bulion w stylu orientalnym z trawą cytrynową i imbirem

Poranek przywitał nas prawdziwie sztormową pogodą, mimo że to Kraków. Wiadomo, uwielbiam taką, ale przez wzgląd na dość dokuczliwe przeziębienie, postanowiłam dziś nie wystawiać się na działanie wiatru. Śniadanie, w postaci słusznej porcji arbuza, zjadłam w towarzystwie naszej Basistki, a z pomocą w sprawie obiadu przyszła nieoceniona spiżarniana szafka. Przez ostatnie przygotowania uczelniane nagromadziło mi się trochę zaległości ‚w papierach’, więc uznałam, że właśnie na ich uzupełnianie przeznaczę dzisiejsze przedpołudnie, a obiad będzie niezobowiązujący i taki, który dobrze mi zrobi na górne drogi oddechowe, dlatego oprócz nieodzownego w takiej sytuacji makaronu, tym razem w formie zapiekanki, pojawił się pyszny bulion z dodatkiem prawie wszystkich możliwych przypraw, jakie posiadam w swoich zasobach. Potrzebowałam czegoś wyrazistego, co będzie stanowić remedium na dość istotnie przytłumione przez katar poczucie smaku. Wyszło coś naprawdę pysznego. Zużyłam mnóstwo trawy cytrynowej, suszone liście limonki Kaffir i niesamowitą szalotkę bananową, z którą spotkałam po raz pierwszy się dopiero niedawno. Zainteresował mnie jej intensywny bananowy zapach, który w niewielkim tylko stopniu rzutuje na smak, ale ma on w sobie coś niespotykanego.

 

bulion w stylu orientalnym

600 ml bulionu warzywnego
3 szalotki (u mnie bananowe)
5 (lub więcej;)) ząbków czosnku
6-8 źdźbeł trawy cytrynowej
łyżeczka utartego imbiru
pół pęczka poszatkowanego szczypiorku
sok i otarta skórka z limonki
garść makaronu (u mnie świderki, taki znalazłam po przetrząśnięciu szafki;))
łyżeczka oleju rzepakowego
sól & pieprz, płatki chilli, suszone liście limonki Kaffir, szczypta cynamonu i gałki muszkatołowej, harissa, kumin

Rozgrzałam olej i poddusiłam na nim poszatkowaną szalotkę, przeciśnięty przez praskę czosnek, imbir i przyprawy. Zalałam bulionem, do którego dodałam trawę cytrynową, skórkę i sok z limonki oraz makaron. Gotowałam aż makaron zmiękł. Wyjęłam trawę cytrynową, a zupę posypałam sowicie posiekanym szczypiorkiem.

Reklamy

6 komentarzy

  1. Zainteresowana

    Musi pachnieć cudownie 🙂

    26/06/2012 o 11:58 pm

  2. Aga

    Intrygujące. W porze deszczowej (hm, mamy czerwiec?) dania rozgrzewające są mocno wskazane. Też kupiłam wielgachne kłącze imbiru w tym tygodniu.

    27/06/2012 o 10:41 am

    • Ja lubię gorące zupy niezależnie od aury, ale w deszczową pogodę tym bardziej 🙂 A imbir się zawsze przyda. Jestem ciekawa co z niego tym razem wyczarujesz 🙂

      27/06/2012 o 12:05 pm

  3. O rany… zaszłam i mnie powaliło. 😀 Że zupę bym sobie chętnie siorbnęła – nawet nie wspomnę, ale… pierwsze zdjęcie… aj! jaki klimat! 🙂

    27/06/2012 o 6:08 pm

    • Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Cenny tym bardziej dlatego, że jestem fanką Twoich zdjęć 🙂
      Pozdrawiam!

      28/06/2012 o 11:00 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s