folklor

jemynapolu

jemynapolu1

Na Małym Rynku w Krakowie kończy się dziś trwający od czwartku targ Jemynapolu. Pośród dźwięków muzyki można tu było pokosztować oraz nabyć przysmaki z różnych stron świata (Litwy, Bułgarii, Węgier, Italii, Meksyku…), wypić kwas chlebowy, cydr lub regionalne piwo i porozmawiać z wystawcami. Ja, jak zwykle, nie oparłam się wybornym litewskim wędlinom, pikantnej węgierskiej kiełbasie, włoskim serom i łotewskiemu kwasowi chlebowemu.

A nieopodal, na Rynku Głównym, kolejne atrakcje: kiermasz z okazji przystąpienia Chorwacji do Unii Europejskiej i kolejna dawka regionalnych wyrobów:)

jemynapolu2 jemynapolu3 jemynapolu4 jemynapolu5 jemynapolu6 jemynapolu7 jemynapolu9 jemynapolu8


obwarzanek krakowski śniadaniowy

Nasz lokalny wypiek, obwarzanek, to w Krakowie rzecz święta! Śmiem twierdzić, że bez obwarzanka nie byłoby Krakowa;) Te chrupiące krążki dostępne są na każdym rogu w okolicach Rynku, ale też w promieniu paru kilometrów od niego. Dostępne powszechnie warianty posypane są solą, makiem lub sezamem. Mamy jeszcze wersję pikantną, z ciemniejszego pieczywa, ze stopionym serem. Wszystkie równie wyborne! Czasem zwie się je „preclami”, jak mawiało się u mnie w Domu, lub „bajglami”. I chociaż są to teoretycznie inne rodzaje wypieków, to u nas godzi się użyć tych nazw w odniesieniu do obwarzanka. Obwarzanek nie różni się specjalnie smakiem od innych rodzajów pieczywa, ale ma w sobie coś takiego, że jak lata temu byłam na PRAWDZIWEJ diecie, to śnił mi się po nocach, gdyż był wtedy zakazanym owocem, a właśnie jego najbardziej się go chciało!

Do dziś biegnąc nieraz wygłodniała przez miasto zatrzymuję się przy jednym z licznych straganów, i mimo że czeka na mnie w domu pyszny obiad, chętnie wbijam ząb w chrupiącą skórkę posypaną sezamem.

A dziś obwarzanek w wersji śniadaniowej. Z sałatą, warzywami, serem i wędliną, niczym korale lub krakowski wieniec – prawdziwe krakowskie śniadanko:)


świąteczna retrospekcja

Krakowskie kramy na Rynku, to miejsce (lub też wydarzenie), którego mogłabym nie opuszczać przez całe Święta. A gdy targi dobiegają końca, smutek napawa moje sjerce i z utęsknieniem czekam na kolejną okazję:) Uwielbiam te warkocze serowe i grillowane oscypki, grzane wino i wszelkie ludowe rękodzieło. Drewniane akcesoria kuchenne i biżuterię i tę atmosferę Święta i wyjątkowości. Lubię też ten rój ludzi przewalający się gwarnie pomiędzy budkami, nawet turyści wpychający się do kolejki specjalnie mi nie przeszkadzają;)

Do naszych tradycji wielkanocnych należy także Emaus i Rękawka, a przede wszystkim obowiązkowy ‚obchód po Grobach Pańskich’ – im więcej, tym lepiej. Tego roku pogoda nieco pokrzyżowała nam plany i nie padł kolejny rekord, ale ustawowe minimum udało nam się wyrobić;)


kotlety jęczmienne w sosie cebulowym

Od razu zacznę od zaległego WSZYSTKIEGO DNIOOJCOWEGO dla Wszystkich Ojców:)

Najbardziej słowiański czas w roku – Noc Świętojańska, Wianki, Kupała, moje urodziny i oczywiście zajęcia na uczelni;) Co roku ta sama śpiewka, od niepamiętnych czasów. No, co prawda przypadał nieraz na ten dzień koniec roku szkolnego, ale znacznie częściej przychodziło mi weń zdawać w pocie czoła (w końcu to już lato) jakoweś egzaminy;) We własne urodziny! Jak można?!;)

Za to mam na osłodę wspaniały Jarmark Świętojański pod Wawelem. Wszelkiej maści słowiańscy rzemieślnicy się tam zjechali. Można znaleźć się w centrum potyczek dzielnych wojów, pobrać naukę ukłonów dworskich, samemu uprząść powróz lub uwarzyć nieco soli. A to tylko nieliczne z atrakcji! Nie zabraknie również wyszynku ni benedyktyńskiej strawy: jest gryka i jagły, z grzybami, śliwką, boczkiem, a i gęsina się wyborna znajdzie. A wszystko pachnące, swieżuchne i parujące:)

