kluski frankońskie i jesienny film

Ojciec mój drogi zasilił był jakiś czas temu moją kulinarną biblioteczkę. Przyniósł mi z pracy parę archiwalnych już numerów z cyklu Encyklopedia sztuki kulinarnej z roku 1991. Sprawa jest o tyle ciekawa, że Ojciec mój drogi, jako pracownik naukowy swój zawód wykonuje na uczelni. Bynajmniej nie gastronomicznej! Co oni na tych półkach trzymają?!;)

Urok tej serii książek objawia się zwłaszcza w cudownych, klimatycznych, w pełni zaaranżowanych zdjęciach wprost z epoki przemian. Ale przepisy też nie pozostają w tyle. Receptury na tradycyjne dania wielu kuchni świata, o których w większości przypadków nawet nie słyszałam bardzo mnie się spodobały;) Dla przetarcia szlaków, na pierwszy ogień i w ogóle dla kurażu poszły kluski frankońskie, które totalnie podbiły moje serce, pozostając w sferze powiedzonek.

Przyznaję bez bicia, że nie trzymałam się dokładnie wykazu składników, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że tylko dlatego, iż głód wilczy mnie trawił, chęć klusków wzrastała w postępie geometrycznym (albo nawet wykładniczo!), a składników co poniektórych ani słychu ani dychu w domostwie. Toteż posiłkowałam się tym, co się napatoczyło. A konkretnie: mąkę ziemniaczaną zastąpiłam pszenną, czyniąc z tych oryginalnie klusek w rodzaju pyz coś bardziej na kształt kopytkowego ciasta. Tak czy siak, było pycha! Z 5 sztuk, które w swej naiwności nałożyłam sobie na talerz, skonsumowałam trzy, a i to nie bez walki! A przypominam, że głód wilczy i tak dalej!

Dziś, jak wieloletnia tradycja nakazuje, wybrałam się z Babcią na cmentarz w Górce Kościelnickiej. Piszę o tym nie bez kozery. Te doroczne wyjazdy, które trwają krótko, ograniczają się w zasadzie jedynie do oczyszczenia grobu mego Dziada Legionisty ze zwiędłych kwiatów, zapalenia świecy i krótkiego spaceru po okolicy są dla mnie kwintesencją mojej ukochanej powtarzalności. Esencji wszystkiego. Znów było zupełnie żółto, znów spotkałyśmy kuzyna Babci, znów dał nam dwie torby jabłek. I było dokładnie tak, jak w zeszłym roku. Jakby to był kolejny dzień, jakby nic się nie zmieniło. A potem, jak zwykle, wróciłyśmy na maminą zupę.

kluski frankońskie (z moimi zmianami)

1 kg ziemniaków
100 g (lub wedle potrzeb) mąki pszennej (w oryginale ziemniaczana)
1 małe jajko
3 kromki chleba tostowego
2 łyżeczki oliwy z oliwek
podsmażona cebula
sól & pieprz, gałka muszkatołowa, słodka papryka

Ziemniaki ugotowałam w osolonej wodzie (w oryginale 700 g należy ugotować, a pozostałą część utrzeć na surowo). Przecisnęłam przez prasę do ziemniaków. Dodałam przyprawy, mąkę oraz jajko i wyrobiłam dość luźne ciasto.

Pieczywo tostowe pokroiłam w kostkę (w oryginale bez skórki, ale akurat bardzo ją lubię, więc zostawiłam). Na patelni rozgrzałam oliwę z dodatkiem słodkiej papryki i podsmażyłam na niej chleb, tworząc chrupiące grzanki.

Z ciasta uformowałam wałek, który podzieliłam na 8 części. W każdej zrobiłam wgłębienie i wypełniłam paroma grzankami, zalepiłam i uformowałam kulę. (Następnym razem dodam jeszcze podsmażonego boczku:D)

Kluski gotowałam w gorącej, osolonej wodzie, aż wypłynęły na wierzch, około 10 minut (przepis zaleca 20 min., ale to, zdaje się, przez wzgląd na obecność w cieście surowych ziemniaków).

Okrasiłam podduszoną cebulką.

Na koniec chciałabym jeszcze zaprosić moich Miłych Czytelników na mój krótki, jesienny film:) Trochę w nim niedawnego jesiennego paja i równie jesiennych listków:)

Reklamy

10 Komentarzy

  1. Oj, jak dobrze poszukam, to tez pewnie znajde kilka ksiazeczek z tej serii, bardzo popularnej kiedys, bo chyba jedynej, jaka sie dalo na owe czasy kupic. Klusek frankonskich nie pamietam, a intryguje mnie ich nazwa ;))

    22/10/2012 o 11:10 pm

    • 🙂 Supcio jest ta seria 🙂 Fajnie, że ją pamiętasz 🙂

      22/10/2012 o 11:23 pm

  2. Moja mama zbierała te książeczki, więc i u mnie można znaleźć kilka z nich potraw 🙂 Film jest cudowny, jakiego programu używasz do obróbki? Ja od jakiegoś czasu mam kamerę, robię filmy, ale nie wiem co i jak dalej…

    23/10/2012 o 2:02 pm

    • Dziękuję ogromnie! Używam programu Sony Vegas. To dopiero moje pierwsze kroki i pomaga mi Mężu 🙂 Tobie życzę powodzenia w dziedzinie filmowej! 🙂

      24/10/2012 o 1:01 pm

      • Ja też męczę mojego męża takimi sprawami, pora go zaskoczyć 😉

        30/10/2012 o 3:05 pm

      • Hehe, to wiesz jak to jest 😉

        05/11/2012 o 9:59 pm

  3. To coś dla mnie zdecydowanie 🙂 Uwielbiam takie dania. A filmik pozytywnie nastrajający 🙂

    27/10/2012 o 2:00 pm

  4. ja lubię jeszcze starsze książki, z lat 70-80. Jeżeli chodzi o przepisy dla kluskowych fanów to nieskończone źródło inspiracji! :). Bliny gospodarskie, chłopskie, wszelkiego typu kluski z ziemniaków i kasz, coś przepysznego!

    29/10/2012 o 8:12 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s