. Dodałam pokrojoną w kostkę marchew, pietruszkę, pora i ziemniaka. Zalałam bulionem i ugotowałam do miękkości. Następnie dołożyłam koncentrat pomidorowy i odsączoną z zalewy soczewicę i znów chwilę gotowałam, a pod sam koniec dorzuciłam ziarno sezamu i płatki migdałowe.

 


curry z dyni i ziemniaków

Ta jesień kroi moją duszę na kawałki i, jak pisze mój Tata, przenika do wnętrza skórą, jak przez gazę rozlewając się po trzewiach słodką goryczą. Z każdym złotym i tańczącym na wietrze liściem coraz intensywniej. Z każdym płożącym się promieniem słońca rani coraz dotkliwiej. Jest zupełnie uzależniająca. Trudno żyć bez szelestu deptanych liści i zapachu jesiennego wiatru. Tyle wspomnień. I znów wszystko jest jak tamtym razem.

Tyle metafizyki jest w tej jesieni, a w codzienności dynie, grzyby, owoce i ciepła, jesienna strawa. Grzejąca od wewnątrz, kiedy promienie słońca powoli stają się zimne. I dużo przypraw, na poprawę nastroju.

curry z dyni i ziemniaków

20 dkg miąższu dyni

4 duże ziemniaki

2 żółte cebule

4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

pół łyżeczki harissy

łyżeczka wiórków kokosowych

łyżka oleju (u mnie z pestek winogron
aromatyzowanego jałowcem i rozmarynem)

nieco wody
lub bulionu warzywnego

przyprawy: curry, sól, kolorowy pieprz, pieprz cytrynowy, zielona czubryca, tymianek,
cynamon, gałka muszkatołowa, rozmaryn, czerwona ostra
i słodka papryka, imbir, płatki chilli, suszona natka pietruszki

Rozgrzałam na patelni olej i wrzuciłam do niego przyprawy, by wydobyć ich aromat.

Miąższ dyni i obrane ziemniaki pokroiłam w kostkę. Cebulę w piórka, czosnek rozgniotłam w prasce. Wrzuciłam warzywa do rozgrzanego oleju z przyprawami i podsmażyłam. Następnie zalałam niewielką ilością bulionu (tak, by przykrył warzywa), dodałam harissę i wiórki kokosowe. Przykryłam pokrywką i dusiłam, aż warzywa zmiękły (ok. 20 min.). Na  koniec posypałam suszoną natką pietruszki.


kasza curry i łosoś z pieprzem

W Krakowie cięgiem leje. Może to dziwne, ale lubię taką pogodę. Nie lubię tylko konsekwencji nieprzemijającego deszczu w postaci podtopień i powodzi… Ale sam deszcz? Lubię i już! Nie jest mi w taką pogodę gorąco, powietrze jest świeże i czuć taką jakby nadmorską bryzę;);) Lubię iść z parasolem przez Rynek z szyją owiniętą cienkim szaliczkiem. Jest jakoś tak wyjątkowo:) A poza tym, nie bez kozery, taka pogoda zwana jest, moim zdaniem jak najbardziej trafnie, barową;) Przechadzka przez deszczowy Rynek, a następnie barowanie w przyjemnej piwnicy – czy może być coś milszego? No chyba tylko wyjazd na ukochane Kaszuby;)

A przechodząc do kwestii kulinarnych, przyznaję otwarcie, że mimo pełni sezonu warzywno-owocowego, nie gotuję zbyt różnorodnie. Żółta fasolka szparagowa ‚po polsku’ (czyli okraszona podsmażoną na maśle bułką tartą) zdominowała, jak zresztą co roku, mój jadłospis. Nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam, chociaż pytanie wydaje mi się dziwnie retoryczne, ale nie ma dla mnie na całym Bożym świecie rzeczy pyszniejszej niźli fasolka szparagowa. Świeżą, ze straganu witam wręcz ekstazą, zajadam kilogramami, a o żegnaniu nawet nie chcę myśleć!

No ale dobrze, czasem robię wyjątek. Zwłaszcza na rzecz łososia. Tym razem wystąpił pod postacią wędzoną w pieprzowej posypce, z radicchio, roszponką, sosem czosnkowym i niezwykle aromatyczną kaszą curry:)

Składniki:

– kawałek wędzonego łososia (ok. 120 g na osobę) + czarny pieprz utłuczony w moździerzu, pieprz cytrynowy

– woreczek kaszy jęczmiennej

– 2 białe cebule

– 2 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– garść tartego parmezanu (lub innego twardego sera)

– łyżka oliwy z oliwek (u mnie aromatyzowana rozmarynem i jałowcem)

– przyprawy: curry, zielona czubryca, słodka mielona papryka, sól, pieprz

Łososia obsypałam pieprzem i podgrzałam w piekarniku rozgrzanym do 150 st. C. przez ok. 10 minut.

Kaszę ugotowałam w osolonej wodzie.

Na odrobinie oliwy poddusiłam poszatkowaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodałam curry i resztę przypraw. Następnie dołożyłam ugotowaną i odcedzoną kaszę oraz parmezan. Wszystko dobrze wymieszałam.

Podałam, jak wyżej, z sosem jogurtowo-czosnkowym i mieszanką sałat:)