grenadyna

grenadyna1

Dziś, w rytmie pieśni patriotycznych, zapraszam na parę słów o syropie z granatów:)

Jako dziecko żyjące w PRL-u, nie miałam zbyt wielu okazji, by zetknąć się z owocem granatu. Trudno mi sobie teraz przypomnieć, ale mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że przez długi czas nawet nie wiedziałam o jego istnieniu. Może więc dlatego tak dobrze pamiętam i dobrze wspominam grenadynę. Czerwony eliksir o zniewalającym zapachu, na poły słodki, na poły kwaskowy, rozpuszczany w wodzie, to był prawdziwy rarytas! Nie wiem czy był ogólnodostępny na sklepowych półkach, czy ktoś go nam przywiózł, grunt, że landrynkowy napój, jaki z niego sporządzałam, był istną ambrozją. Albo, dajmy na to, taka herbata z czerwonym, choć granatowym syropem w zimny wieczór… lub też polana nim legumina… mmm, tego się nie zapomina!

Mój Brat jest nałagowym granatożercą, ja, muszę przyznać, również uwielbiam te przezroczyste, pełne smaku ziarenka. Najczęściej wyjadam jak leci, prosto z łupiny lub dodaję do sałatek, ale tym razem zamarzyłam o domowej grenadynie. Nie wyszło mi jej dużo, bo dysponowałam jedynie czterema owocami, ale nawet taka ilość przypomniała mi sok sprzed lat. Na stanie znalazłam jeszcze trzy zielone mandarynki, które, myślę, nie znajdują się w ortodoksyjnej wersji, jednak ich cierpki smak idealnie harmonizował z granatem i równoważył słodycz syropu. Sądzę, że z braku zielonej mandarynki, dodatek innych cytrusów też jak najbardziej mógłby być wskazany.

W przygotowaniu grenadyny nie ma żadnej filozofii, jednak dla pewności zajrzałam do tego przepisu. Cudownie smakuje z wodą mineralną i herbatą, a jeszcze lepiej w napoju zwanym Christmas Beer albo Queen Mary – czyli jako dodatek do piwa. Jest też oczywiście częstym składnikiem różnych innych wyskokowych i niewyskokowych koktajli. Przyda się nawet do deserów, jako słodka i orzeźwiająca polewa.

Ps. A tak w ogóle, nie wiedzieć czemu, strasznie lubię brzmienie słowa „granat”. Pamiętam ten napis na matalowej puszcze w kształcie walca. Taka właśnie stała latami na półce w naszym domu na Topolowej. Nawet długo po tym, jak ją opróżniliśmy. Nie tylko więc syrop traktowałam prawie z czcią, ale samo słowo również dodawało mu sporo magii:)

grenadyna2 grenadyna5 grenadyna4grenadyna3

Reklamy

5 Komentarzy

  1. piękne kolory na zdjęciach 🙂 napatrzeć się nie mogę! 🙂

    11/11/2013 o 5:56 pm

  2. Jakie to proste 🙂 Granaty uwiebiam, więc kiedyś na pewno to zrobię 🙂

    11/11/2013 o 5:57 pm

  3. Pamiętam takie opowiadanie z czasów szkoły podstawowej – „Różaniec z granatów”, a właściwie tylko tytuł, bo bardzo mnie intrygował…

    13/11/2013 o 10:33 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s