smażony patison w panierce

Dościgło mnie. Tylko na to czekałam i mam! Tradycji stało się zadość – choram! Nie znoszę przeziębienia, rzecz to oczywista, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę jawiący się w zaistniałej sytuacji nieco dramatycznie fakt, że jutro mam (teoretycznie) grać z kapelą w Zgierzu i jakoś trudno mi to sobie w tej chwili wyobrazić. Jednak przewrotnie lubię tę powtarzalność, ‚taksamość’ – chociaż w związku z chorobą może to brzmieć co najmniej dziwnie. Nic chyba tak mnie nie cieszy, jak to, że co roku robię coś tak samo, w ten sam sposób. Uwielbiam pamiętać i budować wspomnienia. Nad morze jeżdżę zawsze w tej samej kurtce, we wrześniu zawsze gotuję zupę krem z dyni, na Wszystkich Świętych zawsze wsiadam z Rodzicami w samochód i jadę na cmentarz do Morawicy – raz do roku przemierzam tę drogę i jest to dla mnie potwornie ważne, zwłaszcza, że to w jesieni. Nic się nie zmienia i to kocham najmocniej. Ta powtarzalność, to treść mojego życia.

No, widać, że majaczę zdjęta nieżytem górnych dróg oddechowych, dlatego może przejdę do spraw najwyższej wagi, czyli pożywienia;) Niezwykle lubię nasz krakowski Kleparz w jesieni, nawet Mateńka, oddana bywalczyni tego przybytku kupiectwa, której był się on już opatrzył na dziesiątą stronę, przyznała ostatnio w nostalgicznym tonie, iż Kleparz o tej porze roku nie ma sobie równych. Pięknie prezentują się kramy uginające się pod obfitością grzybów, orzechów, dyni i owoców – wszystko takie brązowe i sentymentalne. No i na Kleparz się nie wybrałam, a zamiast tego mam rosół z chilli, góry chusteczek i siłę prochów. Ale Matczysko nie byłoby sobą, gdyby nie zaopatrzyło mnie na zapas kleparskimi darami w postaci kabaczków, patisonów i grzybów – gotować więc nic mi nie przeszkodzi:)

smażony patison w panierce

spory patison
1 jajko (od szczęśliwej kury:))
4 łyżki mąki pszennej
6 łyżek bułki tartej
sól & pieprz, ostra papryka
olej do smażenia

Patisona pokroiłam na plastry (brzeszczotem:D), obrałam i wydrążyłam pestki.

Rozmąciłam jajko, doprawiłam.

Plastry patisona panierowałam jako kotlety: w mące, jajku i bułce tartej. A następnie smażyłam z obu stron aż zmiękły i się zezłociły.

Podałam z sosem curry i dużą ilością pieprzu.

Reklamy

12 komentarzy

  1. Oj to nie dobrze jak chora, mam nadzieję, że szybko powrócisz do zdrowia;)
    Nigdy nie jadłam tak patisonów, kiedyś muszę spróbować;)

    21/09/2012 o 5:22 pm

    • Dzięki! 🙂 A patisony polecam bardzo, bo chociaż delikatne w smaku, to jednak mają coś w sobie 🙂

      25/09/2012 o 10:39 am

  2. Może i majaczysz ale zdjęcia nawet chora robisz świetne 😉 Mogłabym na nie patrzeć bez końca.
    Dużo zdrowia!

    21/09/2012 o 7:44 pm

  3. chora nie chora, zawsze trzymasz poziom i nieustannie wzbudzasz jednocześnie mój zachwyt i zazdrość. zdrowiej; ja już, to tak na pocieszenie, byłam tam, czyli przeziębiona, mam nadzieję, że swoje odrobiłam. pozdrawiam Cię ciepło:)

    22/09/2012 o 11:50 am

    • Maja, zawstydzasz mnie znowu! Strasznie Ci dziękuję i pozdrawiam serdecznie 🙂

      25/09/2012 o 10:40 am

  4. Aga

    To się zsynchronizowałyśmy….a Ty bidulko musisz jeszcze na dodatek nadwyrężać swoją gardziel i przeponę w ten weekend, ech!!! Patisony mają przepiękny kształt, cały czas mam wrażenie, że pozostają niedocenione.Być może dzieje się tak ze względu na ich trudną obróbkę – zabawa z obieraniem i krojeniem patisona cieszy tylko cierpliwych…Zdrowiej!

    23/09/2012 o 9:41 am

    • O jej, Ciebie też wzięło? Ale mam nadzieję, że już idzie ku dobremu 🙂 Musimy się intensywnie czosnkować, może następnym razem nas ominie?
      A patison jest tak pyszny, że chyba należałoby podjąć krucjatę na rzecz jego popularyzacji w polskiej kuchni 🙂

      25/09/2012 o 10:44 am

  5. Alicja

    Witam, mam nadzieję, że choroba już odpuściła czego życzę z całego serca. Moja córcia też miała zapalenie gardła i prawie straciła głosik co było niebywałe. Bo od momentu jak zaczęła gaworzyć cisza w naszym domu jest nam obca. Ona tak bardzo chciała coś powiedzieć – a tu nic, nie dało się. W pani przypadku byłoby to o wiele gorsze…
    Nie jadłam nigdy patisona. Na pierwszym zdjęciu skojarzył mi się ze smażonym dzwonkiem karpia- może dlatego, że coraz częściej już myślę o świętach? Wygląda naprawdę smacznie – chyba się skuszę i spróbuję jak też ten patison smakuje.
    Co do powtarzalności zdarzeń zgadzam się, z małym wyjątkiem – ona się jednak zmienia 😉 Na cmentarz jeżdżę co roku też tą samą drogą, ale obok mnie w samochodzie siedzą inne osoby.
    Serdecznie pozdrawiam!

    25/09/2012 o 9:21 am

    • Dziękuję, u mnie już lepiej! To teraz ja życzę, żeby Córka wróciła do zdrowia i znów Was bawiła swoim głosikiem 🙂
      Patisona polecam. Jest dość delikatny, żeby nie powiedzieć mdły, ale właśnie z panierką, lub jakimś innym intensywnym dodatkiem jest niezwykle smaczny 🙂
      A o powtarzalności chcę myśleć, że się nie zmienia, chociaż wiem, że to nieprawda. Ale żeby chociaż trochę zostało tego samego!
      Pozdrawiam!

      25/09/2012 o 10:48 am

  6. Alicja

    Dzień dobry,
    wczoraj na kolację zrobiłam patisona wg Pani przepisu. Jedliśmy go pierwszy raz. Miękki i delikatny w smaku, mnie przypadł bardzo do gustu. Jako dodatek mieliśmy tzatziki ( trzeba było je powoli zdjąć z lodówkowego stanu), nie wiem czy to dobry pomysł, ale nam smakowało :). Dziękujemy za inspirację.

    01/10/2012 o 9:54 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s