Uwielbiam kaszę, a po wizycie na Jarmarku Świętojańskim tym bardziej zapragnęłam jeszcze bardziej ją uwielbić, a swe uwielbienie przełożyć na częstsze przygotowywanie owej w domostwie. Dlatego dziś jarskie kotlety z kaszy jęczmiennej – mojej zdecydowanej faworytki wśród kasz:)

Składniki:

Kotlety:

– woreczek kaszy jęczmiennej (100 g)

– ok. 60 g utartego parmezanu

– 4 (lub więcej;)) ząbki czosnku

– 1 łyżeczka masła

– posiekane zioła (u mnie szczypiorek, natka pietruszki i lubczyk)

– nieco kaszki kukurydzianej do obtoczenia kotletów

– przyprawy: sól, czarny pieprz, suszony czosnek niedźwiedzi, majeranek

– łyżka oleju rzepakowego do smażenia

Sos:

– 3 żółte cebule

– 1 łyżka oliwy

– 1 łyżeczka octu balsamicznego

– 1 śmietankowy serek topiony (trójkącik)

– nieco wody lub mąki (w razie potrzeby zagęszczenia lub rozrzedzenia sosu)

– przyprawy: sól, czarny pieprz

Kaszę jęczmienną ugotowałam do miękkości (z dodatkiem kostki bulionowej z oliwą i ziołami). Dodałam do niej masło, parmezan, zioła, czosnek i przyprawy. Wymieszałam, a z powstałej masy uformowałam małe kotleciki, które następnie opanierowałam w kaszce kukurydzianej. Kotleciki smażyłam na teflonowej patelnie w niewielkiej ilości oleju, na rumiano z obu stron.

Cebule obrałam i drobno pokroiłam. Dusiłam na niewielkiej ilości oleju. Przyprawiłam i dodałam ocet balsamiczny. Gdy cebula była miękka zblendowałam ją nadając jej konsystencję sosu. Dla zagęszczenia i gładkości, rozpuściłam w sosie serek topiony. Sos, w zależności od preferencji można rozrzedzić wodą lub bulionem, lub też zagęścić odrobiną mąki.

Do tego były pieczone z rozmarynem i majerankiem ziemniaczki oraz pomidory w śmietanie:)

 A to nasze wspaniałe i aromatyczne kleparskie pomidory:)


Stróża 2010

Ostatni muzyczno-biesiadny wyjazd do Rodziców, do Stróży, miał się dodatkowo wiązać z wykonaniem ‚promo-photos’ dla Nowocek. Tym razem motywem przewodnim było, szeroko rozumiane, białe ‚giezło’ i stara studnia. Niestety, brakowało jednej Nowocki – Kuzynki Marceli, ale nie dała rady przybyć.

tu ja,w zacnym towarzystwie Kuzynki Julki:)                       Foto by Grzegorz Bratek

Mój strój: ‚giezło’ Red Chilli (India Shop) — spodnie Terranova — chusta ludowa

Oprócz muzykowania i pstrykania fotek, była też strawa: żur z kiełbasą i ziemniakami według przepisu mych Rodzicieli, kiszone przez Oćca ogórce, wiejski chleb ze szmalcem, kiełbasa i kaszanka z rusztu oraz mnóstwo innych rustykalnych pyszności, sporządzonych zarówno przez Wyżej Wymienionych, miłych sąsiadów, jak i przywiezionych przez Gości:)

Spotkanie było cudowne. Gdy Rodzina jest wokół mnie, lubię wiejskie klimaty. Śliczną zieleń i niezwykłe widoki (dom Rodziców znajduje się na wzniesieniu).

Muszę popytać wsród Familii – może ktoś zechce ‚wystąpić’ na moim blogu;) Wtedy zaktualizuję wpis;)

P.S. Ostatnie dni, mimo iż w Krakowie znów bardzo deszczowe, spędziliśmy nader przyjemnie:) Po pierwsze, przez parę dni pomieszkiwał u nas mój młodszy Brat, Antek:) Siedzieliśmy do późna, gadaliśmy, oglądaliśmy komedie, programy kulinarne i kanały z wróżbami (???) – wróżbita Szandor jest bezkonkurencyjny;), rywalizowaliśmy w grach sprawnościowych i ogólnie rzecz ujmując – świetnie się bawiliśmy:)

