Posts tagged “burgery

xis coração

Przygotowałam tego „burgera” dla marki TaoTao, ale muszę się nim podzielić i tutaj, gdyż to moja, uważam bardzo udana próba, odtworzenia jednego z największych przysmaków, jakiego dane mi było spróbować w Brazylii. Xis coração (szis korasą, gdzie szis pochodzi od słowa cheese, jako skrótu od cheese burger), czyli burger z sercami drobiowymi (i milionem innych dodatków), został moją miłością od pierwszego kęsa, chociaż zdaję sobie sprawę, że serca mogą być elementem dość kontrowersyjnym. Są jednak tak pysznie zesmażone i tak aromatycznie przyprawione, że można stracić dla nich głowę. Najlepsze, największe i najbardziej kultowe podają w sieci Speed Lanches w Porto Alegre. Mieszkańcy szczycą się, że w całej Brazylii nie ma drugiego tak wielkiego xisa, jak na Południu. I fakt jest faktem – mój rekord, to zjedzenie połowy, a i tak z niemałym wysiłkiem i walną pomocą Wu 😛 A całość nabędziemy za równowartość 17 złotych (o bogowie!). Inne lokale oferują tańsze i mniejsze okazy – najtańszy, jakiego jadłam, to taki za 8 zł, ale podołałam całemu bez musu popuszczania pasa i chociaż dobry, to do giganta ze Speed Lanches nie miał startu. Ale ja, to zjem wszystko, zasłaniając się „imieniem eksperymentu” 😛

Żeby jeszcze dobitniej wyrazić, jak bardzo xis coração zawładnął moim sercem dodam, że zdarzyło mi się namówić Wu, żebyśmy wsiedli w samochód o 5 rano i jechali zjeść jednego na pół. A pragnę podkreślić, że nie – nie wracaliśmy właśnie z imprezy, ani tym bardziej nie mieliśmy problemów z insomnią, a wiedzieć również należy, że wbrew nazwie, zamówienia wcale nie otrzymywało się tam ekspresowo. Raz, że tłumy w kolejce zawsze były nieprzebrane, a dwa, że to Brazylia, więc mają czas 😉

Xis charakteryzuje się wielką i puszystą bułką pszenną. Taką starałam się przygotować. Przygotowałam zwykłe ciasto drożdżowe, z częścią wody gazowanej i częścią mleka. Pozwoliłam ciastu długo rosnąć. Uformowanym bułom również pozwoliłam rosnąć i to dość długo, żeby zrobiły się naprawdę ogromne. Wtedy upiekłam na blado, żeby nie stwardniały za bardzo i nie straciły puszystości, na której najbardziej mi zależało.

Teraz dodatki. Najważniejsze – serca drobiowe. Mocno przysmażone i równie mocno doprawione. Solą, słodką papryką i tajemną mieszanką przypraw, której nie znam, ale pokombinowałam z tym co miałam na stanie i dało radę (śląska mieszanka przypraw Oma świetnie się zmaczowała z brazylijskim burgierem 😉 ). Do usmażonych serc dodajemy ziarna kukurydzy konserwowej i starty wyrazisty ser żółty. Kroimy kawałek pomidora w kostkę, a na drugiej patelni smażymy jajko z dwóch stron (w prawdziwym xisie nie ma płynnego żółtka). Przekrojoną bułkę smarujemy obficie majonezem i wkładamy w nią wszystko, cośmy właśnie przygotowali. Będzie się to wysypywać niemiłosiernie, ale nie dajemy się wyprowadzić z równowagi i kładziemy bułkę na patelnię mocno dociskając, przekładamy na drugą stronę i to samo – chodzi nam o jej przytostowanie i spłaszczenie. I tu wchodzi rewolucyjne rozwiązanie Brazylijczyków – bułę umieszczamy w foliowym, małym worku. Wtedy dokładamy wszystko, co nam wcześniej wypadło i możemy konsumować bez stresu, że utracimy jakiś pyszny kąsek, który zamiast na ziemię/ubranie/buty/stół, wpadnie nam do worka – tadam! 😀

