Bôłt 2011

Z żalem opuściłam nasze przepiękne, bure morze. Jego charakterystyczny szaro-stalowy kolor płynnie przechodzący w równie stalowe i równie szare niebo, to dla mnie chyba najpiękniejszy obraz na świecie. Nie waham nazwać się wręcz fanatyczną fanatyczką tego bałtyckiego surowego krajobrazu.

Oczywiście czasem nasz Bałtyk jest lazurowy, a niebo nad nim błękitne i słoneczne, jednak to nie to, co magnetyzująca jednolitość kolorystyczna, kiedy pogoda jest uznawana za ‚brzydką’.

Kulinarnie nadmorskie wakacje upłynęły mi, jak zwykle w tamtych stronach, pod znakiem ryby (przodowała fląderka, a jakże:)). Ale tym razem również wędzonej. Podgrzane na wieczornym grillu szaszłyki z łososia nie miały sobie równych:)

Ale zjadło się również pizzę ‚z foremki’, jak za pacholęcych lat, przysmak Tatarów krymskich çüberek z mięsem mielonym, przepyszny i ekologiczny wafelek kaszubski pod postacią okrągłego i naprawdę słusznych rozmiarów gofra, pierogi, wybitną zupę z prawdziwków…

Brak piwa, nie powiem, doskwierał mi piekielnie, ale nie ugięłam się i z tarczą dobrnęłam do upragnionego 1 września, kiedy to moje wyrzeczenia zostały wynagrodzone po kroćset przy pierwszym łyku bursztynowej ambrozji:) Do tego momentu mój sierpień miał smak Czarnego Frugo, czyli i tak nie najgorzej;)

A od strony nie-kulinarnej – nostalgia, melancholia, nostalgia, melancholia! I tak naprzemiennie, jak to zwykle u mnie bywa;) Ale też oczywiście radość i dobra zabawa z Gregorem i Przyjaciółmi:)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s