miejsce

Budapeszt 2013

budapeszt1

Budapeszt. Ostatni raz byłam trzynaście lat temu i wspomnienia mam jak najlepsze. Wieki minęły i postanowiliśmy wybrać się tam ponownie, by znów nacieszyć oczy naddunajskimi widokami i sprawdzić co się przez ten długi czas pozmieniało. Mieliśmy wybornego przewodnika w osobie naszej przyjaciółki, Dorotki, która właśnie w Budapeszcie znalazła swoją przystań, więc harmonogram był bardzo napięty.  Zobaczyliśmy i przypomnieliśmy sobie wszystkie kluczowe punkty miasta, a temperatury były tak niemiłosiernie wysokie, że każdą wycieczkę kończyliśmy w chłodnym barze uzupełniając hektolitry wytraconych płynów. Jakich to ja nie planowałam przed wyjazdem najeść się na miejscu pyszności! Jednak żar lejący się z nieba na tyle osłabił moją motywację, że poprzestałam na arbuzach i bezalkoholowym mojito od czasu do czasu zagryzanym gulaszem.

Zatrzymaliśmy się w dość miłym hotelu nad Dunajem, niedaleko centrum, który okazał się być komfortową bazą wypadową. Pokój usytuowany na poddaszu, z powodu swej bliskości do słońca dawał się nam trochę we znaki, jednak wieczorny widok z okna był na tyle piękny, że zapominaliśmy o bolących nogach i męczących upałach:)

Jeśli ktoś z Was nie był w Budapeszcie, to bardzo polecam to miasto. Jest blisko, a uroku mu z pewnością nie brakuje! Mnie najbardziej zachwyca wykorzystanie przestrzeni wzdłuż brzegów Dunaju, czyli rzecz, która według mnie kuleje w Krakowie i nad którą przy każdej możliwej okazji ubolewam. Ale cóż, Kraków, to Kraków i Kraków kocham najbardziej:)

budapeszt16

budapeszt2 budapeszt6 Budapeszt3 budapeszt4 budapeszt11 budapeszt13 budapeszt8 budapeszt5 budapeszt10 budapeszt9 budapeszt7 budapeszt15 budapeszt12 budapeszt14

Reklamy

Łódź 2013

łódź9

Wiele osób od lat odradzało mi wycieczkę do Łodzi, jako miejsca mało atrakcyjnego i mocno zdewastowanego. I faktycznie, zniechęcili mnie na tyle sutecznie, że dość długo zajęło, nim ruszyłam w tamtym kierunku. Przyglądnąwszy się jednak uprzednio zdjęciom Łodzi w internetach już wiedziałam, że raczej nie podzielę opinii odradzaczy. Uwielbiam polskie miasta, ich różnorodność i chechy wspólne. W każdym staram się odnaleźć coś, co będę później pamiętać. Przypuszczałam, że Łódź zachwyci mnie swym industrialnym charakterem i zrobiła to, oj zrobiła! Mam zdecydowaną słabość do starych, odrapanych murów, ale naturalnie doceniam również piękno zabytkowych kamienic, w które najbardziej reprezentacyjna ulica Piotrkowska również obfituje. Trafiliśmy akurat na czas jej przebudowy, co utrudniało eksplorowanie niektórych zakamarków, ale mnie chyba nic nie jest w stanie zniechęcić do tego miasta i zupełnie nie rozumiem tych, którzy nie znajdują tam niczego ciekawego:)

łódź1

Wraz z moją niezawodną Ekipą zatrzymaliśmy się w prześlicznym apartamencie na ostatniej kondygnacji siedmiopiętrowego budynku, z którego mieliśmy niezapomniany widok na nocną, sierpniową Łódź.

łódź10

Mimo bardzo ograniczonego czasu, udało nam się dotrzeć do wielu interesujących miejsc, zwiedzić kilka muzeów (polecam zwłaszcza „Dętkę” – przemarsz kanałem pod Placem Wolności zdecydowanie zapisze się w mojej pamięci:)) i, jak zwykle, oddać hazardowi podczas wieczornego odpoczynku w barze.

łódź5 łódź4 łódź3 łódź7 łódź11 łódź8 łódź2 łódź12 łódź6


Ganesh

ind3

Ostatnio otrzymałam zaproszenie na kolację od Restauracji Ganesh. Byłam, zjadłam i jestem ukontentowana!