Oprócz tego odbyliśmy parę ‚imprez (rodzinnych)’ – imieniny miałam:) Odwiedzili nas Rodzice i Teściowie, co skłoniło mnie do przygotowania paru nowych dań. Niestety, nie było warunków do fotografowania, co z kolei z pewnością zmotywuje mnie do uwarzenia jeszcze raz moich mikstur;)


moskole

Cytując za nieocenioną Wikipedią, moskole, to placki pieczone na blasze, potrawa regionalnej kuchni podhalańskiej. Podstawowymi składnikami do wyrobu moskoli są: ugotowane i utłuczone ziemniaki, mąka i woda, sól kuchenna, czasami jajko (początkowo pieczono też moskole z maki owsianej. Były one ościste i twarde. Ziemniaczane zaczęto piec później). Zagniecione ciasto formuje się w placki o średnicy około 6 – 10 cm i grubości od 1 do 3 cm. Są też wersje moskola czysto ziemniaczanego lub mącznego tzw. moskol spiski (wtedy dodajemy sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia). Do moskola spiskiego używano też mąki kukurydzianej.

Ja zawsze z chęcią je zjadam gdy jestem w Zakopanem:) Z dodatkiem masła czosnkowego lub twarożku:) Muszę wreszcie spróbować zrobić je sama:)


łowickie fiolety

Też już ‚zaklepane’;)

P.S. Dziś znów zaliczyłam wypadek w kuchni… Ale tym razem naprawdę bolesny 😦 Mianowicie, przygotowując sobie przepyszną, nieskromnie mówiąc, ‚zupkę chińską’ według mojego autorskiego pomysłu:D , a konkretnie szatkując twardą marchew, wraziłam sobie nóż w sam środek paznokcia (sic!), krew sikała na wszystkie strony… Sama nie wiem jak mi się ta sztuka udała! Całe szczęście, incydent ten ani o jotę nie ostudził mojej chrapki na zupkę:) A mój dzielny Gregor zachował, nomen omen, zimną krew i ocalił mój nieszczęsny palec owijając go szczelnie bandażem!:* Tylko potem, nie wiedzieć czemu, nie kwapił się do pokosztowania zupki;) Cały apetyt diabli wzieni;)

A Wszystkim Dzieciom WSZYSTKIEGO DZIECIODNIOWEGO:)


łowickie żółcienie

Już są ‚zaklepane’:)

A na dzisiejszy obiad jadłam, pierwszy raz w tym roku, moją ukochaną ŻÓŁTĄ FASOLKĘ SZPARAGOWĄ! Jakbym miała jej 10 kg, to bym zjadła 10 kg – tak ją uwielbiam:D


wszystko po krakowsku:)

Oto decoupage’owa łopatka kuchenna z motywem nader jesiennym, ale co tam, w krakowskim otoczeniu;)

Wczoraj nawiedzili nas Rodzice i Antek:) Podałam moją nową ulubioną imprezową przegryzkę: pierogi szwedzkie:D


łowicki serwetnik i podkładki pod kubki

Na fali wykorzystywania potencjału serwetek od Kuzynki Olury, powstał ten komplecik, który, jak tylko porządnie wyschnie, przyozdobi nasz stół, gdyż bardzo, ale to bardzo mi się podoba:D

Muszę kiedyś sfotografować wszystkie nasze ludowe ozdoby (bo jest ich trochę) – na wieczną pamiątkę:)


etnodizajn

Odwiedziłyśmy dziś z Chrobotkiem targi Etnodizajn. Było WSPA-NIA-LE! Takiego zbiorowiska ludowych i pomysłowych projektów dawno nie widziałam. Wiele rzeczy naprawdę mnie zachwyciło. A wystawę opuściłam bogatsza o masę inspiracji i nowych koncepcji:)


malowane kolczyki

Za wzór posłużyła łowicka serwetka (od kuzynki Olury), która już wystąpiła nieraz na blogu. Postanowiłam jednak nasycić barwy moich kolczyków, żeby przypominały pawie piórko:)

A w tle zabytkowy wazon, podarunek od Rodziców:)


makowy wałek

W lipcu jedziemy na wesele naszych znajomych. Ja wśród ślubnych prezentów znalazłam aż dwa wałki, dlatego pomyślałam, że i my do podarunku dołożymy wałek:) Na to konto wymodziłam taki, jak poniżej. Jeszcze wymaga ‚tylko’ polakierowania i oby do wakacji wysechł;)


zeszłotygodniowe zdobycze

Nasze folkowe zakupy i jednocześnie wzajemne prezenty rocznicowe:) A bonusowo, przywiezione prosto ze stolicy przez moją Kuzynkę Olurę, łowickie serwetki:)


wiosenne babuszki

Motyw znany i lubiany;) Matrioszki znów ozdobiły moje kolczyki. A do prezentacji zawisły na prześlicznych wiosennych tulipanach od Mamy:)

