behind the scenes

migawki

kr2

Czasu chronicznie brak, blog cierpi. Cóż począć, jak to mówią, taka karma. A karma całkiem smaczna:) Dużo pyszności miałam okazję ostatnio przygotowywać i smakować, więc narzekać nie mam zamiaru.

Mimo napiętego grafiku, wyłuskałam parę godzin, by tradycyjnie przygotować z Oćcem pieczarkowe knysze z czarnuszką i mocno alkoholowy kajmak w waflach, a potem odbyć równie tradycyjny pochód po krakowskich kościołach celem pochylenia głowy przed Grobami Pańskimi. Bez tego nie ma Wielkanocy:) Miałam wielkie nadzieje na malownicze popozowanie na rynku w nowej rock’n’rollowej skórzanej kurteczce wśród świątecznych straganów, ale mżawka i dujący nieprzyjemnie wiatr skutecznie odwiodły mnie od tego pomysłu. Z koszyka nawet mi bukszpan i serwetkę wywiało, więc myślę, że jestem w pełni usprawiedliwiona;)

A dziś parę instagramowych migawek:)
kr1 alle knysze kr3


Obrazek

abstrakcja

malyna


retro

retro

Dziś pracuję w takich retro-klimatach :))
Przy okazji przedstawiam trochę mojej Rodziny: ten wąsacz na pierwszym planie, to Pradziadek Antoni. Widać też Prababcię Kasię, Dziadka Zbyszka jako niemowlaka i Babcię Danusię. Nawet Ociec mój i Stryk z czasów pacholęcych się załapali:)


praca, praca

pom z imbirem1c

No i przyszedł Nowy Rok. O dziwo kiedy odchodził Stary, nie lamentowałam i nie rozrywałam szat, jak to miewałam drzewiej w zwyczaju. Nie robiłam żadnych podsumowań, a tym bardziej postanowień. Wreszcie nie czuję tego przymusu „oczekiwania na coś”, „przygotowywania się”, chociaż wcześniej taki stan mnie cieszył.

Święta były cudowne. Pyszna (to nie tylko moje zdanie;)) wigilia u nas, tradycyjna pasterka i równie tradycyjne rodzinne kolędowe muzykowanie w ubiegły weekend. Nie wiem czy to brak śniegu odbiera Bożemu Narodzeniu odrobinę magii, czy dorosłość (żeby nie powiedzieć podstarzałość), ale mimo że trudno mi nawet przed samą sobą przyznać, to okołoświąteczne doznania nie są już tak intensywne jak dawniej. Nie jest tak, że nie cieszę się tym całym pachnącym cynamonem i dźwięczącym dzwoneczkami zamieszaniem. Uwielbiam je i robię literalnie wszystko by wycisnąć całą „magię” z każdego aspektu Świąt. Ale mam wrażenie, że to już jednak nie to samo. A co gorsza, wydaje mi się, że moja postawa jest nie tyle normalna, co wręcz naturalna (sic!). I chociaż oczywiście trochę zwiesiłam nos na kwintę kiedy Święta minęły, to jednak jakoś gładko przeszłam nad tym faktem do porządku dziennego i było mi lżej. Lżej niż dawniej. Dziwnie, ale lżej.

Porzucając ten, tak czy siak nieco nostalgiczny ton, wracam do spraw bieżących. Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na blogowanie, nad czym ubolewam, za to udało mi się go trochę wykroić, by zrealizować kilka bardzo ciekawych zleconych sesji fotograficznych. Jedną z niedawno zakończonych była ta dla firmy Scandic Food (dla marki dżemów Owocowa Rozkosz, które szczerze mogę polecić, nie tylko ze względu na wyborność, ale również ciekawe, a nieraz bardzo zaskakujące połączenia smakowe:)). Ze zdjęciem, które dziś prezentuję najdłużej walczyłam (a konkretnie to z gofrem), więc uznałam, że to właśnie ono zasługuje na to, by być ilustracją do tej opowiastki;)

A jako, że mamy już ten Nowy Rok, życzę Wam wszystkiego noworocznego:)


rozdwojenie ;)

bo

Nie da się ukryć, że sesje zdjęciowe rządzą się swoimi prawami. Z jednej strony zaczynam nakłuwać pomarańcze goździkami i rozglądać się za poupychanymi niespełna rok temu do szafek ozdobnymi mikołajami, a z drugiej przyszło mi uganiać się za świeżymi i względnie ładnymi truskawkami (o dziwo udało się namierzyć, oczywiście niezrównanym i uzbrojonym okiem Matczyska, takie, które dodatkowo mają smak!;)) oraz borówkami, a one bez wątpienia bardziej kojarzą się z latem. Ale i tak bywa.

A tymczasem na krakowskim rynku i pod naszą sztandarową galerią handlową stanęły już świąteczne kramy. Ubolewam, ale z powodu natłoku pracy nie miałam jeszcze okazji ich odwiedzić, a pierwszy grudnia, to taka wyborna pora! Mam nadzieję, że wykroję chociaż chwilę, by poszwendać się między straganami, wypić grog i zjeść moją ulubioną ziemniakową sprężynę. A gdyby jeszcze sypał na mnie gruby śnieg, to już o nic bym nawet nie prosiła pod choinkę;)


robocizna i pierwsze płatki śniegu

robocizna

Dziś znów szybka klatka strzelona podczas zmiany scenerii do fotografowania. Nie da się ukryć, że już nieco zimowa. Miałam w tym miesiącu masę pracy, ale zdaje się, że jeśli kolejny raz uda mi się wygrać tę nierówną walkę ze ścigającymi terminami, to będzie znacznie więcej tak zwanego luzu. W zanadrzu mam placek marchewkowy ze świątecznymi nutami, który nawet dorobił się kilku zdjęć, więc jeśli okoliczności będą sprzyjać, może i wystąpi na łamach mego skromnego bloga:)

Dziś natomiast, kiedy udawałam się do pracy z torbą pełną instrumentów perkusyjnych dla moich malców (dźwięki wydobywające się z mojej torby sprawiły, że zostałam wzięta za św. Mikołaja z falstartem;)), spadły na mnie pierwsze śniegowe płatki. Sezon epatowania Świętami uważam więc za oficjalnie rozpoczęty!;)


:)

praca

Coraz chłodniej, więc zaczynam się przymierzać do zimowych klimatów:)