uszka dyniowe

U mnie nadal dynia i radość z tzw. „brzydkiej pogody”. Wczoraj jadąc przez rzadko uczęszczaną przeze mnie część Krakowa przyglądałam się budynkom i ludziom. Nagle uderzyła mnie niesamowita ilość opadłych liści na chodniku. Kiedy one zdążyły pokryć ulice żółto-czerwonym dywanem? Miałam dziką chęć wyskoczyć z autobusu na najbliższym przystanku i zanurzyć stopy w te żółte sterty, szurając najgłośniej jak się da:) Zmierzałam jednak w kierunku mego miejsca zatrudnienia, więc odbiłam to sobie później;)

Kiedy wróciłam do domu, czekały na mnie uszka z nadzieniem dyniowym, o których niedawno wspominałam. Zamrożone, bo zamrożone, ale zaświadczam, że chłodzenie ani o jotę nie zepsuło ich smaku.

Oryginalny przepis, który bardzo, ale to bardzo mi się spodobał tutaj🙂

Ciasto pierogowe każdy robi po swojemu, a większość przepisów jest zbliżona. Ja używam takiego, jak nauczyła mnie moja Babcia. Zagniatam mąkę tortową z jajkiem, niewielką ilością oleju, szczyptą soli i odpowiednią ilością ciepłej wody. Zdarzyło mi się jednak czynić ciasto bez jaja i również nie mogę wyrzec na jego temat złego słowa. Jednak to z jajem jawi się ponoć jako bardziej atrakcyjne kolorystycznie.

farsz dyniowy
(mnie wyszło ok. 25 uszek)

ok. 400 g dyni
1 cebula
4 (lub więcej;)) ząbki czosnku
100 g sera z zieloną pleśnią
garść uprażonych i potłuczonych orzechów włoskich
parę gałązek tymianku
1 łyżeczka oliwy z oliwek
sól & pieprz
1 łyżka masła
szałwia (ja miałam suszoną, więc użyłam suszonej:))

Dynię obrałam, usunęłam z niej „wnętrzności”, pokroiłam na cząstki, rozłożyłam na blaszce razem z ząbkami czosnku i tymiankiem, posypałam przyprawami, skropiłam oliwą i piekłam w średnio rozgrzanym piekarniku do miękkości.

Cebulę poszatkowałam i przysmażyłam na niewielkiej ilości oliwy.

Przestygnięta dynię z czosnkiem przemieliłam (można rozgnieść widelcem), dodałam cebulę, dodałam pokruszony ser pleśniowy i kawałki orzechów włoskich, doprawiłam.

Farszem nadziewałam ciasto i lepiłam w formę uszek, jak zaleca oryginalny przepis:)

Gotowałam 5 minut we wrzątku.

Odcedzone podałam z posolonym roztopionym masłem zaromatyzowanym szałwią.

Advertisements

16 komentarzy

  1. nie jadłam, ale z chęcią bym spróbowała 🙂
    jak zawsze cudne zdjęcia 🙂

    14/09/2012 o 4:26 pm

  2. Matko i córko, chyba zacznę omijać Krew i mleko, bo mnie zazdrość bierze na:
    – primo: takie pyszności,
    – secundo: moc cudnych gadżetów 🙂
    – tretio: z powodu świetnych jak zawsze zdjęć 🙂
    Taki ze mnie zazdrośnik! 🙂

    14/09/2012 o 6:02 pm

    • Małgoś, zawstydzasz mnie! 😀
      A z takich ust jestem wprost zaszczycona słyszeć takie niestworzone rzeczy!
      Pozdrawiam!

      15/09/2012 o 11:44 am

  3. Aga

    Czadowe uszka! Widzę, że u Ciebie mniejszy gabaryt niż u mnie…gabaryt samej dyni natomiast znacznie większy od mojej Hokkaido…
    Jesteś absolutną mistrzynią nastroju!
    Zjadłam oczami kilka Twoich kształtnych uszek… CAŁUSY 🙂

    14/09/2012 o 8:51 pm

    • Aga, jak zwykle dziękuję Ci za Twoje szczerozłote słowa 🙂 A tym razem dziękuję Ci dodatkowo za świetny przepis!
      Tak, moje nieco mniejsze – takie wyszły, ale smak naprawdę jest przewyborny 🙂

      15/09/2012 o 11:43 am

  4. super wyszło i na pewno pyszności:)

    14/09/2012 o 11:58 pm

  5. kupiłam dużą dorodną dynię, mam kilka pomysłów ale chyba zacznę od Twoich uszek, bardzo słodkie!pozdrawiam Natalia:)

    15/09/2012 o 12:43 am

    • O super! Bardzo polecam 🙂 I również pozdrawiam!

      15/09/2012 o 11:41 am

  6. Wcale mnie ten „żółty dywan” nie cieszy, bo po nim przychodzi zimność, mokrość i beznadzieja, ale dyniowe uszka owszem 🙂 Niech będzie ciepło i niech będą dynie!

    17/09/2012 o 11:11 am

    • Ach, a ja tak bardzo czekam na zimność, mokrość i beznadzieję 🙂 I nie wiem czemu tak bardzo to lubię! Ale dynie lubię jeszcze bardziej 🙂
      Pozdrawiam i duuużo ciepła zanim nastanie mroczność!

      17/09/2012 o 11:54 am

  7. Wygląda smakowicie, muszę zaopatrzyć się w dynię. Tymczasem u mnie na blogu możesz zobaczyć jaki okaz miałam okazję przetwarzać w sierpniu 😉

    18/09/2012 o 11:00 am

  8. Ola

    Ależ ja mam ostatnio fazę na takie smaki! Czy one mają jakąś nazwę? Kompozycje typu dynia, orzechy włoskie, ser pleśniowy, tymianek? Albo orzechy włoskie, karmelizowana cebula, śmietanka i rukola? (nie wiem czemu wydało mi się pokrewne, może dlatego że mam na jedno i drugie ochotę, i co drugi obiad u mnie tak wygląda)
    Pozdrawiam!

    27/09/2012 o 9:20 pm

    • Ach, te jesienne kompozycje z dodatkiem serów nie mają sobie równych. Sama nie potrafię się im oprzeć 🙂
      Pozdrawiam!

      27/09/2012 o 11:20 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s