Śliwobranie w Stróży 2011

W ubiegły weekend znów zawitaliśmy do Stróży. O tej porze roku ogrom owocu wprost zapiera dech w piersiach, ale aż serce się kraje, gdy stąpa się po dywanie utkanym z rozgniecionych śliwek! Drzew i krzewów owocowych w sadzie jest kilkadziesiąt, a my bywamy tam na tyle rzadko, że większość dóbr niestety niszczeje.

Tegoroczny wysyp śliwek węgierek Rodziciel postanowił przetworzyć w najkorzystniejszy bodaj sposób – śliwowica:D Część zbiorów zaanektowałam ja. Ugotowałam kompot, zrobiłam pierogi. Kto wie, czy nie nasmażę jeszcze powideł lub nie ukręcę placka z dodatkiem śliwek?

‚Nasza’ Stróża jest wsią bardzo przyjemną. Z hacjendy Rodziców, która usytuowana jest na wzgórzu roztacza się prawdziwie malowniczy widok na Górę Św. Jana oraz rozległe pola i pastwiska. Gdzie okiem sięgnąć, zieleń, żółć i sama natura. Ale też i ciekawa historia, jako, że wzmianki o tej rycerskiej wsi pochodzą już z XII w. W późniejszych latach wieś przeszła spod władania szlacheckiego rodu Ratoldów pod skrzydła opactwa Cystersów w Szczyrzycu (klasztor w tej miejscowości został ufundowany w 1234 r., a do niedawna w przyklasztornym browarze warzono piwo według najstarszych receptur).

Ciekawym faktem z historii bardziej współczesnej jest to, że ‚w miejscowym dworze w 1913 roku mieściła się Oficerska Szkoła Strzelecka, którą kierował Józef Piłsudski.’ (za Wikipedią)

Stróża sąsiaduje z równie ciekawymi, jeśli oczywiście dla kogoś pod tym hasłem kryją się takie wartości jak spokój, relaks i cisza;) obfitującymi w zieleń miejscami: rzeczony Szczyrzyc, Skrzydlna, Jodłownik, Wilkowisko, Dobra, Tymbark. A dla tych, którzy nie mogą się obyć bez miejskiego zgiełku (ja;)) – Limanowa. Jak widać, niektóre nazwy miejscowości, np. Szczyrzyc, czy Wilkowisko wprost nawiązują do grasujących legendarnie po tych terenach wampirów, wilkołaków i innych zmór;), więc i dla żądnych mrożących krew w żyłach wrażeń może coś się znajdzie!

A przechodząc do naszej wizyty w stróżańskich stronach, to było jak zwykle… Kiełbacha, uginające się pod obfitością owocu gałęzie, pierwsze czerwone liście i pojedyncze nitki babiego lata. Jeszcze ciepło i słonecznie, ale w powietrzu już nuta jesieni. Jestem na nią wyjątkowo wyczulona i chłonę wszystkimi zmysłami, a najbardziej łamie mi serce ten niezidentyfikowany zapach. Chyba pobrzmiewa w nim aromat przejrzałych owoców i palonych traw, ale chodzi o coś więcej.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s