Muszę się wytłumaczyć, gdyż na zdjęciu widać burgera przed spłaszczeniem, a i można prędzej oczy wypatrzeć, niż dostrzec worek. No cóż, chciałam, żeby chociaż trochę widać było zawartość, a po spłaszczeniu xis nie wygląda aż tak spektakularnie 😉 Jednak tutaj oto prawdziwy, najprawdziwszy brazylijski xis:

Reklamy

kotleciki z miętą i sosem miętowym

U nas nadal smętna pogoda, nadal huk nauki i obowiązków, nadal trochę nerwówki. Ale jeść coś trzeba. Niestety, kotleciki, o których dziś mowa ‚wyszły’ już dobre parę dni temu, a to tylko mglista reminiscencja. Dziś raczymy się pomidorówką i zapiekanką ziemniaczaną – mam nadzieję, że też będziemy je dobrze wspominać;). A kotleciki były niezrównane! Ich nazwa kodowa, to kotleciki podwójnie miętowe, a to za sprawą miętowego sosu, który wzbogacał i tak już wyraźnie miętowy aromat burgerów. Dawno nic tak mi nie smakowało (chyba tylko krupnik z przydworcowej knajpy w Oświęcimiu).

 

podwójnie miętowe kotleciki z sosem miętowym

500 g mielonego mięsa (u nas baranina i karczek)
1 czerstwa bułka
3 szalotki
sok z połowy limonki
3 (lub więcej;)) ząbki czosnku
pół pęczka posiekanej mięty
gęsty jogurt naturalny (np. typu bałkańskiego)
jajko
1 łyżka musztardy
1 łyżeczka sosu worcester
sól & pieprz, kumin, cynamon, za’atar, ostra papryka

Mięso wymieszałam z namoczoną wcześniej i odciśniętą bułką, dodałam poszatkowaną szalotkę, przeciśnięty przez praskę czosnek, musztardę, sos worcester, sok z limonki, jajko, posiekaną miętę i przyprawy. Masę dokładnie wyrobiłam i uformowałam z niej kotleciki, które piekłam potem w piekarniku (na grillu) w temperaturze 180°C, aż się zezłociły (czas pieczenia oczywiście należy dostosować do wielkości kotlecików).

Jogurt wymieszałam z solą, pieprzem, odrobiną soku z limonki i posiekaną miętą.

Jak dla mnie najlepsze w towarzystwie ziołowego kuskusu 🙂


burgery kalafiorowe

Coraz słoneczniej i upalniej. Ładnie i kolorowo. A dla mnie oznacza to wychodzenie z domu dopiero pod wieczór. Wysokie temperatury potwornie mnie męczą. Zdecydowanie wolę podziwiać piękno wiosennej przyrody z wnętrza chłodnego pokoju lub zacienionego balkonu. Ale lubię ten widok i lubię słońce – byle tylko nie padało bezpośrednio na mnie.

Warzywa już zupełnie zdominowały moją kuchnię. A spacer po Kleparzu przyprawia mnie o szybsze bicie serca na widok  świeżych kalafiorów i szparagów. Cóż, nie da się ukryć, że nastaje błogi czas dla podniebień wszystkich warzywolubnych. Każdego roku wyczekiwany z niesłabnącym napięciem;) Każdego roku to samo, a nadal cieszy, jak coś zupełnie nowego, wręcz niespodziewanego. Tak jak radość połączona z niedowierzaniem z tego, że wreszcie dzień jest dłuższy.

burgery kalafiorowe

spory kalafior
2 ziemniaki
jajko
2 łyżki gęstego jogurtu (typu bałkańskiego)
pęczek natki pietruszki
bułka tarta do obtoczenia
łyżeczka oleju rzepakowego
sól & czarny pieprz

Kalafior i ziemniaki ugotowałam w osolonej wodzie.

Kalafior rozdrobniłam, ziemniaki rozgniotłam na purée. Wymieszałam razem, dodałam posiekaną natkę pietruszki, jajko jogurt i przyprawy. Jeśli masa okazałaby się za luźna, można dodać do niej nieco bułki tartej. Z masy formowałam niewielkie kotleciki, obtoczyłam w bułce tartej i smażyłam na złoty kolor na niewielkiej ilości oleju.

U nas były z warzywnym kuskusem i gęstym jogurtem.