A jutro wybieramy się na „parapetówę” do nowego, nowohuckiego lokum Chrobotka:) W zeszły piątek pomagaliśmy Chrobotkowi spersonalizować nowy pokój przemalowując ściany na turkusowo:)


kolce ludowe

Takie niby folkowe kolce. W kwiaty:) A w tle oryginalny ludowy czepiec (muszę go kiedyś zaprezentować w całej krasie), który wyszyła mi ubiegłego roku Babcia z okazji mojego wystąpienia ze stanu panieńskiego:)


dalsza część „kolekcji kaszubskiej”

Bez zbędnych wstępów, bo, że Kaszuby kocham miłością żywą i gorejącą to wiadomo;)


kolczyki kaszubskie

Tak bardzo już tęsknię za Naszym Morzem, że z tej przemożnej nostalgii poczęłam wytwarzać serię kolczyków nawiązujących do wzornictwa kaszubskiego:) Oto egzemplarz rozpoczynający „kolekcję”;)

 Dziś nabyłam śliczną, rustykalną bluzczynę:) Nazwę ją giezłem;) Mam nadzieję, że niedługo się przemogę i powoli rozpocznę zamieszczanie moich modowych stylizacji.


kogutki

Celem przedłużenia Wielkanocy wystąpią dziś świąteczne decoupage’owe kolczyki z grzebiącymi kogutkami:)

P.S. Dziś z Bratem wybraliśmy się wreszcie do kina na „Alicję w Krainie Czarów”. Było wspaniale:) Początkowo myślałam, że okulary konieczne do odbioru 3D uniemożliwią mi czerpanie przyjemności z oglądania filmu (widmo bólu oczu), ale szczęśliwie moje obawy okazały się być nieuzasadnione:) A i tak już miło spędzany czas, dodatkowo uprzyjemniło nam spożywanie nachosów z sosem serowym i popijanie ich spritem:)


wesołych Świąt :)

WESOŁYCH ŚWIĄT 🙂

A na dokładkę szybki rzut oka na moją „łowicką kolekcję”, która właśnie się suszy, żeby wyschnąć na Święta:)

Jeszcze do Świąt muszę zdążyć ze zdecoupage’owaniem „nożownika”, czyli takiego stojaka na noże dla mojej Teściowej!

A wczoraj byłam u Babci. Nauczyła mnie haftu „krzyżykowego” i „za igłą”:) Teraz zostaje mi poćwiczyć i wyszywane ludowe kwiaty nie będą miały przede mną żadnych tajemnic;) Chciałabym umieć sobie przyozdobić haftem ubrania…


włocławek 2 i nowa zdobycz

Oto i nowe „włocławkowe” kolczyki:

A to mój przeboski i przecudowny haftowany na atłasie pas łowicki wynaleziony w galerii pakamera.pl. Odkąd do mnie przybył nie potrafię przestać się nim zachwycać:) Ma się rozumieć, pierwsze co zrobiłam, to zaciągnęłam sobie przypadkowo jedną nitkę, która teraz trochę wyłazi, no ale cóż…nazwijmy, że oznaczyłam, że to mój;)

Nie ma wyjścia, muszę się nauczyć haftu ludowego! Mam wspaniałą książkę opisującą zdobienia stroju ludowego i hafty polskie autorstwa Elżbiety Piskorz-Branekovej (od Rodzicieli:) drugą mam od Małżonka, o polskich strojach ludowych:)) i powzięłam zamiar zgłębienia jej do tego stopnia by opanować techniki haftu! Muszę się również uśmiechnąć do moich dwóch Babć, które takie hafty już wykonywały jak mnie jeszcze na świecie nie było…Tradycja nie upadnie;) Nie ma wyjścia!


kwiaty polskie

Lubię zimę, ale tęsknię już za wiosną i ciepłymi promykami. I za tym wiosennym zapachem:) Tak na zachętę dla wiosny ponownie kwiatowe motywy;)


matrioszki

Dwie duże na baardzo dużych drewienkach (wielkości podstawek pod kubek z herbatą) i dwie małe – na małych drewienkach:) Naturalnie decoupage!

Oczywiście intensywnie różowe policzki są nieodzowne:) Myślę, że na uwagę zasługuje zwłaszcza druga „stylizacja”;)


łolaboga, znowu badyle ;)

Moja żywa i gorejąca miłość do kwiatów niczym z ludowej chusty wciąż kwitnie (szkoda, że kwiaty się nie odwzajemniają i jeszcze nie kwitną) i nie ma widoków na to by miała wygasnąć;) Prezentowane poniżej dwa egzemplarze kolczyków nawiązują do mego niepohamowanego uczucia względem ludowych motywów. Obydwie pary wykonałam techniką decoupage, ma się rozumieć;) Na „biszkoptowych” drewienkach.