Wybrałam się do krakowskiego lokalu (są również w Warszawie, Łodzi, Płocku i Trójmieście) z moją ulubioną i niezawodną ekipą – Mężem (Gregorem) i Bratem (Antonio):) Spałaszaowaliśmy tam wyborne dania w bardzo miłej atmosferze.

ind1

Ja zamówiłam baraninę. Nawet się nie zawahałam. Ostatni raz miałam przyjemność z tym wybornym mięsem podczas mojego pobytu w Iranie, wieki temu, dlatego też rzuciłam się na swe mięsiwo niczym dziki zwierz. I nie zawiodłam się – było wyborne. Reszta Biesiadników też nie kręciła nosami na widok przyjemnie skwierczących pieczonych warzyw, placków cebulowych i grillowanego kurczaka w sosie pomidorowo-maślanym. Przyznaję, że wszystko było na najwyższym poziomie i z pełnym przekonaniem mogę polecić ten lokal.

ind2


kwietniowa stróżańska majówka

Stró2

W tym roku naszą tradycyjną stróżańską majówkę odbyliśmy w kwietniu. Cóż, i tak bywa. W „kuluarach” mówi się, że jestem przewrotna i coś w tym faktycznie jest, gdyż byłam chyba jedyną w pełni zadowoloną z pogody biesiadniczką. W ciepłej kurtce i szaliku cieszyłam się wiatrem, który burzył moje misternie układne ufryzowanie;)

W tym roku nie było biało od kwiatów wiśni ani żółto od mleczy. Za to było buro, dziko i surowo. Było mgliście i wietrznie. Dla mnie bomba:) W takim chłodzie kiełbaski smakowały wyjątkowo dobrze a i moja ciepła strawa wprost z ognia przygotowana z cukinii, cebuli, papryki, pomidorów, czosnku i pieczarek znalazła zwolenników.

Głównym punketem programu były co prawda porządki i przemeblowania związane z rozbudową domu, a nie leniuchowanie, jednak późniejsze piwo i pizza w Wiśniowej niewątpliwie wynagrodziła wszelkie trudy i znoje.

Stró1

Stró5

Stró3

Stró4


Zakopane 2012

Ostatni weekend spędziliśmy w Zakopanem. Miałam dać sobie na chwilę spokój z nauką i męczeniem pracy dyplomowej, ale poczucie obowiązku zwyciężyło. Spakowałam laptop i walczyłam z moimi tabelami zaciekle w samochodzie, dopóki mnie nie zemdliło;) Ale dzięki temu mogę ogłosić, że artykuł został zamknięty i nawet nie zamierzam spoglądać w jego stronę aż do obrony!

Noc spędziliśmy „U Futra”, co bawi mnie do teraz;) A przechodząc do spraw najistotniejszych, zjedliśmy pieczone grule z masłem czosnkowym, kiełbaski baranie, słynne placki ziemniaczane, całkiem niezłe zrazy w sosie grzybowym i wyborne lody od Żarneckich.


Topolowa

Gregor wyjechał do swojego Rodzinnego Miasta świętować z dawnymi znajomymi dziesięciolecie matury. Chciałoby się napisać „ale to zleciało”, ale zaczynam się przyzwyczajać do tego uczucia – towarzyszy mi często. Nostalgia, to moje drugie imię;)

Ja tymczasem słucham szumiącej zmywarki, skubię jagnięce kotleciki (o których niebawem) i spoglądam w okno próbując przewidzieć, czy będzie dziś lało, czy nie. Zanosi się od rana, jednak tym razem chyba zwycięży słońce. Miałam wsiąść w tramwaj i przejechać się po Krakowie, ale zaczęłam przeglądać archiwum ze starymi zdjęciami i natrafiłam na te z Topolowej, które robiłam już dobrze ponad dwa miesiące temu (moim starym, kochanym aparatem), kiedy leżał jeszcze ostatni śnieg. Przytrzymały mnie w domu i sprawiły, że znów przeniosłam się w czasie do wyjątkowych lat dziewięćdziesiątych, do moich młodych lat. Nie będę pisać czym dla mnie jest Topolowa i tamte wspomnienia, bo wałkowałam ten temat już co najmniej parokrotnie. Ważne jest to, że wiele osób ma swoje „magiczne miejsce”, dla mnie jednym z takich moich miejsc jest Topolowa.

Mam sentyment do tych brudnych, obdartych murów i do maleńkiego, betonowego podwórka, na którym Tata nauczył mnie jeździć na rowerze. Tyle ważnych dla mnie wtedy spraw wydarzyło się wokół chwiejącego się trzepaka. Po latach dowiedziałam się, że mimo iż blisko centrum i Dworca Głównego, to strach się zapuszczać w te tereny po zmroku. Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy (znaczy bać się:)), to przecież mój dawny dom.